W skrócie
- Młodzi single z pokolenia Z napotykają trudności z pewnością siebie przy nawiązywaniu relacji i coraz częściej polegają na wsparciu sztucznej inteligencji w aplikacjach randkowych.
- Uczestnicy aplikacji randkowych korzystają z generatywnej AI do pisania wiadomości, co prowadzi do zapośredniczenia komunikacji i ograniczenia autentyczności rozmów.
- Dane wskazują, że pokolenie Z spędza znacznie mniej czasu na kontaktach na żywo niż rówieśnicy sprzed 20 lat, lecz paradoksalnie eksperci prognozują możliwy zwrot w kierunku tradycyjnych spotkań w przyszłości.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
AI rozmawia z AI w aplikacji randkowej. Po co im jeszcze ludzie?
Kiedy w zeszłej dekadzie mówiło się, że sztuczna inteligencja odmieni każdy aspekt naszego życia, nie wszyscy w to wierzyli, a niektórzy traktowali to jako górnolotny banał. A jednak okazuje się, że wynalazek ten fundamentalnie zmienił nie tylko realia pracy w wielu zawodach czy korzystania z usług w internecie, ale także najzwyklejszą komunikację międzyludzką jeden na jeden. I choć wcześniej, po wprowadzeniu telefonów i internetu, widzieliśmy już duże zmiany, to AI jest bardziej wyjątkowa.
AI to prawdopodobnie pierwsze narzędzie, któremu ludzie powierzyli swoje myślenie. A że "mięsień nieużywany zanika", to niestety stopniowo może osłabić się także zdolność samodzielnego myślenia, a nawet wyrażania się pełnymi zdaniami. Bo przecież wystarczy sklecić prompt w ChatGPT albo Gemini, a ten za nas napisze całą wypowiedź w zgrabnych słowach i w takim tonie, w jakim mu każemy. Co więcej, twórcy aplikacji idą jeszcze dalej. Nie trzeba nawet promptować, bo gotowe podpowiedzi na czacie same pojawiają się w formie kafelków, które wystarczy stuknąć.
Jako że AI wkrada się w każdy aspekt życia, to nie jest zaskoczeniem, że działa też w aplikacjach randkowych. Nie chodzi jedynie o algorytmy kojarzące pary w taki sposób, by za długo ze sobą nie pobyły i wróciły do aplikacji. Z generatywnej sztucznej inteligencji korzystają sami uczestnicy do pisania wiadomości. Część osób w ogóle nie potrafi zacząć rozmowy samodzielnie. Podpowiedzi od AI na czacie mogą być dla nich ułatwieniem, ale przez to zanika cała autentyczność i osobista unikalność.
A gdy po drugiej stronie odpowiedź szykuje kolejna instancja czatbota, to cała komunikacja odbywa się w sposób zapośredniczony i można sobie wyobrazić, że ludzie już w ogóle nie są do tego potrzebni. Autonomiczni agenci AI mogą przecież dyskutować sami ze sobą - wszak już to robią na własnej platformie społecznościowej, o czym wcześniej pisaliśmy w GeekWeeku. Na problem ten zwrócił także niedawno uwagę filozof Slavoj Žižek, który pół żartem zobrazował, jak cały związek dwóch osób może realizować się poprzez maszyny, a ludzie mogą w tym czasie zajmować się czymś innym.
Tyle że użytkownikom tych narzędzi naprawdę zależy na poznaniu drugiej osoby. Jak powiedziała Jackie Jantos, szefowa popularnej platformy Hinge, w rozmowie z BBC, dwudziestolatkowie "absolutnie pragną miłości", lecz jednocześnie "z trudem przychodzi im zdobycie się na odwagę, by się tam znaleźć". Jako główny powód tego stanu rzeczy ekspertka wskazuje fakt, że młodzi ludzie spędzają znacznie mniej czasu na osobistych interakcjach z rówieśnikami.
Zetki spędzają więcej czasu samotnie niż ich rówieśnicy 20 lat temu
Na wspomnianej platformie działają już funkcje AI, które m.in. pozwalają na audyt profilu użytkownika w celu zwiększenia jego atrakcyjności oraz generują gotowe podpowiedzi ułatwiające rozpoczęcie lub kontynuowanie czatu z dopasowaną osobą. Jackie Jantos odrzuciła zarzuty, jakoby technologia ta oznaczała outsourcing randkowania i zastępowanie autentyczności maszynami. Przekonuje, że rozwiązania te mają jedynie budować pewność siebie, a ich celem "nie jest pisanie słów za ciebie", lecz "pomaganie ci w wyrażeniu tego, kim jesteś". Trudno o inną ocenę ze strony szefowej platformy, która przecież zarabia na aktywności użytkowników.
Hinge, które powstało w 2012 r. i należy do Match Group (właściciela m.in. Tindera i Match.com), od lat buduje swoją markę wokół hasła "zaprojektowane, by zostało usunięte". Jantos odpiera zarzuty, że to chwyt marketingowy. Zapewnia, że intencją platformy jest pomoc w znalezieniu długoterminowego partnera, a nie zatrzymywanie użytkowników w aplikacji w nieskończoność.
Z danych przedstawionych przez CEO wynika, że pokolenie Z - stanowiące ponad połowę miesięcznych aktywnych użytkowników aplikacji - spędza rocznie około 1000 godzin mniej na spotkaniach na żywo niż ich rówieśnicy 20 lat temu. W przeliczeniu na dobę oznacza to ponad dwie godziny "spędzane nie w towarzystwie innego człowieka, ale najprawdopodobniej głęboko w jakiegoś rodzaju doświadczeniu na telefonie". Według ekspertki niesie to za sobą poważne konsekwencje, jako że "uniemożliwia to ludziom posiadania doświadczeń bycia z innymi i jest to dość samotne doświadczenie".
Obecnie niemal połowa przedstawicieli Gen Z w Wielkiej Brytanii deklaruje, że czuje się samotna "często lub zawsze". Ogromny wpływ miała na to pandemia COVID-19, która przerwała kluczowe lata rozwoju społecznego. Zdaniem szefowej Hinge okres przymusowej izolacji społecznej mógł odciąć młodych ludzi od możliwości fizycznego uczestnictwa w kontaktach z drugim człowiekiem, nauczenia się flirtu czy kształtowania myślenia o intymności. U części osób rozwój umiejętności miękkich na tym etapie został zaburzony lub w ogóle go nie było, zatem nic dziwnego, że "Zetki" próbują pomagać sobie sztuczną inteligencją.
Zmianę pokoleniową dostrzega także Siobhan Copland, założycielka serwisu swatającego młodych profesjonalistów "Cupid in the City". Według niej Gen Z różni się od swoich poprzedników m.in. podejściem do rozrywek. Zamiast spędzać czas w pubach, młodzi wolą inne formy aktywności. "Prędzej zobaczymy ich na siłowni niż w barze w piątkowy wieczór" - mówi Copland.
Randkowe wypalenie. Które pokolenie pierwsze odstawi apki?
Mimo że eksperci od relacji coraz głośniej ostrzegają przed tzw. "randkowym wypaleniem" i prognozują powrót do tradycyjnych spotkań osobistych, Hinge wciąż notuje wzrosty liczby użytkowników w Wielkiej Brytanii. Dane Ipsos iris pokazują, co się zmieniło na rynku randkowym. Serwis ten w maju 2025 r. miał 1,5 mln dorosłych użytkowników (o 100 tys. więcej niż rok wcześniej). Tinder, choć pozostaje najczęściej odwiedzaną aplikacją, w tym samym okresie zaliczył spadek z 1,9 mln do 1,5 mln użytkowników, przez co ma już tylko minimalną przewagę nad Hinge. Kolejne miejsca na podium najpopularniejszych serwisów randkowych w UK zajmują Bumble oraz Grindr.
Zjawisko zmęczenia technologią potwierdzają też badacze akademiccy. Dr Carolina Bandinelli, profesorka z Uniwersytetu w Warwick zajmująca się komunikacją i relacjami, zgadza się, że pandemia zniwelowała inne alternatywy, przez co pojawiło się poczucie, że "aplikacje randkowe są jedynym sposobem na poznawanie ludzi".
Dziś jednak, zdaniem ekspertki, pierwszy zachwyt już minął, ponieważ "apki do randkowania nie działają tak, jak obiecywały". A obiecywały singlom "dostęp do praktycznie nieskończonej puli nieznajomych" i "ochronę przed możliwością odrzucenia". Rzeczywistość okazała się trudniejsza. W ocenie badaczki przez brak naturalnych sygnałów społecznych użytkownicy aplikacji są skazani na domysły, a to prowadzić może do frustracji.
W obliczu tych wyzwań, wszechobecnego szumu informacyjnego, bombardowania treściami i rozczarowania aplikacjami randkowymi współcześni single zaczynają redefiniować swoje potrzeby. Eksperci sądzą, że mimo generalnie rosnącej liczby użytkowników może w końcu nastąpić przełom i zwrot w kierunku tradycyjnych form poznawania się na żywo - o ile sztuczna inteligencja nie dobije już ostatecznie zdolności samodzielnej komunikacji. Nie wiadomo jednak, które pokolenie jako pierwsze zacznie realizować ten trend, jeśli te diagnozy w ogóle się sprawdzą. Może być przecież i tak, że młodzi ludzie, nie czując już presji społecznej na wchodzenie w związki małżeńskie ani konieczności posiadania partnera, by móc się utrzymać, zostają singlami z wyboru.














