W skrócie
- Policja w Kirkland użyła drona, aby bezpiecznie usunąć rysia, który włamał się do domu, skacząc z drzewa przez otwarte okno.
- Funkcjonariusze policji korzystają z floty bezzałogowców do wspierania akcji ratowniczych, dokumentacji zdarzeń oraz pomocy przy zwierzętach.
- Rosnąca popularność dronów w służbach budzi obawy o prywatność, gdyż technologie te mogą być wykorzystywane nie tylko do ratownictwa, ale również do inwigilacji obywateli.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
"Włamywacz na czterech łapach". Dron pomógł schwytać rysia
Funkcjonariusze policji z Kirkland w stanie Waszyngton (USA) zostali wezwani do zgłoszenia dotyczącego możliwego włamania. Mieszkaniec domu w dzielnicy Moss Bay usłyszał głośne uderzenia i powiadomił służby, dzwoniąc na 911. Po przybyciu na miejsce mundurowi nie zastali jednak ludzkiego przestępcy. Wewnątrz budynku znajdował się uwięziony i zdezorientowany ryś rudy.
Chcąc uniknąć bezpośredniego starcia z dzikim kotem, policjanci wycofali się i użyli zdalnie sterowanego drona do monitorowania sytuacji z bezpiecznej odległości. Nagranie opublikowane w mediach społecznościowych pokazuje zdezorientowanego drapieżnika stojącego przy schodach, który syczy i wygina grzbiet w stronę wiszącej w powietrzu maszyny. Wykorzystanie drona pozwoliło na bezpieczne skierowanie zwierzęcia do sąsiedniego, pustego pokoju i zamknięcie drzwi.
"Włamywacz na czterech łapach" - jak go z przymrużeniem oka nazwali policjanci - przebywał w odosobnieniu do czasu przyjazdu zespołu z Washington Department of Fish and Wildlife. Specjaliści uśpili drapieżnika, umieścili go w klatce i przetransportowali w rejon potoku Forbes Creek, gdzie został wypuszczony na wolność. Według ustaleń policji zwierzę dostało się do środka przez otwarte okno, skacząc z pobliskiego drzewa. Mógł go zwabić domowy kot należący do właściciela posesji. Zarówno mieszkańcowi, jak i jego pupilowi nic się nie stało.
Drony pomagają w niebezpiecznych operacjach
Wykorzystanie małego bezzałogowca było możliwe dzięki programowi uruchomionemu przez lokalną policję w 2022 r. Obecnie jednostka dysponuje pięcioma dronami oraz 17 licencjonowanymi pilotami.
Maszyny te są zazwyczaj wykorzystywane do zadań poszukiwawczo-ratowniczych, akcji taktycznych, dokumentacji miejsc zdarzeń oraz - jak pokazał ten przypadek - do usuwania dzikich zwierząt z terenów zamieszkanych. Dzięki temu ludzie nie muszą już narażać zdrowia ani życia, by z powodzeniem wykonać niebezpieczną operację.
Wykorzystanie dronów i robotów w relacjach z fauną staje się coraz popularniejsze na całym świecie. W Japonii władze łączą drony z mechanicznymi wilkami do odstraszania niedźwiedzi, których obecność w miastach wzrosła w wyniku urbanizacji. W Stanach Zjednoczonych policja w Santa Fe śledziła niedźwiedzia w pobliżu szkoły za pomocą drona, a strażacy w stanie Floryda użyli go do odnalezienia psa uwięzionego w kanale burzowym.
Technologia może służyć inwigilacji obywateli
Nowoczesne rozwiązania budzą równocześnie obawy dotyczące prywatności. Rozbudowa programów zakładających użycie dronów przez służby ratunkowe wywołuje krytykę organizacji dbających o wolności obywatelskie.
Bezzałogowce bywają wykorzystywane do obserwacji protestów politycznych, a agencje rządowe wykazują zainteresowanie czworonożnymi robotami do działań operacyjnych. Z kolei prywatne firmy z branży ochrony inwestują znaczne środki w napowietrzny system monitoringu.
Drony mogą też służyć do inwigilacji osób na prywatnych posesjach czy w odosobnionych miejscach. Podobnie jak w przypadku każdego innego narzędzia - od noża, przez dynamit, po komputer - ich zastosowanie zależy od intencji ludzi, którzy z nich korzystają. Ostatecznie to nie same bezzałogowce stanowią zagrożenie, lecz brak odpowiednich regulacji prawnych i zła wola po stronie ich operatorów.












