Ukraina dysponuje pociskiem, który na papierze bije amerykańskiego Tomahawka zasięgiem i masą głowicy. FP-5 Flamingo, bo o nim mowa, opracowany został przez kijowską firmę Fire Point. Według producenta, dolatywać na około 3000 km z ładunkiem bojowym 1150 kg. Klasyczny Tomahawk niesie głowicę rzędu 450 kg i osiąga od około 1250 do 2500 km.
FP-5 "Flamingo" ujawniono publicznie w sierpniu 2025 roku. To pocisk manewrujący odpalany z wyrzutni naziemnej, ma długość 12-14 m, rozpiętość skrzydeł około 6 m, masę startową blisko 6 ton. Napęd stanowi silnik odrzutowy AI-25TL, wywodzący się z radzieckiego trenażera L-39, plus startowy booster na paliwo stałe. Prędkość maksymalna to około 950 km/h, przelotowa 850-900 km/h. Producent podaje też cenę jednostkową rzędu 600 tysięcy dolarów, czyli wielokrotnie niższą niż w przypadku Tomahawka.
Ukraina chwali się potężniejszymi pociskami od amerykańskich Tomahawków
Porównanie, które krąży w ukraińskich, opiera się właśnie na dwóch liczbach. Głowica Flamingo ma być około 2,5 raza cięższa od typowej głowicy Tomahawka ok. 450 kg. Deklarowany zasięg 3000 km jest z kolei większy niż jawny zasięg obecnie używanych wersji Block IV i Block V, szacowany na około 1600 km. Starsze warianty Tomahawka, w tym wycofana już wersja z głowicą jądrową, sięgały według otwartych danych nawet 2500 km. Stąd widełki 1250-2500 km, które pojawiają się w zestawieniach.
Przy takich parametrach Flamingo mógłby razić cele w europejskiej części Rosji, a według ukraińskich szacunków, przy pełnym zasięgu, nawet rejon Nowosybirska. Pierwsze użycie bojowe przypisuje się końcówce sierpnia 2025 roku. Wówczas doszło do uderzenia w obiekt FSB na okupowanym Krymie. Później pocisk łączono m.in. z atakami na zakłady zbrojeniowe w głębi Rosji. Prezydent, otwiera się w nowym oknie Wołodymyr Zełenski nazwał go "najskuteczniejszym pociskiem, jaki mamy". Jednak większa głowica nie oznacza lepszy pocisk.
Ukraina ma Flamingo i nie musi się pytać USA i UE o pozwolenie
Analitycy zastrzegają, że "potężniejszy" dotyczy tu głównie ładunku i deklarowanego zasięgu, nie całej klasy broni. Tomahawk to system dojrzewający od lat 80. ubiegłego wieku. Nawigacja TERCOM i DSMAC, GPS odporny na zakłócenia, w nowszych wersjach dwukierunkowa łączność satelitarna, możliwość zmiany celu w locie i wielogodzinnego krążenia. Flamingo leci na nawigacji GPS/GNSS z zapasowym systemem inercyjnym. Producent podaje celność rzędu 14 m w sprzyjających warunkach, czyli daleko od precyzji i odporności amerykańskiego pocisku.
Jest też różnica konstrukcyjna. Zdjęcia głowicy Flamingo sugerują, że może to być przerobiona bomba lotnicza (np. klasy Mk 84 albo BLU-109), a nie dedykowana głowica manewrująca. W takim układzie masa 1150 kg nie musi oznaczać tyle samo materiału wybuchowego, ile niesie lżejsza, ale zoptymalizowana głowica Tomahawka. Pełnego zasięgu 3000 km nie pokazano publicznie w udokumentowanym uderzeniu. Okazuje się, że część lotów bojowych dotyczyła celów wyraźnie bliższych.
Mimo to, dla Kijowa liczy się co innego, a mianowicie, że pocisk powstaje w kraju, bez zachodniej zgody na każdy cel i bez kolejek po dostawy. Fire Point zapowiadał produkcję rzędu kilkudziesięciu, a docelowo ponad 200 sztuk miesięcznie. Przy wojnie, w której drony z głowicą kilkudziesięciu kilogramów, często tylko uszkadzają rafinerie, tona ładunku na dystansie tysięcy kilometrów zmienia rachunek. I na to liczy Kijów.
***
Bądź na bieżąco i zostań jednym z 98 tys. obserwujących nasz fanpage - polub GeekWeek na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!











