W skrócie
- Kalifornia wprowadza cyfrowe zawiadomienia o wykroczeniach, które mogą skutkować odebraniem firmom technologicznym licencji na eksploatację pojazdów autonomicznych.
- W Polsce od 24 czerwca 2026 r. dozwolone są testy samochodów autonomicznych na drogach publicznych, jednak obecność kierowcy z prawem jazdy jest nadal obligatoryjna.
- Odpowiedzialność za szkody spowodowane przez pojazdy autonomiczne podczas testów w Polsce spoczywa na posiadaczu pojazdu, zgodnie z przepisami Kodeksu cywilnego.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Rośnie liczba mandatów dla aut bez kierowcy
Autonomiczne taksówki i pojazdy testowe coraz częściej stwarzają zagrożenie na drogach, zmuszając regulatorów do wprowadzania ostrzejszych przepisów. W lipcu 2026 r. w San Francisco samochód marki Waymo przejechał przez zapaloną petardę, a pasażerowie musieli ratować się ucieczką z dymiącego auta. W innym incydencie dwa pojazdy zablokowały ruch na 50 minut, wywołując panikę u kierowców. Z kolei w Austin pięć autonomicznych aut zablokowało dojazd służbom ratunkowym do miejsca strzelaniny, w której zginęły cztery osoby.
"Pytanie nie brzmi, czy to doprowadzi do śmiertelnej sytuacji dla kogoś, ale raczej kiedy" - skomentowała Paige Ellis z rady miasta Austin. Podczas gdy zwykły kierowca za takie przewinienie stanąłby przed sądem lub dostał wysoki mandat, robotaksówki długo pozostawały bezkarne. Póki co przecież urządzenia nie ponoszą odpowiedzialności jak ludzie. Miasta na całym świecie dopiero uczą się, jak egzekwować prawo od maszyn, które gromadzą tysiące mandatów bez większych konsekwencji dla ich właścicieli.
W samej stolicy Kalifornii w 2024 r. Waymo otrzymało ponad 589 mandatów za złe parkowanie na kwotę 65 tys. dolarów, traktując te kary jako zwykły koszt prowadzenia działalności. Policja była dotąd bezsilna wobec aut bez kierowcy, które łamały przepisy drogowe. W przypadku parkowania mandat trafia na przednią szybę i płaci go właściciel floty. Problem pojawia się w chwili zatrzymania pojazdu w ruchu, gdy tradycyjne bloczki mandatowe okazują się bezużyteczne ze względu na brak człowieka za kierownicą.
Punkty karne dla maszyn. Firmy mogą tracić licencje
Kalifornia wprowadza nowe regulacje, aby skutecznie łatać luki w prawie drogowym. Od 1 lipca 2026 r. policja ma prawo wystawiać specjalne zawiadomienia o naruszeniu przepisów, które trafiają bezpośrednio do baz danych stanowego departamentu komunikacji (DMV) w ciągu 72 godzin. Firmy technologiczne są teraz zobowiązane do odbierania połączeń od służb ratunkowych w czasie krótszym niż 30 sekund. Dodatkowe kary finansowe przewidziano za wjeżdżanie w strefy działań ratunkowych i utrudnianie pracy straży czy policji.
"W teorii pojazdy autonomiczne to licencjonowani kierowcy, a ktoś jest ich właścicielem i operatorem. Powinny być traktowane jak każdy inny licencjonowany kierowca" - wyjaśnia Gregory Keating, profesor prawa na University of Southern California. W praktyce brak fizycznego kierowcy uniemożliwia przyznanie punktów karnych, dlatego system zawiadomień działa podobnie do pozwoleń na emisję zanieczyszczeń. Nagromadzenie wykroczeń może doprowadzić do całkowitego cofnięcia licencji na testy i przewozy.
To bezkompromisowe podejście jest odpowiedzią na incydent z San Bruno w stanie Kalifornia, gdzie policjanci zatrzymali robotaksówkę wykonującą nielegalny manewr nawracania. Funkcjonariusze połączyli się z konsultantem przez głośnik, jednak brak ram prawnych uniemożliwił wystawienie mandatu na miejscu.
Dla tradycyjnych uczestników ruchu drogowego sytuacja ta wywołuje spore poczucie niesprawiedliwości i frustrację. Podczas gdy pojedynczy mandat za nieprawidłowe parkowanie może mocno uderzyć w budżet domowy szarego obywatela, wielkie korporacje bez mrugnięcia okiem wydają miliony dolarów na opłacanie kar. Sytuacji nie poprawia fakt, że flota aut Waymo powiększyła się w ciągu roku z 700 do blisko 4000 pojazdów, a kolejne firmy przygotowują się do masowych wdrożeń na ulicach miast.
Pojazdy autonomiczne w Polsce. Kto ponosi odpowiedzialność karną?
Od 24 czerwca 2026 r. polskie prawo zezwala na testowanie samochodów autonomicznych na drogach publicznych. Nowe regulacje kończą erę prób wyłącznie na zamkniętych torach, przenosząc je na wyznaczone odcinki autostrad A1, A2, A4, drogi ekspresowe oraz w okolice uczelni technicznych. Zmiany prawne nie oznaczają jednak, że kierowcy mogą natychmiast przesiąść się na tylne siedzenie i zdrzemnąć się w drodze do pracy. Każdy testowy pojazd musi być wyraźnie oznakowany, a za kierownicą zawsze musi zasiadać człowiek z prawem jazdy.
Kwestia odpowiedzialności karnej opiera się na przepisach Kodeksu cywilnego. Za wszelkie szkody odpowiada posiadacz pojazdu, jednak na potrzeby testów prawnicy wyróżniają trzy scenariusze. Odpowiedzialność może spaść na producenta w przypadku wady konstrukcyjnej, na dostawcę oprogramowania przy błędzie algorytmu lub na człowieka, jeśli ten ignorował wezwania systemu do przejęcia kontroli.
W okresie próbnym całe ryzyko ubezpieczeniowe spoczywa na organizatorze testów. Polska planuje iść w ślady rozwiązań zagranicznych, gdzie niemiecka ustawa z 2021 r. wprowadziła obowiązkowe czarne skrzynki rejestrujące decyzje komputera, a brytyjski Automated Vehicles Act z 2024 r. zdejmuje odpowiedzialność z człowieka w trybie autonomicznym. Wdrożenie podobnych regulacji nad Wisłą nastąpi jednak dopiero za parę lat.













