Reklama

Zawód dla męskich hien?

Krążą o nich mity, mają swój świat i sporo pomysłów. Wbijają się na wystawne imprezy, plebiscyty, przyjęcia... Mowa o fotoreporterach. Wbrew pozorom, nie jest to do końca zawód prosty i lekki. Choć ma dużo zalet.

"Pani Agnieszko, tutaj, tutaj proszę", "Andżeliko, spójrz się tutaj" - te odgłosy zna praktycznie każda gwiazda, każdy znany aktor, modelka, czy piosenkarka. Fotoreporterzy prześcigają się w uchwyceniu ciekawego momentu. Chcą też mieć swoje niepowtarzalne zdjęcie, na którym gwiazda będzie się patrzyła prosto w jego obiektyw.

(Nie) pchaj się na afisz, jak nie potrafisz...

Dla każdej gwiazdy lepiej jest pokazać się fotoreporterom i to od dobrej strony. Wszelkie uniki, ucieczki, albo odzywki mogą się bowiem dla niej źle skończyć i poskutkować na przykład negatywnym artykułem, czy wścibskim podpisem pod zdjęciem. Choć to wbrew prawu prasowemu, nieformalnie przyjęło się, że z fotoreporterem lepiej wojny nie zaczynać... Właściwie tyczy się to całej "czwartej władzy". Tak więc, jeśli ktoś decyduje się na karierę polityka, piosenkarza, czy aktora, powinien z góry uświadomić sobie, że będzie fotografowany, nawet wbrew własnej woli.

Reklama

Żer dla bulwarówek

Gwiazdy po cichu mówią o nich: hieny. - Tylko patrzą, żeby się komuś noga podwinęła - szepczą między sobą ludzie z pierwszych stron gazet. I mają w tym trochę racji, bo dobry fotoreporter potrafi uchwycić moment, który dla gwiazdy może się wydać kompromitujący. Jednak takie zdjęcia najlepiej sprzedają się w prasie, szczególnie w tabloidach (gazetach brukowych). A to z kolei wynika tak naprawdę z ludzkiej natury i ciekawości. Bo przecież to ludzie kupują plotkarskie gazety i dają im zarabiać.

Tańczą na linie prawa

Na ogół zawód fotoreportera jest średnio opłacalny, wymaga wielu poświęceń, ciągłej sprawności fizycznej... Choć za bardzo dobre zdjęcie można zgarnąć nawet kilka tysięcy złotych... Dlatego niektórzy paparazzi starają się kreować rzeczywistość. Na przykład na wystawnej imprezie robią znanej gwieździe albo prominentnemu politykowi serię zdjęć z kieliszkiem. Potem fotoreporter powiadamia policję o rzekomej jeździe vipa w stanie nietrzeźwości, śledzi go i - znów trzaska serię zdjęć z policją. To skrajny przypadek, choć ponoć zdarza się niejednokrotnie, na przykład w stolicy.

Jak się uchronić?

Zgodnie z polskim prawem, każda osoba ma prawo do ochrony własnego wizerunku. Zatem jego rozpowszechnianie wymaga zezwolenia osoby przedstawionej na zdjęciu. Nie dotyczy to jednak osób powszechnie znanych, jeżeli wizerunek został utrwalony w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, czy zawodowych. W innych krajach, np. w USA przepis ten stał się okazją do zarobienia na wydawcach gazet - osoby przedstawione bez zgody mają płacone gigantyczne odszkodowania. Ale warto nie zapominać, że proces też kosztuje i nie zawsze musi być wygrany.

Nie każdy fotograf to fotoreporter!

Polacy w ogóle nie potrafią rozróżniać fotoreporterów od fotografów. Czasem strach wyjść na ulicę z aparatem, bo można dostać reprymendę, albo oberwać moherowym beretem... A przecież fotografia to nie tylko domena ludzi związanych z mediami, ale także artystów. W Londynie widok fotografa nikogo nie dziwi. To chyba kwestia mentalności?

Tomasz Piekarski

MWMedia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy