CIA odnowiło śmigłowiec, który 26 września 2001 roku, czyli 15 dni po zamachach z 11 września, jako pierwszy zaniósł Amerykanów do Afganistanu. Maszyna, dziś eksponowana na terenie siedziby agencji w Langley w Wirginii, wróciła do kamuflażu i oznaczeń z tamtego lotu. Renowację ogłoszono tuż przed 25. rocznicą operacji JAWBREAKER, pierwszej amerykańskiej odpowiedzi na ataki Al-Kaidy.
Tamtego dnia na pokładzie znajdowało się siedmiu oficerów CIA, trzyosobowa załoga i dwaj afgańscy partnerzy. Zespół, którym dowodził weteran Gary Schroen, miał dotrzeć do Doliny Pandższiru, nawiązać kontakt z Północnym Sojuszem, zbierać wywiad i przygotować grunt pod późniejszą ofensywę przeciwko Al-Kaidzie i talibom. W bagażu wiózł też około trzech milionów dolarów w gotówce, przeznaczonych na wsparcie afgańskich sojuszników.
USA przejęły rosyjski śmigłowiec Mi-17
Żeby wlecieć w dolinę, śmigłowiec musiał przekroczyć przełęcz Andżuman na wysokości około 4400 metrów. Maszyna była obciążona ludźmi, bronią, paliwem i sprzętem do granic możliwości. Schroen wspominał później, że kadłub drżał przy wznoszeniu. Co ciekawe, CIA wybrała radziecki Mi-17 jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku z dwóch powodów. Po pierwsze, ten typ maszyny latał wówczas i u Północnego Sojuszu, i u talibów, więc nie budził podejrzeń. Po drugie, konstrukcja dobrze znosiła wysokość, a przełęcz Andżuman należała do nielicznych, które taki śmigłowiec był w stanie pokonać.
Agencja doposażyła maszynę we własną awionikę i dopisała angielskie opisy przy cyrylicy na przyrządach. Ponieważ nie miała transpondera, na statecznikach namalowano napis "USA" i flagę amerykańską, widoczną z góry dla sojuszniczych pilotów, a niewidoczną z ziemi. Później śmigłowiec otrzymał numer 91101, nawiązujący do daty zamachów. Przy obecnej restauracji przywrócono też numer 607 z pierwszego lotu. Jest to znak afgańskiego pilota, który pozwalał maszynie udawać śmigłowiec Północnego Sojuszu.
Wywiad USA posiada sporo radzieckiego sprzętu latającego
CIA oficjalnie nazywa ją Mi-17, jednak emerytowany oficer paramilitarny Ronald Moeller wskazuje, że technicznie jest to wariant Mi-8MTV. Ten sam śmigłowiec wykonał dla CIA w Afganistanie aż 310 misji. Ostatni lot odbył 1 marca 2012 roku. Sześć lat później przewieziono go do Langley, a 26 września 2019 roku, w 18. rocznicę lądowania w Pandższirze, odsłonięto go jako eksponat.
Stoi na zewnątrz, wśród skał imitujących afgański krajobraz, dlatego farba wyblakła, a do wnętrza zaczęły wchodzić zwierzęta. Przy tegorocznej konserwacji uszczelniono kadłub i odtworzono wygląd z początku operacji. Zieleń pomalowano nieco intensywniej, żeby z czasem sama zeszła do odcienia z 2001 roku. JAWBREAKER był pierwszym amerykańskim zespołem na ziemi afgańskiej po 11 września. To on otworzył drogę kolejnym oficerom CIA i siłom specjalnym. Śmigłowiec, który ich tam zawiózł, po ćwierć wieku znów wygląda tak, jak w dniu, gdy przekroczył Hindukusz.
***
Bądź na bieżąco i zostań jednym z 98 tys. obserwujących nasz fanpage - polub GeekWeek na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!











