Reklama

Krzysztof Jackowski: Nadchodzi Trzecia Wojna Światowa. Kupujcie leki na zapas, bo czeka nas trudny czas

Ukraina wygra, choć będzie podzielona na dwie części. Zełenski będzie uciekał do Polski, a Putin umrze w górach. Najsłynniejszy polski jasnowidz Krzysztof Jackowski w poruszającej rozmowie z GeekWeek tłumaczy, dlaczego radzi kupować leki i konserwy na najbliższe miesiące. Jego zdaniem najgorsze dopiero przed nami.

Robert Bernatowicz, GeekWeek: Czy kupiłeś konserwy, żeby jakoś przeżyć bardzo trudne dni, które twoim zdaniem czekają Polskę?

Krzysztof Jackowski: Moja żona coś tam kupiła... Co rusz natykam się, grzebiąc w szafkach, że jest jakiś tuńczyk w puszce, jakieś konserwy. Nie wiadomo, jak ich jest dużo, ale jakieś konserwy są! Żona moja robi zapasy. Nie rozmawiamy na ten temat. Wiem, że moja żona jest rozsądną osobą i skoro ona sama już doszła do wniosku, że trzeba robić zapasy, to się cieszę. Dużo ma tak zwanych zapasów suchych, to znaczy jakieś makarony i tego typu rzeczy. Ja natomiast mam swoje zdanie na temat zapasów takie: nie zapasy są tak ważne, jak przygotowanie logistyczne. Gdyby nie daj Bóg coś się wydarzyło, to jest pewne, że będziemy musieli się przemieszczać i wtedy te zapasy będą tylko przeszkodą. A i zagrożenie będzie przez to, bo inni ludzie będą przecież głodni. Albo się z nimi podzielimy, albo oni sobie sami je od nas wezmą.

Reklama

- Dobrze, a teraz pytanie dnia: jak się zacznie, to uciekasz z Polski?

- Gdyby się zaczęło, to powiem jako raczej rozsądny człowiek ratowałbym się, ale... ja już trochę lat przeżyłem i powiem szczerze, że nie uciekałbym szaleńczo z Polski. Gdybym może miał taką możliwość, to nawet bym to zrobił, ale jak nie będzie mi dane, to... nie będę walczył o tę swoją obecną inkarnację (K. Jackowski wierzy w reinkarnację - przyp. red.), oddam ciało tej ziemi i pofrunę, gdzie trzeba.

- Mamy końcówkę kwietnia 2022. Czy najgorsze już za nami?

- Że co?! Najgorsze jest dopiero przed nami, nie mam co do tego wątpliwości. Pamiętasz pandemię koronawirusa? Ja w trakcie pandemii mówiłem, że to jest jak przygotowanie nas do wojny. Zostaliśmy zdyscyplinowani do słuchania pewnych nakazów, przestrzegania zakazów. Brzmi to może dziwnie, ale teraz jesteśmy bardziej przygotowani do tego, co nas czeka.

- Czy uważasz, że Rosja zaatakuje Polskę?

- Cały czas czuję, że nie. Oczywiście ciężko tutaj nie ulegać różnym informacjom, które się słyszy w mediach, ale ja czuję, że Rosja będzie atakowała Polskę gospodarczo, tak jak to zrobiła z tym gazem. Będzie nas szantażować. Rosja będzie chciała w różny sposób nam dokopać, natomiast na tym etapie mam odczucie, że Rosja nie ma zamiaru napaść na Polskę. Jest jedno "ale". Trzeba rozważać też, co się może dziać z Chinami. Jeżeli rozgorzeje konflikt na świecie poważniejszy, a niechybnie tak się stanie, to wtedy Rosja może się bardzo różnie zachowywać. I wtedy nie będzie znaczenia, czy chodzi o Polskę, Słowację czy o Litwę. I wtedy taka agresja Rosji jest możliwa, ale nie będzie to skierowane na Polskę czy na inny kraj, ale to będzie linia frontu światowego konfliktu.

- Czy mówisz o Trzeciej Wojnie Światowej?

- Ja cały czas wierzę w rozsądek ludzi rządzących na tym świecie. Niestety, póki co jesteśmy w przededniu, a może dzieli nas miesiąc lub pół roku, ale nadchodzi Trzecia Wojna Światowa. Nie mam wątpliwości.

Czytaj też: Wizja Jackowskiego przed majówką. Przewidział pogodę na weekend?

- Nasi czytelnicy bardzo zainteresowali się mapą Polski, którą przedstawiłeś. Tam był zaznaczony rejon południowo-wschodniej Polski i te twoje słowa, że Polska tam się wyludni. Możesz wyjaśnić, o co chodzi z tą mapą?

- Ja to nazwę tak: to będzie teren paniki! Ta panika będzie czymś konkretnym spowodowana. Ale ja to mówiłem półtora roku temu, kiedy żadnej wojny nie było! Mówiłem, że widzę Polskę podzieloną i ta południowo-wschodnia część Polski... nagle poczułem, że to będzie miejsce opustoszałe i to z powodu paniki. I użyłem takich słów rok temu, że nic się tam nie stanie fizycznie, a ludzie będą uciekać.

- Uciekać? Nie wyobrażam sobie tego. To niemożliwe.

- Niemożliwe? Może to się dziać z kilku powodów. Zatrucie powietrza, jakieś promieniowanie i wcale nie musi spaść to w to miejsce, tylko może to iść z powietrzem.

- Czyli to coś niebezpiecznego w powietrzu może się dostać z Ukrainy do Polski?

- Na przykład. Ale może być jeszcze inaczej. W którymś momencie mogą paść groźby bardzo konkretne ze strony Rosji, że Rosja szykuje się do ataku na Polskę i wtedy ludzie w panice uciekaliby z tamtych rejonów bojąc się wojny. Tak też może być. Obojętnie, co się wydarzy, będzie to wydarzenie bardziej psychologiczne, niż realne zagrożenie.

- A o co chodzi z twoją kolejną przepowiednią, że Polska zostanie podzielona na trzy strefy. Dlaczego ktoś miałby podzielić nasz kraj?

- Ja to mówiłem, kiedy problemem w Polsce i na świecie była pandemia i tak naprawdę nic nie wskazywało, że będzie wojna. Absolutnie nic! Mowa o podziale Polski na trzy strefy - uwierz mi - sam tego nie rozumiem! Ja wtedy powiedziałem, że Polska będzie podzielona na trzy części i na początku ten podział będzie... powiedzmy... niepisany. Ale w trakcie ludzie się już zorientują, że to są trzy rejony Polski i de facto tylko jeden z tych rejonów będzie w pełni Polską.

- Trochę przerażające...

- Robert, pamiętaj, że ja to mówiłem półtora roku temu. W obecnej sytuacji ktoś może powiedzieć tak: może mu chodzi o Ukraińców, ale nie trzeba tak na to patrzeć. Powiem szczerze: nie wiem, dlaczego tak się stanie, ale w wizji zobaczyłem wyraźnie trzy części Polski.

- Podział Polski na trzy części to jedno, ale o co chodzi z zamkniętą granicą z Niemcami?

- Tak. To powiedziałem minimum rok temu, że przyjdzie moment taki, jak będzie ta panika w Polsce, że Niemcy zamkną granicę z Polską. Będzie jakieś realne zagrożenie, skoro tak postąpią.

- Mówisz też niepokojące rzeczy o uchodźcach. Naprawdę prawdziwa fala uchodźców ze wschodu dopiero do Polski przybędzie? Czyli to, co się stało do tej pory, to nic przy tym, co nas czeka?

- Tak. Ale zwróć uwagę, że jeżeli miałoby być zagrożenie od wschodu i ludzie by stamtąd uciekali, to oczywiście od strony Ukrainy. To by mogło oznaczać, że Rosja może przygnieść Ukrainę tak mocno, że Polacy mogą się poczuć zagrożeni, że następni możemy być my. A być może Rosja będzie robiła takie psychologiczne wrażenie na nas.

- Krzysiek, czas na kolejny, trudny temat.

- Chodzi ci o nadciągający głód?

- Tak. Mówisz, że to będzie coś zupełnie nowego w Polsce, czego nie było od 1945 roku. Będzie aż tak źle? Nie boisz się o tym głośno mówić?

- Nie boję się o tym mówić, bo ja jestem wierny swoim wizjom. I dobrze znasz, Robert, tę historię z moją córką. Kiedy zaczęła się pandemia jechałem z nią do Piły do naszych znajomych. Piękny, słoneczny dzień, około 100 kilometrów od Człuchowa. Pomyślałem sobie podczas jazdy: do czego to wszystko nas doprowadzi? Co będzie w przyszłości? Bo ten początek pandemii to był przecież taki niezwykły czas. I wszyscy czuliśmy taką dziwność. I wtedy nagle skojarzył mi się chłopiec, taki dziesięciolatek, który biegnie przez pola. Jest bardzo biedny, pochodzi z ubogiej rodziny i biegnie do gospodarza. Poczułem, że będzie u niego coś robił, pracował będzie u niego. I poczułem wtedy, że dostanie za to garść cukierków. I będzie z tego powodu bardzo się cieszył. I pomyślałem sobie: co za nonsens? Jak w latach 20-tych, jakiś głęboki kryzys, jakaś upiorna bieda...

- Minęło ponad dwa lata od tamtego dnia i powiem tobie i wszystkim wam, drodzy państwo, że po tym co widzimy, co się teraz dzieje wokół nas, to wcale ta symbolika biednego chłopca nie wygląda dzisiaj absurdalnie. Oczywiście teraz jeszcze na bardzo wiele nas stać, ale widzimy co się dzieje. Inflacja już jest i uwaga: gdyby nawet ten koszmar wojny się w tej chwili skończył, to w porządku. Być może byśmy dość szybko stanęli na równe nogi. Ale jeżeli ten koszmar się nie skończy, a się rozwinie jeszcze bardziej?

- Czyli uważasz, że gospodarczo czeka nas dramat?

- Powiem tak: jak tak się stanie, to uwierz mi - będziemy mieli poważne problemy.

- Kto wygra tę wojnę? Ukraina czy Rosja?

- W Wielkanoc byłem u kuzyna mojej żony. Od dwóch miesięcy on i jego żona goszczą u siebie młodą kobietę z Ukrainy, z Charkowa, którą się zaopiekowali. Ona porozumiewa się z nimi po angielsku, ale dają radę. I ona siedziała z nami przy stole świątecznym i poprosiła mnie, żebym się skupił, czy ona wróci do Charkowa, co z jej mężem, ponieważ jej mąż walczy. I ja jej wtedy powiedziałem dziwną rzecz: nim przyjdzie maj, to ty z Polski wyjedziesz. I kilka dni temu kuzyn Kasi (żony K. Jackowskiego - przyp. red.) zadzwonił, że ta Ukrainka wyleciała do swojej przyjaciółki do Bukaresztu.

- Czyli miałeś rację...

- Miałem! Ale potem powiedziałem jej tak: Ukraina odniesie wielkie zwycięstwo, ale to będzie zwycięstwo ostatecznie porozumiewawcze. Co to znaczy? Będą dwie Ukrainy - tak jej powiedziałem. Będzie ta właściwa Ukraina, która będzie miała duży obszar i mniejsza, podłużna Ukraina, która będzie drugą Ukrainą. Powiedziałem o lipcu. Jeżeli miałoby się coś przełomowego stać - tak jej to powiedziałem - to w lipcu może nastąpić. Ale tu muszę jedną rzecz zaznaczyć. Daj Boże, żeby się tak stało, żeby to państwo wreszcie zaznało należnego mu spokoju i zyskało równowagę, ale to nie oznacza, że świat osiądzie na laurach pokoju i będzie już dobrze.

- Czyli zawarcie pokoju w Ukrainie nie oznacza końca naszych kłopotów?

- Absolutnie nie. Ja to powtarzam od miesięcy, że ta wojna będzie dużą wojną na świecie, a nie lokalną.

- Teraz mam dla ciebie trudne zadanie. Dwie ważne dzisiaj postaci dla świata, czyli Wołodymyr Zełenski i Władimir Putin. Co ich czeka?

- Muszę powiedzieć dwie skrajne rzeczy, które mi się kiedyś pojawiły w wizjach. Kiedy się skupiłem na postaci Zełenskiego, to zobaczyłem taką scenę: W Ukrainie dojdzie do takiej sytuacji, że prezydent Ukrainy będzie przemycony do Polski. Wręcz wykradziony w ostatniej chwili, nie wiem, jak to nawet nazwać... Nie rozumiem tego poczucia! To powiedziałem tej Ukraince trzymając ją za rękę.

- A co z Putinem?

Putin? Putin umrze w górach. Kiedyś pewien redaktor zadał mi takie pytanie, jak umrze Putin, jak straci życie? Kiedyś o to mnie zapytał... kilka lat temu. I ja po chwili powiedziałem, że Putin umrze w górach. Nie wiem, kiedy to nastąpi, ale jego śmierć będzie w górach.

- Skoro idzie taki kryzys jak mówisz, to proste pytanie: co kupować, jeśli ktoś ma w ogóle oszczędności? Dolary? Euro? Funty? A może złoto?

- Bardzo poważna rzecz. Idzie czas głębokiego kryzysu. Jeżeli chcemy zabezpieczyć nasze pieniądze, bo ze złotym może być różnie, to po pierwsze lokując nasze oszczędności nie liczmy na zarobek, bo to jest największy błąd, jaki ktoś może zrobić. Róbmy tak, aby nie stracić pieniędzy, a jeśli nawet stracimy, to tylko troszeczkę. Uważam, że dolar jest bezpieczny, bo jest opatulony oceanami. Możliwość wystąpienia w Ameryce jakichś poważnych wojen jest mała. Dolar mimo wszystko jest bezpieczniejszy, o wiele bardziej niż euro czy nawet funt. Ja bym mimo wszystko postawił na bezpieczeństwo w dolarze na ten trudny okres, który nas czeka. I powtarzam: nie na zarobek, a na bezpieczeństwo.

- Czy rzeczywiście twoim zdaniem trzeba kupować leki na wiele miesięcy, bo potem może być z tym problem?

Koniecznie! I już wyjaśniam, dlaczego. Czeka nas czas bardzo niepewny. Nawet gdybyśmy zrobili zapasy rzeczy niezbędnych, a takimi są dla wielu ludzi leki... ja jestem też w takiej sytuacji, bo przecież biorę leki na serce bardzo poważne. Ale wracając - chodzi o to, że w takiej niepewnej sytuacji umiarkowane, rozsądne zapasy są jak najbardziej wskazane.

- Krzysiek, powiedziałeś, że Polska będzie inna i że musimy się pożegnać na zawsze z tą Polską, którą znamy. Co miałeś na myśli mówiąc te słowa?

- Jest wielu ludzi, którzy mówią w tej chwili tak: wojna? Ukraina? Dobrze, to już przechodzi... O wakacjach lepiej pomyśleć! A ja gratuluję im braku rozsądku. Powtarzam, że Ukrainie należy pomagać, bo to jest nasz sąsiad i jak my byśmy się czuli, gdyby nie daj Boże nas coś takiego spotkało co Ukrainę? Nie wolno rozpamiętywać historii i innych podobnych rzeczy, bo jesteśmy ludźmi.

- Człowiek ma naturę, Bogu dziękować, dobrą, miłosierną, ale też bywa straszny. I każdy z nas taki może być. Wśród nas są ludzie źli i ludzie dobrzy. Dobrze, że jest więcej dobrych jak złych! Ale nie wolno oceniać ludzi poprzez pryzmat historii, ponieważ rodzimy się i umieramy, a przez to się zmieniamy. Każde pokolenie jest inne. I historia nie może być kamieniem u szyi narodów, bo wtedy byśmy się wszyscy znienawidzili.

- Ale dlaczego Polska będzie inna?

- Dlaczego? A dlatego, że jeśli Putin będzie dalej dobijał Ukrainę i ci biedni ludzie nie będą mieli co z sobą począć i będą zmuszani do opuszczania swoich domów, to już przez to Polska będzie inna. Będziemy dwunarodowością, dwa narody będą mieszkały razem, co na pewno zmieni oblicze naszego kraju i z czym będziemy musieli się wszyscy pogodzić, z czym będziemy musieli się zmierzyć. To nie jest takie proste, że wszystko pozostaje bez konsekwencji. Każde takie wydarzenie jak ta wojna zmienia bardzo wiele i na bardzo długo. A czasami na zawsze.

- Co byś na koniec powiedział czytelnikom GeekWeeka, którzy z niepokojem patrzą w przyszłość i słuchają Twoich słów?

- Powiedział bym tak: drodzy Państwo! Nasze przekonanie, że jesteśmy my, a potem świat. Te wszystkie "ja", "my", "nasze" czy "wasze"... W takim momencie jak ten, który nam przyszło przeżywać, te wszystkie pojęcia się dewaluują. Jeżeli teraz stalibyśmy się chciwi wewnętrznie, na to "nasze", na to, co my mamy, na swój egocentryzm, to nie bylibyśmy wielkim narodem. 

- Takie momenty pokazują, że świat jest jeden. Mimo że natura nas poróżniła i podzieliła ludzkość na rasy, azjatycką, europejską, afrykańską i tak dalej, to i tak na koniec okazuje się, że w takich momentach to nie ma znaczenia. W takich momentach, jak ten teraz na świecie, takie myślenie graniczy z bardzo głębokim egoizmem. Bo przecież nieszczęścia narodów, jak obecna tragedia Ukrainy, powodują, że w pewnym momencie trzeba spokornieć i zrozumieć świat. Musimy się zmienić i zrozumieć, że czasami na świecie trzeba czymś się podzielić.

- To już ostatnia prośba. Możesz powiedzieć coś optymistycznego na koniec? Ludzie tego potrzebują...

- Optymistycznego? Ktoś mnie pytał, jak to się wszystko skończy i jak wtedy będzie. Ja odpowiedziałem tak: jak kończy się coś złego, to nie oznacza, że zaraz potem będzie dobrze. To może nie jest zbyt optymistyczne, ale świat doczekał się ważnego dla naszej historii momentu. I tu nie chodzi o dni, tygodnie czy miesiące. Ten "moment" może trwać półtora roku. Jest przesilenie na świecie i w pewnym momencie świat przestaje ze sobą paktować, debatować, rozmawiać. Teraz to właśnie przeżywamy. W tej chwili świat już ze sobą nie rozmawia. Stoimy w obliczu chyba najpoważniejszego konfliktu światowego, od kiedy istnieje ludzkość. Takie jest moje poczucie. Jedyna rzecz, której powinniśmy sobie życzyć, że rozsądek ludzi jednak wygra, ale historia niestety pokazuje, że w takich czasach jak te, w których przyszło nam żyć, rozsądek rzadko jest dopuszczany do głosu.

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy