Sprawdzam nowego smartfona Google Pixel. Jest niedrogi, a co oferuje?
Google Pixel 10a to najnowszy smartfon giganta z Mountain View, który na pierwszy rzut oka bardzo przypomina poprzednika. Czy to oznacza, że nie ma tu prawie żadnych zmian i producent próbuje nas naciągnąć na kasę? Odpowiedzi na to, jak i wiele innych pytań ujawnia mój test Google Pixel 10a, z którym spędziłem ostatnie kilkanaście dni.

Google Pixel 10a został oficjalnie zaprezentowany w lutym i zapewne patrząc na ten telefon mieliście wrażenie: "przecież to nie różni się niczym od modelu Pixel 9a". Jakby tego było mało, to pewne kontrowersje (jeszcze przed oficjalną premierą) wzbudzał fakt, że firma wykorzystała ten sam procesor z 2024 r. Jak to urządzenie wypada w praktyce? Spędziłem z tym telefonem niespełna dwa tygodnie i z pewnością mogę już podzielić się wrażeniami.
Zawartość opakowania Google Pixel 10a i znajomy design
Google Pixel 10a dostarczany jest w kartonowym opakowaniu typowym dla telefonów producenta. W środku (poza samym smartfonem) znalazłem także przewód z końcówkami USB C i trochę papierologii. Zawartość jest więc podstawowa. Nie ma tu ładowarki (jak i nigdzie indziej) czy nawet prostego etui silikonowego.

Sam telefon, który otrzymałem do testów, jest w kolorze jasnofioletowym i trzeba przyznać, że odcień przyciąga wzrok. Oczywiście wybór jest szerszy i jednym z nowych wariantów jest malinowy. Urządzenie na pierwszy rzut oka wygląda niemal identycznie jak Pixel 9a.
Można w zasadzie mieć wrażenie, jakby trzymało się w ręku dokładnie to samo urządzenie. Google postawiło na sprawdzony design, który wprowadzono z poprzednikiem i tym razem postanowiło nie stawiać na radykalne zmiany, co oczywiście można zrozumieć.

Google Pixel 10a nie jest dużym telefonem i dobrze leży w dłoni oraz łatwo się go obsługuje jedną ręką. Aparat fotograficzny wtopiony w plecki bez wystających elementów również na swoje plusy, bo w razie upadku element będzie lepiej chroniony przed ewentualnymi zniszczeniami.
Jaśniejszy ekran Actua i ten sam procesor Tensor G4
Google Pixel 10a ma ekran OLED-owy Actua o przekątnej niespełna 6,3 cala oraz rozdzielczości Full HD+. Odświeżanie obrazu nadal odbywa się w zakresie do 120 Hz. Co więc zmieniono? Nowy wyświetlacz jest nieco jaśniejszy od poprzednika. Ten parametr uległ poprawie o 11 proc. (zwiększony do 3000 nitów), co jednak w praktyce nie jest szczególnie zauważalne. To bardziej kosmetyczna zmiana.
Mimo wszystko ekran nowego Pixela jest jasny i czytelny. Ponadto szybko reaguje na dotyk, a pod wyświetlaczem producent schował czytnik linii papilarnych. Całość pokryto szkłem ochronnym Corning Gorilla Glass 7i.

Następnie mamy procesor i ta decyzja budzi największe kontrowersje. Producent zdecydował się na chip Tensor G4. Tak, jest to dokładnie ten sam układ, który znamy ze wszystkich modeli z serii Pixel 9. Dlaczego nie jest to nowszy G5?
Dokładnych decyzji producenta nie znamy, ale można wnioskować, że celem było obniżenie kosztów produkcji. Czy to jednak rzeczywiście ma większe znaczenie? Najnowszy Android 16 działa w zasadzie tak samo płynnie na moim Pixelu 10, jak i na testowanym modelu 10a z poprzednim układem. Tutaj dużą rolę odgrywają optymalizacje oprogramowania, a nie wyżyłowane do granic możliwości cyferki.
Google Pixel 10a z Tensorem G4 zapewnia więc płynne działanie, również dla funkcji opartych na sztucznej inteligencji i nie ma za bardzo do czego się przyczepić. W trakcie typowego użytkowania telefonu taki czy nieco szybszy procesor nie odegra większej roli. Większe znaczenie ma tu to, co Google robi w kierunku Androida.
Aparat fotograficzny Google Pixel 10a jest dosyć podstawowy
Aparat fotograficzny smartfona Google Pixel 10a również nie wprowadza rewolucji czy nawet ewolucji. Firma zdecydowało się ponownie na połączenie głównego obiektywu z 48-megapikselowym sensorem, a ultraszerokokątny współpracuje z 13-megapikselowym. Podobnie jak przednia kamera.

Dlatego przełomu podczas fotografowania nie ma. W zasadzie efekty są bardzo zbliżone do tych, które znamy z poprzednika. Co nie oznacza, że jest źle. Po prostu dla wielu użytkowników nie trzeba nic więcej, ale pewnym brakiem jest teleobiektyw, a raczej jego nieobecność. To sprawia, że możliwości przybliżania są bardzo ograniczone i w przypadku zoomu cyfrowego kończą się one na 8x, który też pozostawia sporo do życzenia pod kątem jakości.





Efekty widać na zdjęciach załączonych w galerii. Google dostarcza również zestaw narzędzi do edycji opartych na sztucznej inteligencji. Wśród nich jest m.in. funkcja Dodaj mnie, która przyda się m.in. podczas robienia zdjęć grupowych. Nie zabrakło też Fotoasystenta znanego z droższych telefonów.
Bateria z szybszym ładowaniem i łączność satelitarna
Pod obudową smartfona Google Pixel 10a znajduje się w zasadzie ta sama bateria, która jest w zeszłorocznym modelu 9a. Jej pojemność to 5100 mAh, a to oznacza, że nie ma co liczyć na spektakularnie długi czas pracy. Jednak z powodzeniem wystarcza to na cały dzień pracy, a podczas dwutygodniowego użytkowania zdarzało się nawet tak, że telefon podłączałem do ładowarki dopiero po niespełna półtorej doby.

W tym roku Google postanowiło zaimplementować wsparcie dla szybszego ładowania. Nowy smartfon wspiera ładowarki o mocy do 30 W. W praktyce wygląda to tak, że po około 30 minutach można naładować baterię do 50 proc. Miłym dodatkiem jest również wsparcie dla ładowania bezprzewodowego, co w tej półce cenowej nadal nie jest standardem.

Google Pixel 10a jako pierwszy smartfon firmy z serii "a" otrzymał wsparcie dla łączności satelitarnej, która wcześniej była zarezerwowana dla droższych telefonów. W ten sposób można skorzystać z połączeń alarmowych SOS w miejscach, gdzie nie ma zasięgu sieci komórkowych czy Wi-Fi. Funkcja pozwala na wysyłanie wiadomości tekstowych do służb ratunkowych wraz z dokładną lokalizacją.
Czy warto kupić Google Pixel 10a?
To zależy. Jeśli macie zeszłoroczny model 9a, to przesiadka na Pixela 10a może być nieuzasadniona. Zmian jest zbyt mało, aby miało to większy sens. W przypadku przejścia ze starszych telefonów z pewnością można to już rozważyć.
Pixel 10a to smartfon, który można polecić osobom szukającym niezawodnego telefonu z czystym Androidem oraz głęboką integracją z usługami Google. Dużą zaletą jest długi czas wsparcia, bo producent deklaruje nawet siedem lat aktualizacji. Ponadto producent dorzuca gratis trzymiesięczną subskrypcję YouTube Premium i jeden miesiąc w Google One.
Na tym nie koniec. Decydując się na zakup smartfona do 18 marca można również liczyć na atrakcyjny prezent w postaci słuchawek bezprzewodowych Pixel Buds 2a o wartości aż 649 złotych, które dostępne są w tych samych kolorach, co nowy telefon. W połączeniu z oferowanymi subskrypcjami można więc zaoszczędzić kilkaset złotych.










