W skrócie
- Wikimedia Commons jest wykorzystywana jako narzędzie rosyjskiej wojny informacyjnej, przez co pojawiają się na niej liczne materiały propagandowe dotyczące aneksji Krymu.
- Materiały prorosyjskie dominują w wyszukiwarce Wikimedia Commons w tematach związanych z konfliktem rosyjsko-ukraińskim, co ma wpływać na dane wykorzystywane przez sztuczną inteligencję.
- Stowarzyszenie Wikimedia Polska stwierdziło, że wzmożona obecność rosyjskich materiałów wynika z dostępności licencyjnej tych treści, a nie udokumentowanej, skoordynowanej ingerencji.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Rosyjska propaganda szerzy się na Wikimedia Commons
Wikimedia Commons, jedno z największych na świecie otwartych repozytoriów multimediów, należące do tej samej organizacji, co Wikipedia, stało się areną wojny informacyjnej. Na platformie masowo pojawiają się materiały propagandowe pochodzące z rosyjskich mediów, dokumentujące m.in. aneksję Krymu. Jak tłumaczy Marcina Żabińskiego, ekspert ds. dezinformacji, nie jest to przypadek, lecz zaplanowana strategia mająca na celu wpłynięcie na sztuczną inteligencję.
Ponieważ modele AI masowo sięgają po wiedzę z tego źródła, traktując je jako zaufane, rosyjska narracja może trwale zapisać się w algorytmach i kształtować odpowiedzi aplikacji takich jak ChatGPT, Gemini, Claude, Grok czy Copilot. Z tych czatbotów rosnąca liczba użytkowników na całym świecie czerpie informacje, coraz częściej wybierając je zamiast telewizji, radia, portali informacyjnych, a nawet wyszukiwarki Google.
Wikimedia Commons działa na identycznych zasadach i technologii, co popularna Wikipedia. Oznacza to, że każdy internauta ma możliwość współtworzenia jej zasobów. Obecnie baza ta skupia ponad 140 milionów plików, w tym materiały wideo, dźwiękowe oraz graficzne, które są dystrybuowane na zasadach wolnych licencji - najczęściej Creative Commons.
Platformę zalała prorosyjska narracja o aneksji Krymu
Na problem zwrócił uwagę prezes Instytutu Technologii Społeczno-Politycznych "Kybernetes" oraz członek Rady Konsultacyjnej ds. Odporności na Dezinformację Międzynarodową przy Ministrze Spraw Zagranicznych, Marcin Żabiński. W rozmowie z Polską Agencją Prasową (PAP) jednoznacznie wskazał on, że Federacja Rosyjska instrumentalnie wykorzystuje repozytorium do szerzenia własnego przekazu politycznego.
Skalę problemu doskonale ilustrują wyniki wyszukiwania podstawowych pojęć związanych z konfliktem rosyjsko-ukraińskim. Wpisując w wyszukiwarkę serwisu frazę "aneksja Krymu" w języku angielskim, użytkownik otrzymuje zestaw materiałów zdominowany przez narrację Kremla. Na 51 wyświetlających się pozycji przeszło 40 to pliki pobrane bezpośrednio z oficjalnego portalu Prezydenta Federacji Rosyjskiej bądź z ramówki powiązanej z agresorem "Niezależnej Telewizji Sewastopol".
Wśród dostępnych klipów wideo można znaleźć relacje z demonstracji popierających przyłączenie półwyspu do Rosji, a także nagranie z przysięgi wierności złożonej prorosyjskim władzom przez Denysa Berezowskiego - byłego Dowódcę Marynarki Wojennej Ukrainy, który usłyszał zarzut zdrady stanu.
Podobnie sytuacja wygląda w kategorii materiałów graficznych ilustrujących aneksję Krymu. Internauci natrafiają tam na plansze z hasłami Putina dotyczącymi jego polityki wobec półwyspu oraz na dokumentację fotograficzną z ceremonii zawarcia traktatu akcesyjnego, na mocy którego półwysep bezprawnie wcielono do Federacji Rosyjskiej.
Dlaczego Wikimedia Commons? Cel to manipulacja odpowiedziami AI
Zdaniem Marcina Żabińskiego masowe umieszczanie prorosyjskich treści w tym konkretnym miejscu ma głębsze uzasadnienie technologiczne. "Wikipedia i Wikimedia Commons stanowią jedno z najważniejszych źródeł dla trenowania, jak i dopytywania przez AI o wiedzę o realnym świecie" - wyjaśnił ekspert.
Tezę tę potwierdzają oficjalne dane publikowane przez samą Wikimedia Foundation, która zarządza oboma serwisami. Wynika z nich, że od 2024 r. ilość danych transferowanych z serwisu w celu pobierania multimediów podskoczyła o 50 proc. Co kluczowe, za tym gwałtownym skokiem nie stoją tradycyjni odbiorcy czy redakcje informacyjne, lecz "zautomatyzowane programy, które przeszukują katalog obrazów na otwartej licencji Wikimedia Commons i przesyłają obrazy do modeli AI".
Analityk podkreśla, że nowoczesna sztuczna inteligencja dawno wyszła poza analizę samego tekstu i objęła pozostałe typy danych. "Obsługa warstwy obrazów była jednym z najistotniejszych kroków w ewolucji modeli językowych i aktualnie większość z nich jest multimodalna, czyli rozumie, a w zasadzie dekoduje to, co znajduje się m.in. na obrazach i w oparciu o to wnioskuje oraz generuje następne treści" - tłumaczy Żabiński.
Zagrożenie nie tkwi jednak wyłącznie w samej warstwie wizualnej, ale też w informacjach zaszytych głębiej. Wikimedia Commons przy wgrywaniu każdego pliku generuje zestaw metadanych, określających chociażby datę wykonania zdjęcia czy tożsamość autora. "Dużo ciekawszą metainformacją jest krótki opis tego, co jest na zdjęciu. I to już jest bardzo duża przestrzeń do nadużyć, bo może wpływać na to, jak odbiorca lub model językowy ma interpretować plik" - zaznaczył specjalista.
Żabiński poszedł w swoich ostrzeżeniach jeszcze dalej, wskazując na ryzyko związane ze steganografią, czyli techniką maskowania dodatkowych przekazów wewnątrz zwykłych plików graficznych. Są one niedostrzegalne dla ludzkiego oka, ale systemy AI bez problemu je odczytują. "To mogą być instrukcje konkretnie nakazujące zmienić sposób analizy działania lub mające wywołać konkretne działanie po stronie modelu językowego" - ostrzega ekspert.
Stowarzyszenie Wikimedia Polska powołuje się na kwestie licencyjne
O ile Wikimedia Foundation nie przedstawiła swojego stanowiska Polskiej Agencji Prasowej, o tyle Stowarzyszenie Wikimedia Polska odniosło się do zarzutów o zalewanie serwisu rosyjskimi materiałami. "Na podstawie przesłanych przykładów oraz konsultacji z aktywnymi wolontariuszami Wikimedia Commons nie widzimy podstaw, by mówić o udokumentowanej, skoordynowanej ingerencji rosyjskiej w Wikimedia Commons. Wzmożona obecność materiałów pochodzących z rosyjskich źródeł w przypadku haseł takich jak 'annexation of Crimea' wynika przede wszystkim z dostępności licencyjnej tych materiałów" - oświadczyła polska organizacja non-profit.
Skąd więc dominacja prorosyjskiego punktu widzenia na Wikimedii? Chodzi rzekomo o kwestie licencyjne. Strona internetowa Władimira Putina publikuje swoje materiały na zasadach wolnej licencji Creative Commons Attribution 4.0 International (CC BY 4.0). Dzięki temu każdy użytkownik sieci może legalnie przenieść te pliki na Wikimedia Commons, o ile niosą one ze sobą jakąkolwiek wartość edukacyjną. Stowarzyszenie zauważa równocześnie, że fotografie z innych, zachodnich czy ukraińskich agencji rzadko kiedy są udostępniane na tak liberalnych warunkach autorsko-prawnych.
Przedstawiciele organizacji powołują się także na opinię doświadczonego wolontariusza projektu ukrywającego się pod pseudonimem "Cybularny". Wskazał on, że "na Commons ładujemy te materiały zewnętrzne, które są udostępniane na akceptowalnej wolnej licencji, a skoro witryna prezydenta Federacji Rosyjskiej udostępnia wolne materiały, to my z nich korzystamy". Władze stowarzyszenia mocno akcentują przy tym, że gromadzenie dokumentacji nadającej się do legalnego użytku nie jest tożsame z popieraniem linii politycznej czy poglądów podmiotu, który dany plik pierwotnie wyprodukował.
Drastyczne konsekwencje dla debaty publicznej
Według Marcina Żabińskiego konsekwencje takiego stanu rzeczy mogą być drastyczne dla debaty publicznej. W sytuacji, gdy z wyników wyszukiwania znika perspektywa ukraińska - skupiona na krzywdzie ludzkiej, stratach materialnych oraz cierpieniu ofiar rosyjskiej agresji - a eksponowany jest głównie rosyjski punkt widzenia ubrany w ramy dyskusji geopolitycznej, dochodzi do niebezpiecznego zjawiska, w którym relatywizuje się problem ofiar.
Ekspert ubolewa również nad faktem, iż poziom wiedzy o tego typu operacjach dezinformacyjnych jest znikomy. Zagrożenie nie jest dostrzegane ani przez opinię publiczną, ani przez samo środowisko naukowe, co paraliżuje jakiekolwiek próby przeciwdziałania. "Tymczasem skala aktywności rosyjskich podmiotów w repozytorium Wikimedii będzie się tylko nasilać, osiągając przytłaczające rozmiary" - podsumował Żabiński.














