Informację o incydencie opublikował m.in. specjalizujący się w cyberbezpieczeństwie Sekurak, który skontaktował się zarówno z firmą FELG Software, jak i osobami twierdzącymi, że stoją za atakiem. Bo to właśnie napastnicy, identyfikujący się początkowo jako grupa Horus, przedstawili serwisowi informacje o rzekomym dostępie do milionów rekordów (wiadomość dostały też inne, w tym Niebezpiecznik).
Według ich deklaracji wśród pozyskanych danych miały znajdować się m.in. imiona i nazwiska pacjentów, numery PESEL, adresy, numery telefonów oraz informacje o gabinetach. Napastnicy twierdzą również, że uzyskali dostęp do danych związanych z receptami, dokumentacją wizyt, e-ZLA, weryfikacją w systemie eWUŚ, a także plikami i zdjęciami przechowywanymi w systemie.
Hakerzy przekazali także próbkę danych dotyczących kilku znanych osób. Sekurak zaznacza jednak, że nie potwierdził ich autentyczności. Co więcej, nawet jeśli część informacji jest prawdziwa, nie można na tej podstawie przesądzić, że pochodzi ona właśnie z systemu FELG.
Firma potwierdza atak, ale bada jego skalę
FELG potwierdził sam incydent, ale zastrzegł, że nadal prowadzi analizę logów i nie jest jeszcze w stanie określić dokładnej liczby osób ani zakresu danych, które mogły zostać ujawnione. "Według wstępnych szacunków, opartych częściowo na deklaracjach osób podających się za sprawców ataku, incydent mógł objąć około 2 mln rekordów dotyczących pacjentów" - przekazał Sekurakowi Grzegorz Stawarz, prezes zarządu FELG Software.
FELG Software poinformował, że incydent dotyczy aplikacji FELG Dent, przeznaczonej dla gabinetów stomatologicznych, z której korzysta około 16 tys. gabinetów. Firma przekazała, że ustaliła sposób, w jaki doszło do naruszenia, ale na tym etapie nie ujawnia szczegółów technicznych.
Jednocześnie prowadzi analizę informatyczno-śledczą przy wsparciu zewnętrznych specjalistów. FELG poinformował również o złożeniu zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa do prokuratury oraz kontakcie z Urzędem Ochrony Danych Osobowych.
Napastnicy zmienili część podawanych danych
Co ciekawe, początkowo osoby twierdzące, że uzyskały dostęp do systemu, mówiły o 2,4 mln pacjentów oraz 712 tys. rekordów dotyczących personelu. Po kontakcie Sekuraka firma FELG zakwestionowała tę drugą liczbę, wskazując, że w systemie nie ma tak dużej liczby pracowników. W efekcie atakujący też zmienili deklarowaną liczbę na 28 tys., tłumacząc wcześniejszą wartość występowaniem duplikatów. To pokazuje, dlaczego przedstawiane przez atakujących dane dotyczące skali incydentu wymagają niezależnego potwierdzenia.
W późniejszej aktualizacji osoby podające się za sprawców twierdziły również, że wykorzystały podatność typu "IDOR", która mogła umożliwiać dostęp do kolejnych rekordów poprzez manipulowanie identyfikatorami. Według ich relacji punktem wyjścia był dostęp do konta demonstracyjnego - są to jednak nadal informacje pochodzące od rzekomych sprawców i nie zostały przez FELG oficjalnie potwierdzone.
Firma przekazała, że na bieżąco informuje swoich klientów o sytuacji. Po zakończeniu analizy ma wskazać gabinety, których dane rzeczywiście zostały objęte naruszeniem oraz przekazać im informacje dotyczące dalszego postępowania i ewentualnego powiadamiania pacjentów.












