Meta będzie śledzić pracowników. AI wyszkoli się na nich, a potem ich zastąpi
Meta wdraża nowy, wysoce inwazyjny system monitorowania aktywności cyfrowej pracowników w celu trenowania sztucznej inteligencji i szykuje falę zwolnień. Gigant mediów społecznościowych planuje zredukować zatrudnienie o ok. 10 proc., co oznacza, że z pracą pożegna się 8 tys. osób. Ich obowiązki przejmie AI. Proces ten ma rozpocząć się już 20 maja i jest elementem szerszej strategii racjonalizacji kosztów w obliczu gigantycznych inwestycji w superinteligencję, na którą firma Marka Zuckerberga chce wydać w 2026 roku ok. 140 miliardów dolarów.

W skrócie
- Meta wprowadza system inwigilujący do monitorowania aktywności cyfrowej pracowników, aby trenować sztuczną inteligencję. Planuje redukcję zatrudnienia o około 10 procent, czyli 8 tysięcy osób.
- Niektórzy eksperci prawni sugerują, że działania firmy mogą być niezgodne z przepisami RODO, a projekt może być realizowany w bardziej liberalnych Stanach Zjednoczonych.
- Pracownicy i użytkownicy usług stają się darmowymi trenerami AI, co pokazują również przykłady z innych firm, takich jak Niantic Spatial czy Amazon.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Meta będzie śledzić każde kliknięcie pracowników, by trenować AI, która ich zastąpi
Meta poinformowała pracowników o uruchomieniu narzędzia o nazwie Model Capability Initiative (MCI). Ten wysoce inwazyjny system monitorowania aktywności zostanie zainstalowany na komputerach służbowych w celu rejestrowania każdego ruchu myszy, kliknięcia oraz naciśnięcia klawisza. Dane te mają posłużyć jako materiał treningowy dla modeli AI, które w przyszłości będą w stanie autonomicznie wykonywać zadania biurowe, zastępując ludzkich pracowników. Dosłownie jak w piosence - Every move you make, every step you take, I'll be watching you.
Przedstawiciel firmy, Andy Stone, wyjaśnił powody tej decyzji w oświadczeniu dla BBC. "Jeśli budujemy agenty, by pomagały ludziom wykonywać codzienne zadania przy użyciu komputerów, nasze modele potrzebują prawdziwych przykładów, jak ludzie naprawdę ich używają" - tłumaczy VP działu komunikacji w Meta. Dodał również, że "dane nie są używane w jakimkolwiek innym celu" oraz że firma wdrożyła "środki ochrony, by chronić wrażliwe treści".
Zapewnienia te są traktowane przez część pracowników jako typowe PR-owe mydlenie oczu. W obliczu nowego systemu trenowania AI na podstawie pracy ludzi, a także zapowiedzianych zwolnień, które mają objąć ok. 10 proc. zatrudnionych (8 tys. ludzi), atmosfera w firmie jest ciężka. Jeden z pracowników, pragnący zachować anonimowość, określił sytuację jako "bardzo dystopijną", skarżąc się na dyskomfort związany z faktem, że ich najdrobniejsze działania służą do szkolenia technologii, która docelowo może ich zastąpić.
Inna osoba, która niedawno opuściła Metę, stwierdziła, że MCI to jest kolejny sposób na "wciskanie AI w gardło każdego". Mark Zuckerberg nie kryje tymczasem swoich ambicji. Ogłasił on rok 2026 czasem, w którym "AI dramatycznie zmieni sposób, w jaki pracujemy". Jego wizja zakłada, że zaawansowane agenty AI przejmą rolę inżynierów średniego szczebla, co pozwoli na realizację dużych projektów przez znacznie mniejsze zespoły.
Praktyka może być niezgodna z RODO, ale w USA ta dystopia przejdzie
Nowa inicjatywa Mety, przemianowana wewnętrznie na "Agent Transformation Accelerator" (ATA), ma doprowadzić do sytuacji, w której rola człowieka ograniczy się do nadzoru nad agentami sztucznej inteligencji, stanowiącymi nową, tanią siłę roboczą.
"Wizja, w kierunku której zmierzamy, jest taka, że agenty głównie wykonują pracę, a naszą rolą jest niim kierować, nadzorować je i pomagać im się doskonalić" - napisał w notatce do pracowników CTO Mety, Andrew Bosworth. Aby to osiągnąć, firma przekształca strukturę zatrudnienia, wprowadzając ujednolicone stanowisko "AI builder" i zachęca programistów do korzystania z narzędzi AI, nawet jeśli początkowo spowalnia to ich pracę.
Eksperci prawni zwracają uwagę na bezprecedensowy charakter tych działań w sektorze pracowników umysłowych. Ifeoma Ajunwa, profesor prawa na Uniwersytecie Yale, zauważa, że o ile w USA przepisy federalne nie ograniczają w znacznym stopniu inwigilacji pracowników, o tyle w Europie sytuacja wygląda inaczej.
Valerio De Stefano z York University podkreśla z kolei, że praktyki takie jak rejestrowanie naciśnięć klawiszy (ang. keystroke logging) są w wielu krajach europejskich nielegalne lub dopuszczalne tylko w ekstremalnych przypadkach, a cała inicjatywa prawdopodobnie naruszałaby przepisy RODO. Można więc zakładać, że eksperyment będzie prowadzony głównie w Stanach Zjednoczonych, które znane są ze sprzyjania interesom wielkich korporacji.
Meta, dysponując bazą ponad 79 tys. pracowników, kontynuuje swój eksperyment, dążąc do udowodnienia, że sztuczna inteligencja może drastycznie obniżyć koszty operacyjne i zastąpić dużą część ludzi. Gigant social mediów może jednak zderzyć się ze ścianą, jeśli po raz kolejny legalność jego dystopijnych praktyk zostanie podważona przez Komisję Europejską bądź inne organy regulacyjne.
Twórcy Facebooka wielokrotnie już płacili wielomilionowe kary i wymuszane na nich były zmiany, ale przy obecnym budżecie zdają się oni mimo wszystko ryzykować. Wizja "osobistej superinteligencji", która stała się ponoć obsesją Marka Zuckerberga, jest silniejsza. W samym tylko 2026 r. firma wyda na jej rozwój ok. 140 miliardów dolarów.
Ludzie stali się darmowymi trenerami sztucznej inteligencji
Meta nie jest jedyną firmą, która zamierza podglądać pracowników, by trenować w oparciu o dane z monitoringu sztuczną inteligencję, która ostatecznie ma ich zastąpić. Od niedawna po mediach społecznościowych krąży nagrania pracowników fabryk w Indiach i Azji Południowo-Wschodniej, wykonujących manualne zadania z kamerami przymocowanymi do czoła.
Klipy ukazujące osoby zatrudnione przy produkcji odzieży i elektroniki z rejestratorami śledzącymi każdy ich ruch są przez internautów interpretowane jako przejaw skrajnego mikrozarządzania, mającego na celu pozyskanie danych do szkolenia algorytmów. Roboty wszak same nie wiedzą, jak szyć czy wykonywać złożone czynności manualne bez uprzedniego zaprogramowania. Dane te mogą pozyskać właśnie z obserwacji ruchów pracowników, których mają w przyszłości zastąpić.
O wykorzystaniu danych użytkowników do trenowania algorytmów i urządzeń autonomicznych głośno się zrobiło także za sprawą firmy Niantic Spatial, która wykorzystuje ponad 30 mld zdjęć oraz 20 mln skanów lokalizacji zebranych od graczy Pokémon GO do budowy potężnego, trójwymiarowego systemu pozycjonowania wizualnego (VPS) na potrzeby robotyki AI. Ten "geosprzestrzenny model językowy", oparty na 150 bln parametrów, umożliwia autonomicznym robotom dostawczym nawigację w miastach z centymetrową precyzją, dopasowując widok z ich kamer do danych dostarczonych przez użytkowników. Gracze nie byli świadomi, że obraz z ich kamer w telefonach posłuży jako darmowy materiał treningowy do stworzenia cyfrowej kopii planety.
Ponadto zastąpienie przez sztuczną inteligencję i maszyny jest także widmem wiszącym nad pracownikami umysłowymi i fizycznymi w Amazon, o czym wcześniej pisaliśmy w GeekWeeku. Gigant na rynku e-commerce, chmury obliczeniowej, a ostatnio także robotyki zapowiedział otwarcie, że będzie redukował etaty wraz ze wzrostem liczby robotów w jego magazynach.
Wszystko to prowadzi do czarnego scenariusza, w którym już w ciągu najbliższych lat setki tysięcy osób na świecie mogą wylądować na bezrobociu, pozbawione zbytniego wyboru. W przeciwieństwie do zeszłych stuleci nie ma już nisz - takich jak wcześniej sektor usług - które można by zapełnić taką liczbą pracowników. Bezwarunkowy dochód podstawowy, prawdopodobnie konieczny do uratowania gospodarki, nadal pozostaje zaś w sferze rzadkich eksperymentów i teoretycznych dyskusji.









