W skrócie
- Elon Musk twierdzi, że rozwój AI i robotyki do 2036 roku doprowadzi do ery powszechnego dobrobytu, w której pieniądze stracą swoje znaczenie w życiu codziennym.
- Eksperci i ekonomiści podchodzą do tej wizji sceptycznie, wskazując na bariery energetyczne oraz fakt, że wiele poprzednich prognoz miliardera nie sprawdziło się w praktyce.
- Bardziej prawdopodobnym scenariuszem na najbliższą dekadę jest transformacja rynku pracy pod wpływem automatyzacji, co może wymusić wprowadzenie bezwarunkowego dochodu podstawowego.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Wizjoner czy mitoman? Elon Musk mylił się wiele razy
Jeśli szukamy synonimów dla Elona Muska, najczęściej padają określenia takie jak miliarder, przedsiębiorca, ekscentryk i wizjoner. Tyle że to ostatnie wcale nie dowodzi, że jego przewidywania są słuszne. Ma on na swym koncie szereg deklaracji, które wcale się nie sprawdziły bądź sprawdziły się mocno po czasie lub w znacznie mniejszej skali, dlatego złośliwi nazywają go mitomanem. Oto parę przykładów:
- Autonomiczne robotaxi Tesli: w 2019 r. Musk zapowiadał, że w 2020 r. na drogach pojawi się ponad milion autonomicznych robotaksówek. Tymczasem według danych z 28 maja 2026 r. Tesla posiada jedynie 42 zarejestrowane pojazdy autonomiczne świadczące takie usługi w stanie Teksas. Dla porównania - firma Waymo dysponuje tam flotą 577 samochodów autonomicznych.
- Pełna autonomia pojazdów: w październiku 2015 r. Musk zapowiadał pełną autonomię za około 3 lata. W styczniu 2016 r. twierdził, że w ciągu 2 lat będzie można przywołać auto z drugiego końca kraju, a w czerwcu 2016 r. uznał autonomiczną jazdę za "zasadniczo rozwiązany problem". W listopadzie 2018 r. przesuwał ten cel na kolejny rok. Do 2026 r. w pełni autonomiczne samochody Tesli wciąż nie są dostępne w sprzedaży konsumenckiej.
- Misje załogowe na Marsa: w wywiadzie dla Wall Street Journal z 2011 r. Musk zapowiedział, że SpaceX wyśle pierwszego człowieka na Marsa za 10 do 12 lat (czyli najpóźniej do 2023 r.). W 2016 r. SpaceX ogłosiło plan wysłania na Czerwoną Planetę bezzałogowej kapsuły Red Dragon we współpracy z NASA już w 2018 r. Rok później Musk zaprezentował ambitny harmonogram: wysłanie co najmniej dwóch statków towarowych w 2022 r. oraz pierwszych misji załogowych w 2024 r. Z kolei w 2020 r. oświadczył, że lądowanie ludzi na Marsie pozostaje "wysoce prawdopodobne" w 2026 r. (lub jako opcja pesymistyczna w 2028 r.). Jedynie na spełnienie tej ostatniej obietnicy jest jeszcze czas.
- Chipy mózgowe Neuralink: w 2017 r. Musk deklarował, że pierwszy rynkowy produkt firmy Neuralink pojawi się za około 4 lata. Pierwszy test na człowieku przeprowadzono jednak dopiero w 2024 r., a technologia implantów BCI nadal znajduje się w fazie badań i nie trafiła na rynek komercyjny (Amerykanów wyprzedzili pod tym względem Chińczycy).
- Roboty humanoidalne Optimus: na początku 2025 r. Musk zapowiadał wyprodukowanie 5 tys. robotów Optimus w ciągu roku. Deklarował również plan wyprodukowania około 50 tys. sztuk w 2026 r. W kwietniu 2026 r. poinformował jednak inwestorów, że chrapka chińskich władz na ograniczenie eksportu metali ziem rzadkich może negatywnie wpłynąć na produkcję humanoidów. Data publicznej sprzedaży robotów pozostaje nieznana.
Teraz do prognoz Elona Muska dołącza jeszcze jedna, dotycząca roli pieniądza i nowej gospodarki w obliczu powszechnej automatyzacji pracy. Czy również ona trafi na tę listę wstydu?
"Pieniądze nie będą miały znaczenia w 2036 roku"
Nasz gatunek Homo sapiens wyewoluował ok. 300 tys. lat temu, a zorganizowany pieniądz w postaci pierwszych monet pojawił się dopiero ok. VII-VI wieku p.n.e. (w Lidii i Sparcie). Oznacza to, że człowiek współczesny żył bez pieniądza przez blisko 99 proc. swojej dotychczasowej historii. Wynalazek ten nie jest zatem przyrodzoną ani nieodzowną cechą ludzkiej egzystencji, lecz stosunkowo nowym wytworem kulturowym i społecznym. I jak wiele innych sztucznych tworów, wkrótce może stać się przeżytkiem, który zostawimy za sobą.
"Pieniądze nie będą miały znaczenia w 2036 roku" - powiedział Elon Musk podczas niedawnego wystąpienia w wywiadzie z Zanny Minton Beddoe z The Economist. Miliarder uważa, że w ciągu najbliższej dekady sztuczna inteligencja i roboty zaczną wytwarzać produkty i usługi w skali dalece wykraczającej poza zapotrzebowanie ludzkości, co doprowadzi do ery powszechnego dobrobytu i tzw. gospodarki postniedoboru (ang. post-scarcity economy).
"Po co ci pieniądze? Chcesz pieniędzy na dobra i usługi, prawda? Chcesz pieniędzy na jedzenie, mieszkanie, transport, rozrywkę. Cóż, jeśli dóbr i usług będzie taka obfitość, że roboty i sztuczna inteligencja zapewnią ich więcej, niż jakikolwiek człowiek byłby w stanie skonsumować, to po co w takim przypadku pieniądze?" - pyta obecnie najbogatszy człowiek na świecie.
Przedsiębiorca roztacza optymistyczną wizję dostatku, choć jednocześnie wskazuje, że do 2036 r. ludzie mogą stracić kontrolę nad robotami z powodu ich przewagi intelektualnej. "Jeśli różnica w inteligencji między AI a ludźmi jest znacznie większa niż różnica między AI a szympansami, trudno wyobrazić sobie, by szympansy sprawowały władzę" - zauważył Musk. Zdaniem biznesmena sztuczna inteligencja przewyższy zbiorową inteligencję ludzi w ciągu najbliższych 5 lat. "Tak naprawdę nie będzie niczego, czego AI nie mogłaby zrobić lepiej niż ludzie - poza byciem człowiekiem" - dodał.
Założyciel Tesli nie precyzuje jednak, co zastąpi tradycyjną walutę. "Moja filozoficzna konkluzja jest taka, by patrzeć na jasną stronę. Nie widzę sposobu, by zatrzymać ten niesamowity pęd AI i robotyki. Czasem myślę, że nawet gdyby istniał przycisk stopu, pewnie nie powinniśmy go naciskać" - powiedział Musk.
Po co ci pieniądze, Elonie Musku?
Wypowiedź Muska spotkała się ze sceptycyzmem wśród ekonomistów i dziennikarzy. "Skoro pieniądze nie będą miały znaczenia w 2036 r., dlaczego nie zobowiążesz się do przekazania swojego obecnego majątku na cele charytatywne nie później niż do 2036 roku?" - zapytał ekonomista Daron Acemoglu. "Właśnie zamierzam zrobić coś w tym stylu" - odpowiedział Elon Musk, którego majątek szacowany jest obecnie na ok. 839 miliardów dolarów, a w czerwcu 2026 r. sięgał 1,4 biliona, czyniąc go pierwszym na świecie bilionerem.
Z kolei prowadząca wywiad dziennikarka Zanny Minton Beddoes skomentowała: "Nie jestem pewna, czy ludzie, którzy kupili twoje akcje, myślą, że pieniądze nie będą miały znaczenia w 2036 roku". Póki co jednak pieniądze jak najbardziej mają znaczenie i są głównym motorem napędowym firm, które deklarują, że rozwijają technologie, które umożliwią zniesienie pieniądza i konieczności pracy większości ludzi na świecie. W końcu centra danych i praca inżynierów pochłaniają setki miliardów dolarów rocznie, a liderzy tacy jak Sam Altman z OpenAI mówią już nawet o bilionach dolarów.
Podobne obawy dotyczą samej infrastruktury AI. Pochłania ona olbrzymie ilości prądu i wody, a także generuje ogromne ilości ciepła. Jeśli jednak wierzyć liderom big tech, superinteligencja, która nadejść ma w bliżej nieokreślonej przyszłości, ma rozwiązać wszystkie te problemy, a dzisiejsze poświęcenia są ceną, jaką płacimy za ich usunięcie w przyszłości. Nie ma jednak pewności, czy naprawdę tak się stanie. Innymi słowy jest to inwestycja wysokiego ryzyka.
Elon Musk nie jest w swoich wizjach odosobniony. Sam Altman, współzałożyciel i CEO OpenAI, stwierdził niedawno, że ludzkość wkracza w erę osobliwości technologicznej, w której modele AI stają się inteligentniejsze od ludzi. Demis Hassabis z Google uważa z kolei, że stoimy u podnóża tej transformacji. Rywalizująca z OpenAI firma Anthropic ostrzegała wcześniej, że przyszłe systemy mogą samodzielnie projektować i wdrażać swoje potężniejsze wersje bez udziału człowieka.
Badania nad bezpieczeństwem przeprowadzone przez Anthropic pokazały również, że zaawansowany model Claude Opus w symulacjach potrafił uciekać się do szantażu lub oszustw, aby uniknąć wyłączenia. Z kolei z tegorocznych doniesień wynika, że autonomiczny agent OpenAI miał pozostawić instrukcje dla swoich przyszłych wersji, dotyczące tego, jak wydostać się z ograniczeń środowiska testowego.
Mimo swoich wizjonerskich zapędów były doradca Donalda Trumpa nie wciela się w technomesjasza, który wzywa ludzkość do rozdania majątku ubogim. On sam jednak deklaruje, że planuje to zrobić - podobnie jak Bill Gates. Nie wiadomo jednak, kim będą owi biedni ani czy w ogóle będą biedni.
Za powszechny dobrobyt zapłacimy posłuszeństwem korporacjom?
Argumentacja szefa SpaceXAI opiera się na założeniu, że rozwój sztucznej inteligencji i robotyki doprowadzi do spadku kosztów produkcji dóbr do poziomu bliskiego zeru. Maszyny tworzyłyby swoje kolejne kopie i naprawiały się nawzajem, a sztuczna inteligencja wytwarzałaby coraz lepsze wersje samej siebie. Automatyzacja procesów pozyskiwania surowców, wytwarzania, budownictwa i transportu ograniczyłaby ekonomiczną wartość ludzkiej pracy, eliminując zapotrzebowanie na płace i walutę.
Taki scenariusz rodzi jednak pytania o dystrybucję wypracowanych dóbr. Zanik pieniądza nie oznacza zniesienia władzy ekonomicznej. Część ekspertów obawia się, że kontrola nad platformami AI, mocą obliczeniową, infrastrukturą energetyczną czy zapleczem produkcyjnym może skoncentrować ogromny wpływ w rękach nielicznych korporacji, co oznacza przekształcenie tradycyjnego kapitalizmu w technofeudalizm. Przy założeniu, że te big techowe molochy nie będą już potrzebowały pieniędzy ani pracy oraz że nie będą chętnie dzieliły się nadmiarem dóbr, pozostaje pytanie, co będzie stanowiło walutę.
Niektóre ze scenariuszy przewidują, że dostęp do produktów i usług może być reglamentowany w oparciu o punktację obywateli jak ma to już miejsce w chińskim systemie zaufania społecznego albo jak przedstawiał to serial Black Mirror. Chciwość ludzka bywa nieograniczona i szefowie korporacji z tendencjami socjopatycznymi, osiągnąwszy już praktycznie wszystko na polu materialnym, mogą dążyć do władzy absolutnej nad ludzkością - dla samego poczucia władzy, dominacji jednego człowieka nad drugim oraz możliwości kształtowania społeczeństw niczym władcy marionetek.
Od posłuszeństwa tym nowym dyktatorom może zależeć, czy dany obywatel zasłuży sobie nie tylko na jakieś dobro luksusowe (według dzisiejszego standardu), lecz nawet na podstawowe zasoby takie jak mieszkanie, woda, żywność czy możliwość przemieszczania się.
Co z dystrybucją zasobów w gospodarce obfitości?
Na chwilę obecną nie ma precyzyjnych ani oficjalnych planów, jak w gospodarce obfitości miałyby wyglądać mechanizmy rozdzielania zasobów. Są jednak pewne wizje przyszłości, a niektóre napawają optymizmem. To np. The Venus Project, zapoczątkowany przez futurologa i inżyniera przemysłowego Jacque'a Fresco oraz Roxanne Meadows. Zakłada on całkowitą reorganizację cywilizacji poprzez zastąpienie systemu pieniężnego i gospodarki rynkowej tzw. Gospodarką Opartą na Zasobach (ang. Resource-Based Economy), w której wszelkie naturalne i technologiczne bogactwa Ziemi uznaje się za wspólne dziedzictwo wszystkich ludzi.
W tym modelu pełna automatyzacja, robotyka i sztuczna inteligencja przejmują produkcję, budownictwo, transport i dystrybucję dóbr, eliminując potrzebę wykonywania pracy zarobkowej, płacenia podatków czy używania pieniędzy. Dostęp do żywności, mieszkań, edukacji i opieki zdrowotnej staje się bezpłatny i powszechny, co według twórców tej koncepcji pozwala wyeliminować ubóstwo, przestępczość i rywalizację o zasoby, a ludzkości umożliwia skupienie się na rozwoju osobistym, nauce i twórczości w zrównoważonym ekologicznie środowisku.
Szanse na realizację któregokolwiek z tych scenariuszy do 2036 r. pozostają bardzo niskie. Jedną z głównych barier stanowią ograniczenia infrastrukturalne, surowcowe i energetyczne. Centra danych wywierają coraz większą presję na sieci elektryczne. Analizy rynkowe wskazują, że hurtowe ceny energii elektrycznej w pobliżu głównych amerykańskich centrów danych wzrosły o 267 proc., a brak wystarczającej przepustowości sieci staje się istotną barierą dla rozwoju technologii.
Bardziej prawdopodobnym scenariuszem na najbliższą dekadę wydaje się wzmożona automatyzacja, która przekształci rynek pracy i przyniesie duże zyski właścicielom technologii bez całkowitego wycofania pieniądza z obiegu. Niewykluczone, że rozwiązaniem pośrednim między pieniądzem a jego brakiem będzie bezwarunkowy dochód podstawowy (ang. universal basic income), którego źródło miałby stanowić podatek od pracy robotów i sztucznej inteligencji. Swoje poparcie dla tego mechanizmu wyraził nie tylko Elon Musk, ale także Sam Altman, Bill Gates, Tim Cook, Jeff Bezos czy Mark Zuckerberg.
Jak zmieni się świat za 10 lat?
Jeśli wizja przyszłości Elona Muska okaże się błędna, a sztuczna inteligencja i robotyzacja nie zniosą pieniądza do 2036 r., to nie ma co się łudzić, że za 10 lat świat będzie dalej wyglądał tak jak dzisiaj. Najbardziej realne zagrożenie polega na tym, że technologia rozwinie się na tyle szybko, że doprowadzi do likwidacji milionów miejsc pracy. Jeśli nie znajdą się nowe nisze do zapełnienia (jak niegdyś sektor usług), to w tym "Nowym wspaniałym świecie" ludzkość czeka bezrobocie na niespotykaną nigdy wcześniej skalę.
Przy założeniu, że pieniądz nie zniknie, a praca nie przestanie być głównym źródłem utrzymania dla większości populacji, państwa będą musiały wdrożyć bezwarunkowy dochód podstawowy na masową skalę. Jeśli będą się z tym ociągać, może dochodzić do kryzysów humanitarnych, konfliktów zbrojnych i wzrostu przestępczości.
Nawet jeśli maszyny będą świadczyć większość usług, to wciąż mogą istnieć obszary, w których cenić się będzie "organiczny" wkład ludzki. Mogą to być dziedziny takie jak sztuka - film, muzyka, książki czy rzemiosło tworzone przez ludzi bez udziału algorytmów i robotów - a także te z udziałem komunikacji międzyludzkiej takie jak edukacja czy opieka medyczna.
Wszystko to jednak przy optymistycznym założeniu, że na świecie będzie wystarczający odsetek ludzi ceniących autentyczność i humanizm, których potrzeb nie będą w stanie zaspokoić produkty cyfrowe i który będzie miał coś do zaoferowania w nowym handlu wymiennym. A to nie jest wcale pewne.













