Rosatom właśnie dał zielone światło siedmiu chińskim kontenerowcom, które mają popłynąć Północną Drogą Morską prosto do Europy. I to nie jest już kolejny eksperyment. Chińska firma Sea Legend Shipping chce w tym roku zrobić z tej trasy coś, co wcześniej było raczej ciekawostką, czyli regularne połączenie kontenerowe. Ma ono działać co tydzień, w sezonie nawigacyjnym.
Szef Rosatomu Aleksiej Lichaczow nie ukrywa zadowolenia. Mówi wprost, że sytuacja w Zatoce Perskiej, szczególnie wokół Cieśniny Ormuz, sprawia, że arktyczny szlak przestaje być egzotyką, a staje się realną alternatywą. I ma w tym trochę racji, ponieważ zeszłoroczny rejs Sea Legend z Chin do brytyjskiego Felixstowe zajął około 20 dni. Przez Suez to zwykle bliżej 40, czyli dwa razy dłużej.
Chińczycy płyną do Europy przez Arktykę
W tym roku firma zapowiada osiem rejsów między sierpniem a październikiem. Statki będą startować z Ningbo, a w Europie zawijać m.in. do Felixstowe, Rotterdamu, Wilhelmshaven i Gdyni. W transportowanych ładunkach ma znajdować się elektronika, ubrania, rzeczy wymagające chłodzenia, a nawet baterie litowe. Trasa jest krótsza o mniej więcej jedną trzecią, więc na papierze wygląda kusząco.
Jednak jedno trzeba wziąć po uwagę, że to wciąż nie jest zwykła autostrada morska. Północna Droga Morska działa tylko latem i wczesną jesienią, wymaga zgody Rosatomu i często wsparcia rosyjskich lodołamaczy. Duże zachodnie linie takie jak Maersk, CMA CGM czy Hapag-Lloyd od dawna trzymają się od tego z daleka. Wymieniają tu za dużo sankcji, za drogie ubezpieczenia, za duże ryzyko.
Co ciekawe, nawet państwowy chiński COSCO od kilku lat nie pływa tą trasą. Zostają głównie mniejsze chińskie firmy. I właśnie tu zaczyna się prawdziwy problem. Bo każdy taki rejs to nie tylko szybsza dostawa. To też pieniądze dla Rosji, ponieważ trzeba wziąć pod uwagę opłaty, usługi lodołamaczy i wszystko, co Moskwa inkasuje za kontrolę nad szlakiem. Polski politolog Piotr Mickiewicz mówi wprost: nabijamy w ten sposób kasę Rosjanom. I w obecnej sytuacji geopolitycznej to raczej nie jest neutralny wybór.
Eksperci biją na alarm, że to finansowanie wojny Rosji w Ukrainie
Jest też ciemniejsza strona. Organizacja Bellona już rok temu ostrzegała, że rozwój tej trasy pomaga Rosji i może służyć do działań hybrydowych. Przykład? Chiński kontenerowiec NewNew Polar Bear, który w 2023 roku, płynąc właśnie tą drogą, uszkodził gazociąg Balticconnector i kable między Finlandią, Estonią a Szwecją. Oficjalnie wypadek, nieoficjalnie wielu ekspertów ma poważne wątpliwości.
Dlatego część analityków radzi Europie ostrożność. Szybsza trasa to fajna opcja, zwłaszcza gdy na Morzu Czerwonym pojawiają się problemy. Ale robić z niej nową główną arterię handlową? To już dużo trudniejszy temat, bo wtedy uzależniamy się od szlaku, który w stu procentach kontroluje Rosja. A Arktyka wcale nie jest bezpiecznym miejscem. Panuje tam surowy klimat, ograniczone możliwości ratunkowe i ciągłe ryzyko wypadków.
***
Bądź na bieżąco i zostań jednym z 95 tys. obserwujących nasz fanpage - polub GeekWeek na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!











