Nagła akcja serwisowa Airbusa. O krok od uziemienia tysięcy lotów
Airbus został zmuszony do przeprowadzenia jednej z największych akcji serwisowych w swojej historii po wykryciu potencjalnej awarii układu sterowania lotem w samolotach rodziny A320. Dzięki szybkiej reakcji Wizz Air udało się zminimalizować zakłócenia w ruchu lotniczym. Kluczową rolę odegrała błyskawiczna aktualizacja oprogramowania i zaangażowanie personelu.

Airbus przeprowadził jedną z największych akcji serwisowych w 55-letniej historii producenta, wymuszonej przez możliwość wystąpienia awarii układu sterowania lotem. Akcja naprawcza wstrząsnęła m.in. amerykańskimi liniami lotniczymi i utrudniła globalny ruch w okresie świątecznym.
Loty bez opóźnień. Wizz Air opanowało sytuację
Wizz Air potwierdza, że wymagana przez firmę Airbus aktualizacja oprogramowania została w nocy pomyślnie wdrożona we wszystkich objętych nią samolotach rodziny Airbus A320.
- Bezpieczeństwo pozostaje dla nas absolutnym i nadrzędnym priorytetem, a we wszystkich obszarach naszej działalności utrzymujemy najbardziej rygorystyczne standardy - powiedział Diarmud O'Conghaile, Chief Operations Officer w Wizz Air.
- Pragnę również złożyć serdeczne podziękowania naszym oddanym pracownikom WIZZ, którzy przez całą noc niestrudzenie pracowali nad szybkim i sprawnym wdrożeniem aktualizacji. Dzięki ich zaangażowaniu nasi pasażerowie mogli podróżować zgodnie z planem, pomimo napotkanych wyzwań - dodał O'Conghaile.
Problemy Wizz Air z układem sterowania
Wizz Air to jeden z największych przewoźników działających w Polsce. Eksploatuje flotę samolotów Airbus A320 i A321.
Okazało się, że 6,5 tysiąca maszyn z rodziny Airbus A320 na całym świecie wymagały przeglądu technicznego oraz aktualizacji oprogramowania - wezwano do natychmiastowego wstrzymania wszystkich lotów. Przewoźnik podkreślił, że zdaje sobie sprawę z możliwych zakłóceń w funkcjonowaniu przewoźników, co miało odbić się na klientach. Naprawa miała trwać około dwóch godzin, jednak była konieczna do ponownego uruchomienia samolotów. W nocy z piątku na sobotę udało się opanować sytuację, w związku z czym loty odbędą się bez opóźnień.
A to wszystko zaczęło się od lotu z 30 października linii JetBlue z Cancun w Meksyku do Newark w stanie New Jersey w USA, kiedy to samolot z rodziny A320 nagle zaczął tracić wysokość w sposób niekontrolowany. W wyniku tego piloci byli zmuszeni lądować awaryjnie w Tampie na Florydzie, gdzie około 15 osób zostało przewiezionych do szpitala.
Po zbadaniu incydentu okazało się, że problem tkwił w "negatywnym oddziaływaniu promieniowania słonecznego na dane, które mają kluczowe znaczenie dla układu sterowania lotem".










