Mark Zuckerberg będzie miał cyfrowego klona AI. To priorytet dla Mety
Meta tworzy fotorealistycznego, trójwymiarowego klona Marka Zuckerberga, który dzięki sztucznej inteligencji ma wspierać tysiące pracowników i budować ich więź z liderem. Projekt stanowi ponoć priorytet. Bazuje on na analizie manieryzmów, głosu, wyglądu i strategii biznesowych założyciela Facebooka, który jako pierwszy CEO w historii może zostać cyfrowo skopiowany i zastąpiony przez agenta AI. Wszystko to jest częścią wielomiliardowych inwestycji giganta social mediów, mających na celu stworzenie "osobistej superinteligencji".

W skrócie
- Meta pracuje nad fotorealistycznym, trójwymiarowym klonem AI Marka Zuckerberga, który ma pomagać pracownikom i budować więź z liderem pod jego nieobecność.
- Cyfrowy sobowtór jest szkolony na podstawie jego manieryzmów, głosu i strategii biznesowych, a sam Zuckerberg uczestniczy w tym procesie.
- Założyciel Facebooka może być pierwszym w historii CEO, którego zastąpi agent AI.
- Meta inwestuje setki miliardów dolarów w rozwój silnej sztucznej inteligencji oraz napotyka na poważne problemy prawne i etyczne.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Meta tworzy cyfrowego klona AI swojego założyciela
Meta jest w trakcie zaawansowanych prac nad stworzeniem fotorealistycznej, trójwymiarowej wersji swojego założyciela i CEO, Marka Zuckerberga. Projekt, uznawany za jeden z priorytetów technologicznych giganta social mediów, ma na celu opracowanie opartej na AI wirtualnej postaci - nieśmiertelnego awatara lub bota, który będzie zdolny do prowadzenia rozmów z pracownikami w czasie rzeczywistym.
Głównym założeniem inicjatywy jest umożliwienie blisko 79 tys. pracowników Mety nawiązania kontaktu z liderem i poczucia z nim większej więzi. Ze względu na skalę korporacji "Zuck" nie jest w stanie osobiście dotrzeć do każdego zatrudnionego, ale jego cyfrowy bliźniak - już tak.
Według doniesień m.in. "The Guardian" i "Financial Times" cyfrowy sobowtór Marka Zuckerberga jest precyzyjnie szkolony na podstawie manieryzmów, tonu głosu oraz publicznych wypowiedzi oryginału. Aby wirtualna persona była jak najbardziej merytoryczna, model sztucznej inteligencji karmiony jest także najświeższymi strategiami i przemyśleniami biznesowymi miliardera. Sam zainteresowany aktywnie uczestniczy w procesie trenowania swojego animowanego odpowiednika.
Branżowi eksperci zauważają, że projekt ten może być poligonem doświadczalnym dla szerszej technologii, którą Meta chce w przyszłości zaoferować twórcom i influencerom pragnącym zautomatyzować interakcje z fanami. Meta co prawda porzuciła Metaverse, ale nadal obsesyjnie dąży do stworzenia "osobistej superinteligencji" i integracji jej ze swoimi mediami społecznościowymi, o czym niedawno informowaliśmy w GeekWeeku. Cyfrowy klon Zuckerberga może być jej wizytówką.
Koniec z ludzką formą? "Zuck" skopiuje się do wirtuala
Cyfrowy klon Marka Zuckerberga, napędzany przez sztuczną inteligencję, wzbudza spore zainteresowanie w kontekście publicznego wizerunku miliardera, który od lat zmaga się z żartami na temat swojej aparycji, wśród niektórych budzącej skojarzenia z robotem, reptilianinem lub kosmitą bądź wywołującej efekt "uncanny valley". Reputacja ta utrwaliła się szczególnie po jego wystąpieniu przed Kongresem w 2018 r., gdy z kamienną twarzą sięgał po szklankę wody. Kilka lat później zmienił on wizerunek na bardziej "wyluzowany".
Plotki na temat potencjalnie nieludzkiego pochodzenia Zuckerberga rozgorzały także po jego niefortunnej wypowiedzi z 2014 r., w której tłumacząc się z presji zawodowej, stwierdził, co następuje: "Musisz skupić się i starać nie przejmować tym, co cię trapi, tak bardzo, jak to możliwe. Ale będzie cię to martwić, bo jesteś człowiekiem. Ja byłem człowiekiem. Ja jestem człowiekiem nadal. Ale... odnosiłem się do siebie z przeszłości. Nie żebym nie był człowiekiem".
Choć powyższą wypowiedź można traktować jako przejęzyczenie (możliwe, że freudowskie), to istotnie Mark Zuckerberg może przestać być człowiekiem - przynajmniej dla swoich pracowników. Gdy jego persona zostanie skopiowana do świata wirtualnego i przyjmie postać bota, stanie się on jak gdyby "Wielkim Bratem", który zawsze znajdzie czas dla tysięcy osób chcących z nim porozmawiać. Będzie mógł także dyrygować firmą, potencjalnie nawet po śmierci ludzkiego pierwowzoru.
Niewykluczone zatem, że opisywany przez nas wcześniej w GeekWeeku patent Mety, który opisuje scenariusz, w którym AI wciela się w zmarłych użytkowników Facebooka i wchodzi w interakcje z innymi osobami bądź też pracuje jako influencer pod nieobecność właściciela, nie jest czysto abstrakcyjny. Nie jest to co prawda "deadbot" ani transfer umysłu do "wirtuala", lecz może stanowić ich przedsmak. To jednak nie wszystko.
Mark Zuckerberg będzie pierwszym CEO, którego zastąpi agent AI?
W kontekście obaw, że sztuczna inteligencja zabierze ludziom pracę, a także narracji na temat "zbędnych zawodów" w obliczu automatyzacji, często sugeruje się, że jednym z takich zawodów jest CEO, czyli dyrektor generalny. Liderzy wielkich korporacji, tacy jak niedawno przez nas opisywany Sam Altman z OpenAI, zapewne nie chcieliby trafić na bruk, zastąpieni przez roboty i AI. Mark Zuckerberg może jednak wyłamać się z tego schematu.
Równolegle z budową wspomnianego awatara Meta pracuje nad systemem o nazwie "CEO agent". Jest to spersonalizowana sztuczna inteligencja wcielająca się w rolę dyrektora, która już teraz pomaga Zuckerbergowi w szybszym docieraniu do wewnętrznych danych firmy. Jest to elementem przyjętej strategii "roku efektywności", która ma na celu spłaszczenie struktury organizacyjnej i przyspieszenie tempa pracy. Póki co agent AI jedynie pomaga dyrektorowi w pracy. Wraz z rozwojem tej technologii potencjalnie będzie mógł go całkowicie zastąpić.
Nietrudno sobie wyobrazić, że w przyszłości będą funkcjonowały firmy w całości zarządzane przez sztuczną inteligencję, których jedynymi pracownikami będą roboty i agenty AI. Pytanie jednak, komu będą one sprzedawać swoje usługi i produkty, skoro ludzie bez pracy nie będą mieli za co ich kupować. Tu na scenę wchodzi bezwarunkowy dochód podstawowy, generowany z opodatkowania pracy maszyn. Warto odnotować, że Mark Zuckerberg jest jednym z wielu zwolenników tego świadczenia, a poparcie dla niego wyraził już w 2017 roku.
Nowa obsesja Mety. Setki miliardów dolarów na "osobistą superinteligencję"
Meta podchodzi prac nad silną sztuczną inteligencją niezwykle ambitnie. Stworzenie AGI jest ponoć największą obsesją Marka Zuckerberga. W tym roku korporacja zwiększyła budżet na infrastrukturę AI do poziomu 135 miliardów dolarów, niemal podwajając wydatki z poprzedniego roku. Środki te są inwestowane w ogromne centra danych w stanach takich jak Teksas, Wisconsin, Ohio i Alabama. 80 mld dolarów, włożonych w anulowany niedawno projekt Metaverse, będący poprzednią obsesją Mety, wydaje się przy tym groszową sumą.
"Zuck" osobiście nadzorował też proces rekrutacji topowych inżynierów z OpenAI, Google DeepMind i Apple, oferując im pakiety wynagrodzeń sięgające 300 mln dolarów. Do specjalnie w tym celu utworzonego działu Meta Superintelligence Labs dołączyli m.in. Ruoming Pang, Mark Lee oraz Tom Gunter.
Efektem tych inwestycji są nowe narzędzia, takie jak zaprezentowany niedawno, wybiegający w przyszłość model Muse Spark w Meta AI, który szczegółowo omawialiśmy w Interii GeekWeek. Stanowią one jednak dopiero przedsmak "osobistej superinteligencji", która na dobre odmieni sposoby interakcji z Facebookiem, Instagramem, WhatsAppem czy Threads.
Meta jest dziś bez wątpienia jednym z liderów w wyścigu po AGI, ale wciąż mierzy się ona z poważnymi problemami prawnymi i etycznymi. Niedawno ława przysięgłych w Nowym Meksyku nakazała korporacji zapłatę 375 mln dolarów kary za wprowadzanie konsumentów w błąd w kwestii bezpieczeństwa platform i umożliwianie nadużyć wobec dzieci. Dodatkowo sąd w Kalifornii uznał, że Meta celowo zaprojektowała Instagram w sposób uzależniający.
Istnieje obawa, że dzisiejsze problemy Mety zostaną przeniesione na grunt zaawansowanej sztucznej inteligencji, co uczyni je jeszcze groźniejszymi zgodnie z sentencją, że "mały błąd na początku staje się wielki na końcu". Niektóre sprawy wyglądają wręcz jak wstęp do któregoś z odcinków Black Mirror. A miał on być przestrogą, nie instrukcją.









