W skrócie
- Francis Clifford Smith zmarł w wieku 101 lat po ponad 70 latach osadzenia. Przez dekady utrzymywał, że jest niewinny w sprawie morderstwa, za które skazano go w 1950 roku.
- Po ośmiokrotnym przygotowywaniu do egzekucji na krześle elektrycznym, w 1954 roku wyrok śmierci Smitha zamieniono na dożywocie z powodu wątpliwości dotyczących jego winy.
- Przypadek Smitha ilustruje kryzys starzejącej się populacji więziennej w USA, gdzie liczba osadzonych po 55. roku życia wzrosła o ponad 390 procent w latach 1991-2021.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Zmarł najdłużej osadzony więzień w USA. Za co siedział?
Najdłużej więziony człowiek w historii USA zmarł w wieku 101 lat. Francis Clifford Smith, któremu osiem razy przekładano egzekucję i podawano ostatni posiłek, spędził za kratami ponad 70 lat. Ostatecznie zmarł ze starości w ośrodku opiekuńczym na nadzorowanym zwolnieniu warunkowym.
Sprawa sięga lipca 1949 r., kiedy w klubie jachtowym w Greenwich w stanie Connecticut zastrzelono 68-letniego stróża Grovera Harta. Śledczy ustalili, że w napadzie brały udział co najmniej dwie osoby. 25-letni wówczas Smith, znany lokalnej policji z drobnych przestępstw, został zatrzymany pięć dni po zdarzeniu. Ukrywał się w lesie przy zbiorniku wodnym, miał przy sobie farbę do włosów i podał fałszywe nazwisko.
W skradzionym aucie powiązanym ze sprawą znaleziono biżuterię i ubrania należące do rodziny Smitha. Drugi ze sprawców poszedł na ugodę i obciążył 25-latka zeznaniami. W 1950 r. Smith został skazany na karę śmierci, choć do końca życia konsekwentnie utrzymywał, że jest niewinny.
Osiem razy w celi śmierci. Wyrok zamieniono na dożywocie
Francis Clifford Smith osiem razy przygotowywał się na śmierć na krześle elektrycznym. Znał na pamięć cały rytuał - od wyboru ostatniego posiłku, przez wizytę kapelana, po spędzenie nocy w celi przylegającej do komory egzekucyjnej. Za ósmym razem zgolono mu już włosy na głowie. Ostatecznie w 1954 r. wyrok śmierci zamieniono na dożywocie, gdy śledczy i policjanci sami zaczęli wątpić w jego winę.
Do wątpliwości przyczyniło się odwołanie zeznań przez kluczowego świadka i wyznanie innego więźnia, który twierdził, że to on uczestniczył w napadzie, a Smith jedynie pożyczył mu samochód. Nawet jeden z przesłuchujących go funkcjonariuszy zaapelował do rady ułaskawień. "Nie jestem nawet pewien, czy on był obecny przy morderstwie" - skomentował major Leo Carroll.
Sąd odrzucił jednak wnioski o nowy proces, uznając zeznania współwięźnia za niewiarygodne. Sam osadzony po latach wracał we wspomnieniach do celi śmierci. "To cię gotuje" - powtarzał Smith, kołysząc się do przodu i do tyłu, jakby nie zdając sobie z tego sprawy.
Większość życia za kratami. Zapomniał, co to wolność
Mężczyzna spędził w instytucjach penitencjarnych niemal całe życie, zaczynając od poprawczaków w wieku 10 lat. Zyskał sympatię współwięźniów i strażników w więzieniu Osborn w Somers, gdzie wynosił ze stołówki chleb dla ptaków. "Wszyscy przymykali na to oko, bo wiedzieli, że po prostu karmi ptaki" - wspomina Andrius Banevicius, rzecznik Departamentu Więziennictwa w Connecticut.
Francis Clifford Smith trzykrotnie znajdował się poza murami. W 1967 r. uciekł z więzienia na 12 dni, w 1974 r. wyszedł na Boże Narodzenie, a w 1975 r. otrzymał zwolnienie warunkowe. Po dziesięciu miesiącach trafił jednak z powrotem za kraty za drobną kradzież i posiadanie broni.
Przez kolejne dekady odrzucał propozycje powrotu na wolność, a system o nim zapomniał. Między 1976 a 2012 r. w jego aktach nie było śladu po obowiązkowych posiedzeniach komisji. Kiedy w 2012 r. urzędnik Richard Sparaco odnalazł jego dokumenty i wysłał do niego oficera, Smith odprawił go z kwitkiem. Z biegiem lat zaczął cierpieć na demencję i zapomniał, że sam decydował o pozostaniu w zakładzie.
Starzejąca się populacja w amerykańskich więzieniach
Dopiero w 2020 r. Smith zgodził się na nadzorowane zwolnienie i trafił do wyspecjalizowanego domu opieki 60 West w Rocky Hill, działającego w ramach programu MissionCare Health. Ośrodek zajmuje się starszymi osobami z przeszłością więzienną. "Często mówimy, że osoba wychodząca z długiego okresu osadzenia może mieć 60 lat, ale zdrowie 90-latka" - tłumaczy David Skoczulek, rzecznik placówki.
Sprawa Smitha uwidacznia szerszy problem starzenia się populacji w amerykańskich więzieniach. Według badań z 2025 r. liczba więźniów w wieku 55 lat i więcej wzrosła w latach 1991-2021 o ponad 390 proc. Szacunki US Census Bureau wskazują, że do 2030 r. co najmniej 1/3 osadzonych w USA przekroczy 50. rok życia. Eksperci apelują o zmiany systemowe, wskazując na konieczność stosowania zwolnień ze względów medycznych.
"Nie jesteśmy jedyną jurysdykcją, która mierzy się z tym kryzysem związanym z wiekiem, bo podobne problemy narastają w Australii i Anglii" - zauważa dr Stephanie Prost z University of Louisville.
Stany Zjednoczone pozostają jednym z niechlubnych światowych liderów pod względem wskaźnika uwięzienia, który sięga ok. 531 osadzonych na 100 tys. mieszkańców. W efekcie w amerykańskich zakładach karnych przebywa obecnie blisko 1,8 mln osób. Problemem jest także komercjalizacja systemu penitencjarnego - znaczna część osadzonych trafia do prywatnych więzień nastawionych na zysk. Firmy komercyjne zarabiają na utrzymywaniu wysokiego zaludnienia placówek, co często prowadzi do cięcia kosztów opieki nad osadzonymi i lobbowania za zaostrzaniem kar.
Smith zmarł spokojnie we śnie pod koniec czerwca 2026 r. Przed śmiercią miał bardzo ograniczony kontakt z rodziną, która przez lata nie wiedziała o jego istnieniu. Jego ciało zostało poddane kremacji.














