Reklama

Pogrzebany żywcem

- Piotr Kucy został żywcem pogrzebany w grobie. Rodzina wyprawiła mu pogrzeb, wylała morze łez i zdążyła się już nawet pogodzić ze śmiercią mężczyzny... - pisze "Super Express".

I wtedy okazało się, że Piotr żyje i ma się świetnie. "Pochowano" go przez fatalny błąd prokuratury ze Świnoujścia. - Czuję się, jakbym zmartwychwstał - mówi Piotr Kucy. - No bo przecież stałem nad własnym grobem i widziałem przybitą do krzyża tabliczkę ze swoim imieniem i nazwiskiem - mówi mężczyzna.

Testu DNA nie będzie

Gdy policja ze Świnoujścia znalazła w kanale portowym zwłoki mężczyzny, była przekonana, że to ciało Piotra Kucego. Mężczyzna był marynarzem, często wyjeżdżał na długie miesiące, pływał po całym świecie albo pracował w stoczni gdzieś na Wybrzeżu. Wyłowione ze słonej wody ciało było w stanie rozkładu i trudne do identyfikacji, jednak jeden ze znajomych pana Piotra przyznał, że to może być on. To wystarczyło prokuraturze, aby wpisać do akt śmierć Piotra Kucego i poinformować jego rodzinę. Do Świnoujścia na identyfikację zwłok przyjechały dwie siostry z Włoch. Stwierdziły, że to raczej nie Piotrek...

Reklama

- Nie było tatuaży. Ale prokurator się upierał, tłumaczył, że mogły zniknąć od słonej wody - opowiada Katarzyna Smolińska, siostra Piotra. To je przekonało, ale na wszelki wypadek prosiły o badanie DNA. Prokuratura jednak odmówiła. - Zagrozili, że jak nie odbierzemy ciała, to pochowają je w Świnoujściu jako nieznanego. Nie mieliśmy sumienia dalej się sprzeczać - dodaje siostra.

Wieść o tragicznej śmierci Piotra zszokowała całą rodzinę. Najbardziej przeżyły to jego dzieci. Przebywały akurat na wakacjach. Syn Paweł (16 l.) z wysokim ciśnieniem trafił do szpitala. Ze zgryzoty rozchorowała się także jego 14-letnia córka. - Takiej rozpaczy w naszej rodzinie jeszcze nie było - wzdycha siostra. - Tylko ja udawałam silną, ktoś musiał - wspomina pani Katarzyna. - Płakałam nocami, gdy nikt nie widział - dodaje. Na pogrzebie wszyscy płakali nad losem Piotra - opowiada kobieta.

Jak wrócić zza grobu?

Tuż po pogrzebie wątpliwości nie opuszczały rodziny. - Wiedziałam, że Piotrek leczył chorą kostkę w szpitalu na Wybrzeżu. Zadzwoniłam tam. Lekarz powiedział, że wyszedł dwa dni przed odnalezieniem zwłok. Tymczasem ciało miało leżeć w wodzie o wiele dłużej. Tym tropem dotarłam do miejsca, gdzie mieszkał - opowiada siostra. Było już po pogrzebie, gdy kobieta zadzwoniła i poprosiła o rozmowę z Piotrem Kucym. - Gdy usłyszałam jego głos, nie potrafiłam powiedzieć słowa - mówi pani Katarzyna.

- Piotr nie mógł zrozumieć, o co tyle zamieszania. Rzuciłam się mu w ramiona, nie mogłam przestać płakać - wspomina siostra. Nazajutrz byli już w domu, a Piotr Kucy odwiedził swój grób. Pogrzeb Piotra nieźle namieszał w życiu niedoszłego nieboszczyka, który w świetle prawa wciąż jest... martwy. - Wysłałem do świnoujskiej prokuratury pismo z prośbą o przywrócenie mnie do życia. Minęło 5 miesięcy i nic. Nie ma odzewu. A przecież muszę pracować, ubezpieczyć się, ale wciąż nie żyję - tłumaczy mężczyzna.

Włodzimierz Cetner, szef Prokuratury Rejonowej w Świnoujściu, był przekonany o swojej racji. To on uparł się, że zwłoki znalezione w kanale portowym, to ciało Piotra Kucego. Nie chciał nawet, na wniosek rodziny zrobić testy DNA, zauważa "Super Express".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy