Sztuczna inteligencja zamiast pomagać, męczy nasz mózg. Nowe wyzwanie w świecie AI
Sztuczna inteligencja miała odciążyć człowieka. Tymczasem część jej najbardziej zaawansowanych użytkowników mówi wprost o zmęczeniu, którego wcześniej nie znali. Coraz częściej czują, że ich mózg po prostu się "przegrzewa".

Sztuczna inteligencja miała przyspieszyć pracę, odciążyć człowieka i uprościć codzienność. Ale coraz częściej mówi się o zjawisku odwrotnym. Intensywne korzystanie z AI prowadzi do stanu, który konsultanci z Boston Consulting Group nazwali "AI brain fry", czyli dosłownie "smażeniem mózgu". A chodzi o realne zmęczenie poznawcze, czyli sytuację, w której nasz umysł nie nadąża za tempem technologii.
AI brain fry, czyli smażenie mózgu. Ale co to właściwie znaczy?
Według autorów koncepcji "AI brain fry" to stan wyczerpania wynikający z nadmiernego korzystania z narzędzi AI lub ciągłego nadzorowania ich pracy. Mówiąc jeszcze prościej... zamiast wykonywać zadania samodzielnie, użytkownik musi zarządzać armią cyfrowych asystentów, analizować ich wyniki i pilnować, by nie popełniały błędów. To generuje nowy rodzaj obciążenia umysłowego.
To zupełnie nowy typ obciążenia poznawczego. Trzeba naprawdę pilnować tych modeli jak dzieci.
Problem dotyczy głównie zaawansowanych użytkowników, zwłaszcza programistów. Narzędzia AI świetnie radzą sobie z pisaniem kodu, ale, jak zauważają sami inżynierowie, wymagają wyjątkowo dokładnej kontroli. Kod wygenerowany przez maszynę może zawierać błędy lub luki bezpieczeństwa, które trudno wychwycić bez szczegółowej analizy.
Paradoks produktywności
Pojawia się tu pewna ironia. AI miała skracać czas pracy, ale w praktyce bywa, że go wydłuża. Przykładowo, zamiast pisać kod od zera, programista musi sprawdzać setki linii wygenerowanych przez algorytm. A to bywa bardziej wymagające niż tworzenie ich samodzielnie.
- To przerażające zatwierdzać setki linii kodu napisanego przez AI, bo istnieje ryzyko błędów bezpieczeństwa albo tego, że nie rozumie się całego systemu - przyznaje jeden z programistów cytowanych przez serwis phys.org.
Dochodzi do tego presja wydajności. Skoro AI pozwala pracować szybciej, łatwo wpaść w pułapkę jeszcze dłuższych godzin pracy. Jeden z rozmówców wspomina 15 godzin spędzonych na dopracowywaniu 25 tysięcy linii kodu. Efekt?
- Na końcu czułem, że nie jestem już w stanie programować. Wiedziałem, że moja dopamina jest wyczerpana, bo byłem rozdrażniony i nie chciałem odpowiadać na proste pytania o mój dzień - przyznał.
Problem dotyczy wyłącznie programistów? Nic bardziej mylnego
Choć zjawisko opisano głównie na przykładzie branży IT, trudno nie zauważyć, że może dotyczyć znacznie szerszej grupy osób. Każdy, kto intensywnie korzysta z AI (pisze teksty, analizuje dane, generuje obrazy) może doświadczać podobnego przeciążenia. Ciągłe poprawianie promptów, sprawdzanie wyników i "pilnowanie" narzędzi zamiast ich swobodnego używania zaczyna przypominać pracę na pełen etat.
Co ciekawe, badania BCG pokazują jednocześnie spadek klasycznego wypalenia zawodowego wśród osób korzystających z AI. Technologia przejmuje rutynowe zadania, ale w ich miejsce pojawia się coś nowego - subtelniejsze, trudniejsze do uchwycenia zmęczenie.
Ale żeby nie kończyć tak sceptycznie, warto zaznaczyć, że mimo wszystko osoby, z którymi przeprowadzano wywiady wyrażali pozytywne opinie na temat sztucznej inteligencji, pomimo jej wad.
Źródło: phys.org










