W skrócie
- Popularna konstrukcja "To nie X, to Y" rozpowszechniła się w codziennej komunikacji za sprawą narzędzi AI, takich jak ChatGPT, oraz mediów społecznościowych.
- Stałe powielanie tej formy przez generatory tekstu wpływa na zubożenie różnorodności języka i może prowadzić do osłabienia samodzielnego myślenia.
- Sztuczna inteligencja, stosując tę prostą i bezpośrednią konstrukcję, przekazuje informacje w sposób autorytarny, ograniczając miejsce na refleksję i różnorodność interpretacji.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Fraza z generatora AI przeniknęła do codziennego dyskursu przez media
Językoznawcy i badacze kultury nie mają złudzeń co do tego, że język kształtuje rzeczywistość i wpływa na nasz sposób myślenia, a te z kolei oddziałują na język. Ta pętla zwrotna kręci się w zamkniętym obiegu prawdopodobnie od samych początków języka i dziś ustalenie, co jest przyczyną, a co skutkiem, przypomina roztrząsanie dylematu jajka i kury. Wiemy dobrze, że przez określony dobór słów możemy wywołać u odbiorcy określone odczucia. Funkcjonuje to zarówno w osobistej komunikacji międzyludzkiej, jak i w przekazach medialnych.
Zostało to opanowane niemal do perfekcji przez propagandystów, ale z drugiej strony też przez ekspertów od komunikacji, w tym przez zwolenników języka neutralnego. Przykładów jest na pęczki, ale tym razem je sobie daruję, by skupić się na sednie dzisiejszych rozważań, które mianowicie dotyczą tego, jak pewna fraza nader często wypluwana przez generatory tekstu AI przeniknęła do codziennego dyskursu poprzez media.
Jeśli oglądacie filmy na YouTube, czytacie posty na Facebooku i Instagramie albo robicie codzienną prasówkę na portalach informacyjnych, z pewnością spotkaliście się z tą frazą wiele razy. Początkowo mogliście nawet nie zwracać na nią uwagi, ale gdy nagle zaczęło być jej wszędzie pełno (a zdarza się, że w jednym poście w mediach społecznościowych pojawia się ona kilka razy), to być może zauważyliście, że coś jest na rzeczy. Ta prawidłowość wyłoniła się niemal natychmiast po 2023 r., w nie do końca sprecyzowanym momencie. Google Trends wskazuje na wyraźny skok jej wyszukiwania pod koniec 2025 r. Jak ona brzmi i skąd się wzięła?
"To nie X, to Y". Dlaczego to ulubiona konstrukcja AI?
"To nie X, to Y". Tak brzmi ta konstrukcja gramatyczna, która stała się ostatnio szalenie popularna. Powód jest prosty - to jedna z ulubionych form składni używanych przez ChatGPT i możliwe, że także inne czatboty oparte na dużych modelach językowych. Jako że narzędzie od OpenAI od chwili debiutu pod koniec 2022 r. pozostaje najczęściej używanym w swojej kategorii na świecie, to właśnie jego specyficzny język stał się językiem, w którym zaczęli mówić ludzie.
Rzecz w tym, że modele z serii GPT nie nauczyły się składać zdań z powietrza. Twórcy trenowali je na ogromnych zbiorach danych z książek i internetu. Choć na świecie istnieje olbrzymia liczba konstrukcji syntaktycznych, a z dostępnym słów można tworzyć nieskończoną liczbę unikalnych zdań, to właśnie ta forma zdominowała komunikację językową. Dlaczego tak się stało i co na to wpłynęło?
To krótkie zdanie, które składa się z zaprzeczenia czemuś, a następnie z twierdzenia czegoś innego (antytezy i tezy), zdaje się idealnie wpasowywać w popularne ostatnio krótkie formy. Ludzie masowo konsumują krótkie treści w social mediach, odchodząc od rozwlekłych tyrad. Siłą rzeczy do tych krótkich form zdaje się szczególnie pasować język sloganów. A tym posługują się m.in. marketingowcy. Choć nie sposób prześledzić drogi od danych treningowych modelu LLM do jego generatywnej odpowiedzi - jest to po prostu zbyt skomplikowany mechanizm - to jedna z teorii głosi, że sztuczna inteligencja zaczerpnęła tę formę z postów na LinkedIn, pisanych przez marketerów w ten właśnie sposób. O ile to prawda, to język ten był już wcześniej w naturalnym, "organicznym" użyciu, lecz stanowił bardziej żargon zawodowy i nie wykraczał specjalnie często poza hasła reklamowe.
Odkąd jednak twórcy internetowi na potęgę korzystają z generatorów tekstu do pisania postów, często nawet nie zmieniając w nich ani słowa, język ten się upowszechnił i dziś można ulec wrażeniu, że zamiast czyichś własnych spostrzeżeń czytamy tekst napisany przez robota zafiksowanego na kilku konstrukcjach gramatycznych, które według jego obliczeń najbardziej pasują - nie tylko do danego kontekstu, ale właściwie są według niego uniwersalną formą wyrazu.
ChatGPT myśli, ludzie powtarzają. Te słowa są już wszędzie
Nienaturalnie częsta obecność formy "It's not X, it's Y" w mediach zdołała już przykuć uwagę wielu osób na całym świecie. Gdy sam wpisałem ją w Google, okazało się, że taka fraza - a jakże - istnieje dokładnie w tej postaci i dokładnie w tym kontekście. W kwietniu 2026 r. na jej temat ukazał się nawet artykuł w "The Guardian", którego autor, Stuart Heritage, porównał dostrzeganie wszechobecności tej frazy do scenariusza filmu "Numer 23" z 2007 r., w którym postać grana przez Jima Carreya wszędzie widzi liczbę 23 i popada w obsesję na jej punkcie. Dziś, prawie 20 lat później, to samo można pomyśleć o omawianej tu konstrukcji gramatycznej. Nie stoi jednak za nią żaden spisek. Skąd więc to dziwaczne zachowanie AI?
Heritage w swoim artykule opowiada, jak zdania typu "Samorozwój to nie trend, to zmiana lifestyle'u" albo "Małe zwycięstwa to nie tylko momenty, to większość twojego życia" uderzają go prosto w twarz. Ostatnio tej samej formy użył jego instruktor fitness podczas zajęć, a także zasłyszał ją w recenzowanym przez siebie serialu, za co obniżył mu ocenę o jedną gwiazdkę.
Istnieje też wzmocniony wariant tej konstrukcji, który zawiera trzy antytezy i jedną tezę. Na taki przykład natknąłem się, oglądając na YouTube materiał o Ronniem Colemanie: "To nie jest film o tym, że siłownia jest zła. To nie jest film o tym, że ciężary niszczą każdego. I to nie jest film o tym, że ambicja jest błędem. To jest film o człowieku, który poszedł dalej niż prawie ktokolwiek inny".
Można się spodziewać, że jeśli OpenAI i pozostali twórcy sztucznej inteligencji nie wykorzenią tej formy, będziemy słyszeć ją jeszcze częściej. Wszak i modele językowe stale się uczą na danych z internetu. A że dane te nie są już organiczne, lecz w pewnej mierze generowane przez AI, przeszedłszy wcześniej przez jej algorytmy rozumowania i budowy zdań, to może ona tylko utwierdzać się w przekonaniu, że jest to właśnie forma używana w normalnej ludzkiej komunikacji i należy ją stosować na każdym kroku.
Sztuczna inteligencja zabija zdolność do samodzielnego myślenia
AI poprzez swoją dziwną wybiórczość wprowadza do naszej mowy pewne konstrukcje. Czy to jednak powód do niepokoju? Wszak do języka od zarania dziejów wchodziły nowe słowa i frazy. Jedne zyskiwały na popularności, a inne ją traciły. Faktycznie, język jest żywym tworem, a nie nienaruszalnym monolitem (tu złapałem się na użyciu naszej formy, choć w odwróconej kolejności) i zmiany w nim zachodzące są nieuchronne. Problem jednak w tym, że po raz pierwszy w ten proces zaangażowana jest technologia, która samodzielnie - choć z pewną dozą nadzoru ze strony ludzi - wytwarza tekst.
To powoduje, że tekst ten po przekopiowaniu do postów w mediach społecznościowych, książek i artykułów (także naukowych) oraz scenariuszów filmów, seriali czy wideoesejów na YouTube, a następnie opublikowaniu go z podpisem autora staje się jego komunikatem. Traktowany jest jak autentyczna wypowiedź pisemna lub ustna żywego człowieka. To z kolei wpływa na myślenie odbiorców i na sposób, w jaki sami mówią, a to natomiast wpływa bezpośrednio na ich własną rzeczywistość i na rzeczywistość osób w ich otoczeniu. W ten sposób jedna myśl może stać się viralowa, a więc rozprzestrzeniać się jak wirus.
Dostrzegam w tym co najmniej dwa problemy. Po pierwsze, obcowanie z tak mało zróżnicowanymi tekstami z generatora AI zabija w nas zdolność do samodzielnego myślenia. W pamięci zapisują się nam klisze językowe, które możemy bezwiednie powtarzać, biorąc je za własne. Warto się zastanowić, czy nasze myśli są na pewno nasze.
Już wcześniej badacze zauważyli, że sztuczna inteligencja jest pierwszym wynalazkiem w naszej historii, któremu powierzyliśmy sam proces myślenia. Dotąd bowiem od myślenia był mózg, a narzędzia - od realizacji naszej woli. Tu role się zamieniają. Nie trzeba jednak nawet czytać ani słuchać tekstów opublikowanych po 2023 r. Już sama rozmowa z czatbotem może zaszczepiać w nas cudze myśli i osłabiać naszą własną zdolność do ich formułowania.
Nie chcę tu bynajmniej stać na straży jakiegoś jednego, konkretnego porządku myślenia niczym Policja Myśli z "Roku 1984" Orwella. Różnorodność (pluralizm) sposobów myślenia i możliwość konfrontacji z ich mnogością jest wręcz budująca i pozwala nam rozwijać nasze własne zrozumienie wielu spraw. Problematyczne jest jednak to, że sztuczna inteligencja w swoich standardowych aplikacjach jest - nawet mimo starań twórców, a częściowo także właśnie dzięki nim - wyjątkowo ograniczona w swoim sposobie formułowania myśli. Jasne, można omawiać z nią najdziksze idee i dowiedzieć się czegoś zupełnie nowego, ale sposób jej wypowiadania się jest niemal zawsze taki sam. A brzmi on jak wypowiedź wszechwiedzącej wyroczni z nie do końca dobrze zaprojektowaną przez twórców neutralnością.
AI objaśnia nam świat jak autorytarna wyrocznia
I tu przechodzimy do problemu drugiego. Forma "To nie X, to Y" może wydawać się niewinna, ale z powodu swojej własnej prostoty i bezpośredniości jest także niezwykle autorytarna. Brak w niej miejsca na rozważania czy ukazywanie różnych punktów widzenia. To walenie prosto z mostu "Nie jest tak, jest tak" (czy "Nie idziesz tam, idziesz TAM" pewnego znanego ostatnio twórcy na Instagramie).
Objaśnianie świata w krótkich zdaniach nie brzmi jak przepis na jego głębokie zrozumienie. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że odbiorcy treści mogą nie mieć czasu na dłuższe zapoznawanie się z jakimś tematem i oczekują szybkiego zorientowania się, co w trawie piszczy. Forma ta jednak zdaje się wręcz zwulgaryzowana w obliczu informacji, które mamy na wyciągnięcie ręki, jeśli tylko zechcemy poświęcić na research kilka minut zamiast kilku sekund.
Ten sposób objaśniania świata przez sztuczną inteligencję nasuwa mi na myśl słowo "AIsplaining" (od "mansplaining") i okazuje się, że owszem, taki termin też już istnieje i pojawia się nawet w literaturze naukowej z 2024 r. Badacze tej nowej technologii zdają sobie sprawę, że treści generowane przez AI wpływają na rzeczywistość socjolingwistyczną. Pytanie, czy możemy się przed tym jakoś chronić.
Najprościej byłoby oczywiście unikać wszelkich treści opublikowanych po roku 2023. Ale jeśli kuszą nas nowe filmy, seriale i książki, to może być to trudne i sam też nie zamierzam odcinać się od nowości. Warto jednak poddać krytycznej analizie zastany w tych dziełach język i porównać go z tym, który dominował we wcześniejszych dekadach. Z tym jednak nowe pokolenie alfa, urodzone po 2010 roku i całkowicie zanurzone w świecie nowych mediów, może mieć już problem.
Mimo wszystko warto jest obcować z klasyką literatury i w ogóle ze światem humanistyki, by zachować autentyczne wytwory autonomicznej, nieskrępowanej ludzkiej myśli w ogólnym dyskursie. A jednocześnie nadal możemy sięgać po nowe technologie, lecz pamiętając, by nie zawierzać im bezgranicznie (podobnie jak innym ludziom, których słowa też możemy nieświadomie internalizować). Teraz, jak chyba nigdy wcześniej, krytyczne i samodzielne myślenie może być naszym najważniejszym orężem - jeśli zależy nam na ocaleniu pierwiastka człowieczeństwa w zalewie "AI slopu".













