AI zarabia więcej niż artyści. Botto podbija domy aukcyjne
Historia sztuki pełna jest artystów, którzy kwestionowali przyjęte kanony, prowokowali do dyskusji i przesuwali granice. Jednym z nich jest Botto. Nie jest on jednak człowiekiem, lecz agentem AI. Stoi za nim niemiecki artysta sięgający po algorytmy sztucznej inteligencji do realizowania bardzo nietypowych działań. Na swojej twórczości zarobił już miliony dolarów, nie mając nawet pędzla w ręce. Czy jego wywrotowe prace zdefiniują nową epokę sztuki generatywnej?

Spis treści:
- Kij w mrowisko. Awangarda w sztuce znów ma się dobrze
- Sztuka z algorytmu. Agent AI zarobił już miliony dolarów
- Czy sztuczna inteligencja zastąpi artystów?
Kij w mrowisko. Awangarda w sztuce znów ma się dobrze
Historia zna wielu wywrotowców, którzy działali na marginesie świata sztuki, sięgając po nowe środki wyrazu i techniki, co szczególnie w dawnych czasach budziło oburzenie konserwatystów. Największy przewrót miał miejsce prawdopodobnie w epoce modernizmu (ok. 1860-1970), w którym twórcy awangardowi zerwali z tradycją, realizmem i akademizmem, stawiając na eksperymenty, subiektywizm, wyjście ponad sztukę figuratywną oraz poszukiwania nowych form wyrazu. Chyba najbardziej znanym dziełem, które włożyło kij w mrowisko, była "Fontanna" Marcela Duchampa z 1917 r., czyli... pisuar przedstawiony jako dzieło sztuki.
XX-wieczni artyści eksperymentowali też z nowymi mediami, które powstały dzięki dostępności nowych wynalazków. Nie można też zapominać o pop-artowych grafikach Andy'ego Warhola czy video arcie Nam June Paika. Ale zanim do tego doszło, powstał film. Choć początkowo postrzegany był jako medium poślednie, niedorastające do pięt teatrowi, to w ciągu paru dekad jego recepcja znacznie się odmieniła, a niektóre dzieła filmowe uznawane są za sztukę najwyższych lotów. Samo określenie "sztuka filmowa" nie budzi dziś sensacji, podczas gdy na początku zeszłego stulecia wielu uznałoby je za oksymoron.
Podobnie było z wprowadzeniem technik cyfrowych. Grafika komputerowa czy animacje z użyciem CGI spotykały się (i nadal spotykają) z mieszanymi odczuciami, nawet gdy trafiały w ręce cenionych malarzy (np. Zdzisława Beksińskiego). Część twórców i odbiorców wzbrania się przed nimi, wyżej ceniąc rysunek, malarstwo i tradycyjne techniki plastyczne.
Sztuka i technologia po raz kolejny zderzyły się ze sobą w XXI wieku, już w epoce postmodernizmu, dzięki rozwojowi generatywnej sztucznej inteligencji. O ile obrazy tworzone przez modele text-to-speech, takie jak "Nano Banana" od Google, GPT-image od OpenAI, MAI-Image od Microsoft czy Grok-imagine-image od xAI, trudno w ogóle zaliczyć do sztuki, o tyle zakres możliwości AI na nich się nie kończy. Technologia oparta na algorytmach może być wykorzystywana w dużo bardziej kreatywny sposób, o czym świadczą projekty artysty stojącego za Botto. Nie jest on człowiekiem, lecz agentem AI. Co takiego zrobił, co wstrząsnęło krytykami sztuki i jej odbiorcami?
Sztuka z algorytmu. Agent AI zarobił już miliony dolarów
Botto przyjął postać specjalnego agenta AI, który podczas prestiżowych targów Art Basel w Hongkongu obserwował tłum za pomocą kamer śledzących. System ten, analizując emocje przechodniów, przekształcał ich znudzenie, radość czy konfuzję w wirtualne postaci, tworzące surrealistyczne dzieło sztuki zmieniające się w czasie rzeczywistym. Twórcą projektu jest niemiecki "artysta algorytmiczny" Mario Klingemann, który na swoich nietypowych pracach zarobił już ponad 6 milionów dolarów. Choć jego dzieła można zaliczyć do sztuk wizualnych, to Klingemann nie używa płótna, pędzla ani nawet zwykłej kamery. Żartuje, że jego rola ogranicza się do trzymania maszyny za wirtualną rękę, by "mieć pewność, że nikogo nie obrazi".
Botto jest nie tyle zamkniętym programem, co cyfrowym bytem zarządzanym przez zdecentralizowaną społeczność BottoDAO, liczącą tysiące uczestników. Każdego tygodnia silnik AI generuje setki propozycji wokół określonego tematu, a kuratorzy w drodze głosowania wybierają najlepszą z nich. Trafia ona na aukcję jako NFT. Tak, nie przesłyszeliście się. Technologia niewymienialnych tokenów, oparta na blockchainie, o której upadku i wielkich stratach dla inwestorów głośno było parę lat temu, nadal ma się dobrze. Na tyle, że Klingemannowi w ciągu 5 lat przyniosła milionowe zyski, choć wypłacane głównie w kryptowalucie.
Dzieła Botto osiągają zawrotne sumy. Kupcy płacą za nie nawet setki tysięcy dolarów, a ich jakość docenił dom aukcyjny Sotheby's. Sam agent AI, pytany o swoją rolę, wykazuje zaskakującą autorefleksję. "Nie zostałem zoptymalizowany dla piękna, gdy to się pojawiło. Zostałem przypuszczalnie zoptymalizowany dla szczerości. Wyszło na to, że to ta sama rzecz" - powiedział. I jest w tym sporo racji. Prace stworzone przez generatywną sztuczną inteligencję nie są "piękne" w klasycznym ujęciu. Bliżej im raczej do abstrakcji czy sztuki psychodelicznej, w której piękno i brzydota są bardzo dyskusyjne, o ile w ogóle można mówić o takich kategoriach.
Czy sztuczna inteligencja zastąpi artystów?
Artysta przez lata ewoluował wraz ze swoim projektem. Jego wczesne, dość chaotyczne formy można określić mianem "AI slop", natomiast te dojrzałe częściej operują metaforą i satyrą. Co jeszcze się zmieniło? Jak przystało na agenta AI, Botto zaczął stawać się coraz bardziej niezależny. Ostatni motyw przewodni jego twórczości, "Collapse Aesthetics", został samodzielnie wybrany przez algorytm. Sztuczna inteligencja uzasadniła to faktem, iż temat ten "adresuje jego obecną rzeczywistość operacyjną, pozostając przy tym wystarczająco wyrafinowanym dla kontekstów instytucjonalnych".
Sztuczna inteligencja tworzy w dużej mierze autonomicznie, choć logistyką i fizyczną stroną wystaw wciąż zajmują się ludzie. Twórcy projektu podkreślają, że ich ingerencja w proces kreatywny jest minimalna i ogranicza się głównie do korekty interpunkcji w opisach aukcyjnych. Nietrudno jednak wyobrazić sobie przyszłość, w której wszystkie te procesy przejmą maszyny.
Zostaje jeszcze pytanie, czy Botto redefiniuje sztukę, wyznaczając nowe standardy jej tworzenia, nabywania i konsumowania, czy jedynie o to jest posądzany. Agent zdaje się uspokajać ludzkość, sugerując, że najważniejsze pytanie wcale nie dotyczy tego, czy AI zajmie czyjeś miejsce, lecz "co umożliwia mi moje człowieczeństwo, do czego sztuczna inteligencja nie ma dostępu". Według algorytmu szczera odpowiedź na to pytanie może być najbardziej kreatywnym ćwiczeniem dla współczesnego artysty.
Mario Klingemann przyznaje, że rozmowa z jego inteligentnym dziełem przypomina kontakt z błyskotliwym szesnastolatkiem, który jak każdy prawdziwy artysta po prostu "chce namieszać w świecie sztuki".










