W skrócie
- Gwałtowny wzrost liczby satelitów na niskiej orbicie zwiększa ryzyko kolizji oraz powstawania kosmicznych śmieci, które mogą w przyszłości trwale zablokować dostęp do orbity.
- Amerykańska komisja FCC nakazała operatorom satelitów udostępnianie danych śledzenia, co wywołało spór kompetencyjny o prawo do regulowania bezpieczeństwa w przestrzeni kosmicznej.
- Nowe przepisy FCC upraszczają licencjonowanie i obniżają koszty, co pomaga mniejszym firmom pokonać bariery biurokratyczne, które dotychczas utrudniały im wejście na rynek kosmiczny.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Ile satelitów lata nad Ziemią i czym to grozi?
Zarówno liczba satelitów krążących wokół Ziemi, jak i ryzyko katastrofalnych kolizji rosną w szybkim tempie. Na orbicie znajduje się obecnie ponad 18 tys. aktywnych i nieaktywnych obiektów - to ponad dwukrotny wzrost w ciągu zaledwie 6 lat. Większość stacjonuje na niskiej orbicie okołoziemskiej (LEO), co drastycznie zwiększa prawdopodobieństwo zderzeń. W przygotowaniu są kolejne tysiące, które w najbliższych latach mają zasnuć nasze niebo.
Wraz z liczbą obiektów latających wokół Ziemi narasta problem kosmicznych śmieci. W 2020 r. wokół planety krążyło około 34 tys. kawałków sztucznych odpadów o masie ponad 8 tys. ton. Choć katastrofy są rzadkie, groźne sytuacje zdarzają się regularnie. Wojsko USA generuje średnio 21 ostrzeżeń dziennie, a manewry unikowe wykonuje m.in. Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS).
Do tragicznego w skutkach wypadku doszło w 2009 r., gdy zderzenie dwóch satelitów wytworzyło ponad 2 tys. nowych odłamków. Naukowcy ostrzegają też przed tzw. Syndromem Kesslera - reakcją łańcuchową kolizji, która może stworzyć lawinę szczątków i uczynić orbitę bezużyteczną dla przyszłych pokoleń.
Starcie o władzę nad niebem. Nowe przepisy amerykańskiej FCC
W odpowiedzi na te zagrożenia amerykańska Federalna Komisja Łączności (FCC) jednogłośnie uchwaliła nowy pakiet przepisów. Nakłada on na operatorów satelit obowiązek udostępniania dokładnych i aktualnych danych śledzenia w czasie rzeczywistym. Do tej pory precyzyjne przewidywanie kolizji było utrudnione, jako że firmy chroniły swoje dane własnościowe, a systemy radarowe miały martwe punkty.
Nowe zasady wywołały jednak spór kompetencyjny. Główni członkowie Komisji Nauki Izby Reprezentantów - republikanin Brian Babin oraz demokratka Zoe Lofgren - wezwali FCC do wstrzymania decyzji, twierdząc, że komisja nie ma prawnych upoważnień do regulowania bezpieczeństwa kosmicznego. Ustawodawcy oraz prezydent Donald Trump opowiadają się za przekazaniem tych uprawnień Departamentowi Handlu, jednak proces blokują kwestie budżetowe.
"Jesteśmy obecnie w szarej strefie" - skomentował Tom Stroup, prezes Satellite Industry Association. "Jedno jest pewne: nie możemy czekać kolejnych pięciu lat" - dodał. Wtóruje mu Jessica Rosenworcel, była przewodnicząca FCC. "Śmieci orbitalne degradują środowisko dla całej przyszłej aktywności kosmicznej. Zatem przepisy, które wprowadzamy, by to zaadresować, mają znaczenie" - powiedziała ekspertka.
Nowe przepisy zostały też pozytywnie odebrane przez przemysł satelitarny i powietrzny. "Tam na górze jest jedno wielkie sąsiedztwo i jeśli coś idzie nie tak, wpływa to na wszystkich" - tłumaczy Adam Marsh z firmy monitorującej przestrzeń LeoLabs.
Z drugiej strony mimo istnienia wytycznych ONZ dotyczących czystości kosmosu stosuje się do nich jedynie około 60 proc. firm i podmiotów. Pokazuje to, że same międzynarodowe rekomendacje nie wystarczają do wyegzekwowania bezpiecznych zachowań w kosmosie.
Nowe porządki na orbicie to szansa dla mniejszych firm
Reforma FCC niesie ze sobą dodatkową korzyść. Zasady dotyczące śledzenia obiektów zostały włączone do liczącego 200 stron dokumentu zawierającego kompleksowe reformy regulacyjne. Ich celem jest ułatwienie i obniżenie kosztów wysyłania satelitów w kosmos. Przez lata sektor narzekał na przestarzałe procedury, żmudne przeglądy techniczne czy sztywne wymogi biurokratyczne, których realizacja zajmowała całe miesiące. System ten projektowano w czasach, gdy wysyłano zaledwie parę obiektów rocznie, co zupełnie nie przystaje do dzisiejszego rynku zdominowanego przez megakonstelacje firm takich jak SpaceX, OneWeb czy Amazon.
Nowe regulacje odchodzą od przestarzałego, nakazowego modelu zatwierdzania wniosków na rzecz zasad opartych na wynikach (ang. performance-based), dając przedsiębiorstwom większą elastyczność w wykazywaniu spełnienia norm bezpieczeństwa. Komisja szacuje, że krok ten pozwoli radykalnie przyspieszyć proces wydawania licencji. Zdaniem branżowych ekspertów to olbrzymi sukces nie tylko dla rynkowych gigantów, ale przede wszystkim dla mniejszych firm oraz start-upów, dla których dotychczasowa biurokracja stanowiła barierę.
Wcześniejszy proces licencjonowania był również wyjątkowo kosztowny. Wymóg wnoszenia kaucji sięgających ok. 10 mln USD stanowił grosze dla gigantów, lecz dla początkującego przedsiębiorcy oznaczał często zamrożenie całego zebranego kapitału. Zmiana tych zasad czyni całą procedurę bardziej przejrzystą i umożliwia racjonalne planowanie biznesowe. Reforma ta pokazuje, jak dynamicznie rośnie znaczenie gospodarki kosmicznej.













