Muse od Mety wyprzedził ChatGPT w USA. Agent sam dzwoni do ubezpieczyciela i rezerwuje stolik. Chodzi o nowy rodzaj sztucznej inteligencji. Nie o kolejnego chatbota, który odpowiada na pytania, tylko o agenta, który w imieniu użytkownika wchodzi na strony, wypełnia formularze, dzwoni na infolinię i, jeśli dostanie zgodę, wydaje pieniądze, otwiera się w nowym oknie. Aplikację Muse pojawiła się w sieci całkiem niedawno, a już zyskała ogromną popularność. Odpowiada za nią Meta, właściciel Facebooka, Instagrama i WhatsAppa. Działa na razie tylko w Stanach Zjednoczonych, na iOS, Androidzie, stronie muse.ai i w WhatsAppie, wyłącznie dla osób pełnoletnich. W dwa tygodnie stała się najczęściej pobieraną darmową aplikacją w amerykańskim App Store i wyprzedziła ChatGPT. W Polsce jej nie ma, a Meta nie podała terminu, kiedy mogłaby się pojawić.
Różnica wobec ChatGPT i Gemini jest zasadnicza. Tamte systemy głównie mówią. Muse dostaje w chmurze Mety własną przeglądarkę i wykonuje zadania, a w tym wysyła maila, rezerwuje stolik, szuka biletów, składa reklamację, negocjuje rachunek, wystawia auto na sprzedaż, z rolki na Instagramie robi listę zakupów. Reporter New York Timesa Eli Tan dał mu dwa tygodnie życia. Agent zadzwonił do ubezpieczyciela dentystycznego, podał numer polisy, odpowiedział na pytanie kontrolne, poczekał na infolinii i dopiero wtedy przełączył człowieka. CNN w teście z 23 września dostał plan przeprowadzki i maila w sprawie wyjazdu, ale przy kasie w Targetcie agent utknął, bo sklep zablokował autonomiczne kliknięcia.
Świat oszalał na punkcie Muse od Mety
Meta oficjalnych liczb nie podaje. Sensor Tower po mniej więcej dwóch tygodniach liczy ponad 2,5 miliona instalacji. Apptopia, w pierwszych 12 dniach na iOS w USA i Kanadzie, dała Muse'owi 1,8 miliona pobrań wobec 1,3 miliona ChatGPT na analogicznym starcie. Porównanie nie jest czyste, bo Muse dostał WhatsApp, Instagrama i Facebooka, a ponad 95 procent jego użytkowników ma konto na Facebooku. Wystarczyło jednak, by akcje Mety skoczyły o 11 procent, a analitycy Evercore ISI uznali to za pierwszy namacalny znak, że inwestycje rzędu 200 miliardów dolarów w AI nie poszły w błoto. Aplikacja jest darmowa z limitem. Kto chce więcej, płaci 20 albo 100 dolarów miesięcznie.
Żeby agent był użyteczny, musi dostać pocztę, kalendarz i dane płatnicze. Meta tłumaczy, że każdy użytkownik dostaje osobną maszynę wirtualną, że osobny nadzorca puszcza w sieć tylko to, na co ktoś się zgodzi, że hasła i karty siedzą w sejfie, a rozmów nie wrzuca się do systemu reklam. Sondaż Oppenheimera studzi ten język słowami, że "hasła Mety oddałoby 8 procent badanych, Google'owi 30 procent". Amazon już zablokował Muse'owi zakupy na swojej stronie.
Reuters opisał też test "ludzkiego konsjerża", w którym część połączeń odbierali pracownicy kontraktowi, a rozmówca mógł nie wiedzieć, że mówi z człowiekiem podstawionym pod sztuczną inteligencję. Po protestach funkcję wycofano. Oficjalny start na razie objął Stany. W sklepach europejskich aplikacji nie ma i pewnie szybko nie będzie. Z Europy da się poczytać stronę produktową, a zalogować się nie. Agent, który czyta pocztę i płaci kartą, wpada pod RODO i unijny akt o sztucznej inteligencji twardziej niż chatbot. Poprzednie funkcje AI Mety też schodziły do Europy z poślizgiem.
***
Bądź na bieżąco i zostań jednym z 98 tys. obserwujących nasz fanpage - polub GeekWeek na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!












