Chiński samolot kosmiczny Shenlong, nazywany "Boskim Smokiem", od lutego krąży na niskiej orbicie Ziemi w trakcie czwartej misji programu. Pekin mówi niewiele o tym programie. Wspomina tylko, że są tam testwoane technologie wielokrotnego użytku "dla pokojowego wykorzystania przestrzeni kosmicznej". Teraz, na podstawie amerykańskich danych śledzenia, widać wyraźniej, czym ten pojazd naprawdę się zajmuje.
Okazuje się, że przez trzy miesiące wypuszczał, doganiał i ponownie chwytał tego samego niewielkiego satelitę. To nie jest już tylko ćwiczenie startu i lądowania. To ćwiczenie precyzyjnej pracy z obcym obiektem w próżni. W armii USA zapanowała panika, ponieważ te testy wskazują, że Pekin ćwiczy technologię neutralizacji wrogich instalacji kosmicznych.
Chiński pojazd złapał satelitę i wciągnął go na pokład
Shenlong wystartował 7 lutego 2026 roku z kosmodromu Jiuquan na rakiecie Długi Marsz 2F. Oficjalna nazwa pojazdu brzmi eksperymentalny samolot kosmiczny wielokrotnego użytku. Z wiadomych przyczyn, Chiny nie podają parametrów mszyny. Statek jest bezzałogowy, spędza na orbicie miesiące i wraca na pas startowy jak samolot, podobnie jak amerykański X-37B. Podobieństwo kończy się jednak tam, gdzie zaczyna się to, co widać z Ziemi.
21 czerwca pojazd wypuścił obiekt skatalogowany jako 2026-024H. Około 12 lipca oba ciała zbliżyły się na mniej niż kilometr i przez tygodnie utrzymywały ten dystans. Astrofizyk Jonathan McDowell, odtwarzając tor lotu z danych Kosmicznych Sił Powietrznych USA, uznał, że satelita został fizycznie przechwycony, najpewniej ramieniem robotycznym. Pod koniec sierpnia Shenlong wypuścił ten sam obiekt ponownie, oddalił się o tysiące kilometrów, 10 września znów się zbliżył, a 13 września złapał go drugi raz.
Chiny mogą niszczyć satelity USA
Brak zdjęć i oficjalnego komunikatu z Pekinu zastanawia. Sekwencja manewrów jest jednak zbyt regularna, by uznać ją za przypadek. Podobne cykle statek wykonywał już w dwóch wcześniejszych misjach. Technicznie mówi się o operacjach RPO. Chodzi o to, by precyzyjnie ustalić położenie drugiego obiektu, wyrównać orbitę, opanować prędkość względną i podejść na tyle blisko, by dało się go obejrzeć, zadokować albo chwycić. Ta sama sprawność służy serwisowi, tankowaniu i sprzątaniu orbitalnych śmieci.
Ta sama sprawność pozwala również podlecieć do satelity, którego nikt o pomoc nie prosił, zmienić mu orbitę, uszkodzić antenę, zabrać go na pokład albo zepchnąć z użytecznej orbity. O przeznaczeniu decyduje operator, nie sam manewr. Amerykański X-37B też wynosi małe satelity i testuje napędy, materiały oraz czujniki. Publicznie nie pokazywał jednak powtarzalnego chwytania własnego ładunku po celowym oddaleniu się o tysiące kilometrów. Shenlong idzie właśnie w tę stronę. Nie dowodzi to, że Chiny wdrożyły orbitalną broń antysatelitarną, ale eksperci są pewni, że właśnie o to chodzi.
***
Bądź na bieżąco i zostań jednym z 98 tys. obserwujących nasz fanpage - polub GeekWeek na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!












