Spis treści:
- Niemieckie zestawy rakietowe Nebelwerfer nazywane "ryczącymi krowami"
- Moździerz Karl-Gerät kalibru 600 mm najcięższą broną użytą przez Niemców
- Niemieckie czołgi-miny Goliat i wozy Borgward B IV
- Polacy zbudowali improwizowany samochód pancerny "Kubuś"
W trakcie Powstania Warszawskiego zginęło od około 150 do 200 tys. ludzi. Liczba ofiar była ogromna i w trakcie walk Niemcy wykorzystali śmiercionośną broń, w tym również prototypową o dużym zasięgu działania.
Niemieckie zestawy rakietowe Nebelwerfer nazywane "ryczącymi krowami"
Jedną z najstraszliwszych broni wykorzystanych przez Niemców do stłumienia Powstania Warszawskiego były zestawy rakietowe Nebelwerfer. Siały one ogromne spustoszenie, choć w rzeczywistości ich budowa była dosyć prosta.
Niemcy na wspomnianych wyrzutniach montowali pociski z napędem rakietowym o kalibrze 280/320 mm, który zasięg wynosił do 2200 metrów. W czasie Powstania Warszawskiego wykorzystała je 210. Ciężka Bateria Miotaczy Min, która dysponowała pociskami odłamkowo-burzącymi oraz zapalającymi. W obu przypadkach mówimy o straszliwym działaniu.

Miejsca, w których spadały pociski, charakteryzowały się nagłą zmianą ciśnienia. Do tego stopnia, że u ludzi doprowadzało do pękania naczyń krwionośnych czy pęcherzyków płucnych. Przy tym bez widocznych śladów na ciele, co jednak i tak powodowało nagłą śmierć. Polacy nazywali broń "ryczącymi krowami". Tak wspominał je Tadeusz Dzierżykray-Rogalski, pseudonim Mściwój, który brał udział w walkach na Mokotowie:
Najpierw słychać wyraźnie jakby dalekie ryczenie krowy, jakieś przeraźliwe skrzypienie, trzy, cztery, pięć razy. Potem jest kilka sekund ciszy i następuje seria wybuchów. Oszalały podmuch trzęsie wszystkim, co napotyka na swojej drodze. Wszystko znika w tumanach gęstego gryzącego dymu i kurzu
Niemcy wykorzystali tzw. "szafy". Polacy określili tą nazwą rakiety z ładunkiem zapalającym, który był mieszaniną oleju napędowego i benzyny. Wybuch doprowadzał do rozprysku i osoby znajdujące się w strefie rażenia broni umierały w ogromnych męczarniach lub miały bardzo poważne poparzenia ciała.
Wróg w trakcie Powstania Warszawskiego wykorzystał ogromne ilości tej broni. Ostrzał odbywał się m.in. z okolic skrzyżowania ulic Żelaznej i Żytniej, gdzie znaleziono duże ilości pustych skrzyń.
Moździerz Karl-Gerät kalibru 600 mm najcięższą broną użytą przez Niemców
Kolejną straszną bronią użytą przez Niemców był samobieżny moździerz Karl-Gerät kalibru 600 mm. Został on zaprojektowany jeszcze przed wojną i miał posłużyć Wermachtowi do zdobywania trudnych umocnień.
W trakcie Powstania Warszawskiego wykorzystano moździerz o nazwie "Ziu". Dostarczono go do stolicy 17 sierpnia z rana. Dwa dni później, po wcześniejszym transporcie amunicji, rozpoczęto ostrzał na Stare Miasto i Śródmieście Północne ze stanowiska zorganizowanego w Parku Sowińskiego na Woli.

W trakcie ostrzału Niemcy wykorzystali pociski Betongranate 040 o masie 2170 kg oraz lżejsze leichte Betongranate o masie 1700 kg, które mogły być miotane na odległość do około 4 kilometrów.
"Ziu" był potężnym moździerzem ważącym 124 tony i obsługiwanym przez 22 żołnierzy. 7 września do Warszawy dotarł kolejny Karl-Gerät o nazwie "Baldur". Choć broń była potężna, tak w trakcie walk podczas Powstania Warszawskiego nie była najskuteczniejsza. Pewne pociski spadały i nie wybuchały. Polacy wydobywali z nich materiał, z którego produkowano granaty woreczkowe. Z 250 kg trotylu można było uzyskać nawet 25 tys. takich granatów.
Niemieckie czołgi-miny Goliat i wozy Borgward B IV
Niemcy wykorzystywali też Goliaty. To niewielkie pojazdy gąsienicowe, które ważyły około 370 kilogramów. Potocznie nazywano je czołgami-minami i taka nazwa była całkiem adekwatna. Dlaczego?
Goliat rzeczywiście przypominał mały czołg, ale był to pojazd bezzałogowy. Sterowanie odbywało się zdalnie, ale kilkadziesiąt lat temu oczywiście nie drogą bezprzewodową. Maszyna była połączona z kablem i w jej kadłubie znajdował się ładunek trotylu o wadze około 100 kilogramów. Sterowanie było proste i ograniczało się do manewrów "przód-tył" oraz "lewo-prawo".

Po osiągnięciu celu operator naciskał specjalny przycisk Feuer, który powodował detonację. Zaraz za czołgami-minami, które niszczyły ściany czy barykady, ruszały oddziały szturmowe.
W ramach ciekawostki warto dodać, że powstańcy dosyć szybko rozpracowali Goliata i wiedzieli, że sukces w unieruchomieniu maszyny zależy od kabla.
Inną maszyną używaną przez Niemców był niewielki wóz bojowy o nazwie Borgward B IV. Zasada działania była nieco inna w porównaniu do Goliata. Ładunek wybuchowy znajdował się w skrzyniach, które po podjechaniu do celu były zrzucane. Pojazd był sterowany i mógł wracać na tyły. Po to, aby można go było załadować kolejnym ładunkiem.
Polacy zbudowali improwizowany samochód pancerny "Kubuś"
Nie tylko Niemcy w trakcie Powstania Warszawskiego sięgali po nietypową broń. Polacy również mieli różne pomysły i jednym z najciekawszych był zdecydowanie "Kubuś", czyli specjalny samochód pancerny, który zbudowano w trakcie trwania walk. Oryginał znajduje się w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.
Sama decyzja związana z budową pojazdu zapadła 8 sierpnia 1944 r., a prace odbyły się w warsztacie samochodowym Stanisława Kwiatkowskiego. Pieczę nad projektem sprawował Józef Fernik ps. Globus.

"Kubuś" bazował na samochodzie ciężarowym Chevrolet, który wzmocniono specjalnymi osłonami. Pojazd wykorzystano w trakcie ataku na Uniwersytet Warszawski. Potem w drugim na to samo miejsce, ale ten również okazał się bezskuteczny.
Wspomniany samochód to Chevrolet model 157 o ładowności około 3 ton. Pojazd miał dowódcę, kierowcę oraz mieścił 10 żołnierzy desantu. 6 września 1944 r. "Kubuś" został unieruchomiony i spalony, ale wcześniej udało się z niego wymontować karabin maszynowy.












