Reklama

Żonaci żyją dłużej...

Na całym świecie mężczyźni chorują częściej i żyją krócej niż kobiety. Czy tak być musi? Niekoniecznie. Naszemu zdrowiu szkodzi też tradycyjny model wychowania i stereotyp twardziela. Ale to, z pomocą kobiet, akurat można zmienić.

James Bond jest symbolem męskości i prowadzi niebezpieczne życie. Pije, pali, wdaje się w bójki i rzecz jasna podrywa kobiety. Choć w służbie Jej Królewskiej Mości trwa niemal pół wieku, zdaje się niezniszczalny. Niestety, to możliwe tylko w kinie.

Statystyki są dla mężczyzn nieubłagane: na całym świecie żyją oni średnio siedem lat krócej niż kobiety. A u nas? Przeciętny Polak dobija zaledwie siedemdziesiątki, podczas gdy Polka przeżywa go o dziewięć lat. Przez lata fakt, że mężczyźni wcześniej umierają, specjalnie nie dziwił. Lekarze zakładali, że tak po prostu jest, twierdzi dr Marianne J. Legato w książce "Dlaczego mężczyźni umierają pierwsi" (wyda ją wkrótce Dom Wydawniczy REBIS). Legato, kardiolog z Columbia University, należała do specjalistów, którzy pod koniec XX wieku zwrócili uwagę, że obie płcie inaczej przechodzą niektóre choroby, np. układu krążenia. Chorują w innym momencie życia, mają inne objawy i odmiennie reagują na leki. Dziś te różnice bada medycyna nastawiona na płeć.

Reklama

Mężczyźni są gorzej przystosowani do zwalczania chorób. To przez testosteron, który nadaje im męskie cechy fizyczne, a przy okazji obniża odporność. Testosteron popycha do ryzykownych zachowań, a ponieważ tłumi odczuwanie bólu, naraża też na wypadki. Specjaliści podejrzewają, że różnic w długości życia płci nie można tłumaczyć wyłącznie biologią.Nie bez znaczenia są też role, jakie wyznaczamy mężczyznom, uważa dr Legato. Mają być silni i niezawodni. Cechy te wzmacniamy w nich od dzieciństwa, co niekoniecznie wychodzi im na dobre.

Tresura dla Jasia

Gdy chodzi o zdrowie, mężczyźni mają pod górkę. Już w łonie matki chłopcy bardziej niż dziewczynki są podatni na infekcje, a ciąże takie częściej są zagrożone. Kobiety oczekujące męskiego potomka znacznie częściej mają też cukrzycę ciążową i rodzą zbyt duże dziecko. Chłopcy dotkliwiej odczuwają skutki palenia przez matkę papierosów w ciąży czy jej depresji poporodowej. W dzieciństwie słabiej bronią się przed chorobami i częściej ulegają wypadkom. Przyczyna tkwi pewnie w tym, że chętnie wyrażają emocje fizycznie. W zabawach przepychają się i kotłują, a nie zawsze umieją ocenić bezpieczeństwo. Widać to zwłaszcza u nastolatków: ośrodki kory mózgowej odpowiedzialne m.in. za kontrolę emocji i zachowania rozwijają się u dorastających chłopców wolniej niż u rówieśniczek, przez co łatwo pakują się w kłopoty. Dlatego, twierdzi dr Legato, wymagają oni szczególnego nadzoru i edukacji, by nie zrobili sobie krzywdy. I nauczyli się zapobiegać chorobom, np. tym przenoszonym przez seks. Tymczasem, jak zauważa William Polack, dyrektor Centrum Zdrowia Mężczyzn i Młodych Mężczyzn z McLean Hospital w Bostonie, w wychowywaniu chłopców kompletnie te sprawy pomijamy. Zamiast chronić, jeszcze bardziej nakłaniamy ich do brawury, agresji, rywalizacji. Uczymy lekceważyć ból i dyskomfort, nie okazywać strachu, nie szukać pomocy lub wręcz jej odmawiać. Wszystko to sprawia, że szybko uczą się ignorować potrzeby swojego ciała.

Kompleks maklera

Skutki widać już u młodych mężczyzn. "Wśród moich pacjentów są finansiści z Wall Street", opowiada w swej książce Marianne Legato. Świetnie ubrani i szalenie lekkomyślni. Spanie dłużej niż cztery godziny na dobę uznają za objaw słabości. Często w rozjazdach, bez wahania zmieniają strefy czasowe i klimat nawet kilka razy w miesiącu. Biorą leki nasenne w nocy i środki stymulujące rano. Wielu z nich zjada jeden olbrzymi posiłek dziennie, pije zbyt dużo kawy i alkoholu. Napędza ich adrenalina zmieszana z ambicją, a życie w ciągłym stresie ma wynagrodzić roczna premia. Brzmi znajomo? Skłonność do agresji i rywalizacji wciąż zapewnia w społeczeństwie sukces.

Podobnie w świecie zwierząt: łoś z imponującym porożem ma większe szanse na zdobycie partnerki. Ale ten atut może się okazać przekleństwem, gdy ciężkie rogi przeszkadzają w walce. Presja, by mężczyźni zarabiali coraz więcej, może ich pchać do wyniszczającego trybu życia i sprzyjać depresji. Zdaniem Legato choroba ta niesłusznie nosi etykietkę kobiecej. Statystyki wskazują wprawdzie, że cierpi na nią dwa razy więcej kobiet. Ale to głównie mężczyźni, zauważa amerykańska kardiolog, popełniają samobójstwa i nadużywają alkoholu. Kobietom łatwiej przyznać się do pogorszenia nastroju. Mężczyźni, jeśli już poproszą o pomoc lekarza, będą się skarżyć na kołatanie serca, bóle kręgosłupa czy kłopoty ze snem. A depresja i przewlekły stres mogą prowadzić do przedwczesnego rozwoju nadciśnienia, cukrzycy czy chorób krążenia. Jak pokazują statystyki, zawały są główną przyczyną śmierci mężczyzn już od 35. roku życia! - Co gorsza, nie mają oni świadomości zagrożenia. Ani wiedzy, jak o siebie dbać - zauważa prof. Krzysztof Kula, szef Katedry Andrologii i Endokrynologii Płodności Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Z badań, które profesor prowadził nad dietą Polaków, wynika, że synonimem zdrowego żywienia jest dla nich wieprzowina i wołowina. Mają też słabość do białego pieczywa, miękkich makaronów i słodyczy. - A gdzie tu miejsce na ryby i warzywa? Do zmiany nawyków łatwiej przekonać pacjentów, którzy spędzili wakacje w Grecji czy we Włoszech. I zobaczyli, że mężczyźni jedzą tam smacznie i mniej tłusto - mówi prof. Kula. Polacy słabo też kojarzą wpływ trybu życia na rozwój chorób krążenia czy nowotworów. Sądzą, że pierwsze problemy ze zdrowiem zaczną ich trapić po pięćdziesiątce. - I tu się niestety mylą, bo np. dyslipidemia, czyli podwyższone wartości cholesterolu i trójglicerydów we krwi, pojawiają się u nich już między dwudziestym, a trzydziestym rokiem życia - mówi prof. Kula. Pokazały to m.in. badania, które specjaliści prowadzą wśród mieszkańców Łodzi i okolic. Wielu z nich ma do tego podwyższony poziom cukru, a coraz większy odsetek tych najmłodszych pali papierosy. - Gdyby nie program badawczy, pewnie nie trafiliby do lekarza - przypuszcza prof. Kula. - Tymczasem każdy dwudziestolatek powinien znaleźć sobie dobrego lekarza i raz w roku profilaktycznie się u niego przebadać - mówi specjalista. I tu jest rola dla kobiety: siłą zaciągnąć do przychodni nikogo się nie da. Mężowi, ojcu czy synowi można jednak stale przypominać o terminach badań.

Ech, ten testosteron!

Ani wysoki cholesterol i cukier, ani nadwaga nie bolą. Do wizyty u specjalisty mogłyby za to skłonić mężczyzn bardziej widoczne kłopoty. Na przykład zaburzenia erekcji. U Polaków pojawiają się nawet w okolicach trzydziestki, są skutkiem stresu i przedwczesnej miażdżycy. Tyle że młodzi ludzie ich u siebie nie dostrzegają. Współżyją rzadziej niż mieli w zwyczaju, zaniepokojonym żonom tłumacząc, że spadł im temperament. Paradoksalnie ich zadowolenie z pożycia wzrasta, czego prof. Kula i jego współpracownicy, którzy badali ten problem, nie potrafią jeszcze wyjaśnić. - Chyba ani mężczyźni, ani kobiety do końca nie wiedzą, jak z tym seksem być powinno - uważa specjalista. - Jeśli któryś pacjent już się zaniepokoi, biegnie do urologa po tabletki na potencję. A powinien pójść do kardiologa i zrobić wysiłkowe EKG, bo kłopoty z erekcją to pierwszy objaw arteriosklerozy - mówi prof. Kula. Nie warto zwlekać. Skutkiem nieleczonych chorób krążenia, a także otyłości, cukrzycy, astmy, przewlekłych zaburzeń pracy nerek czy wątroby może być spadek produkcji testosteronu. Niższe jego stężenia sygnalizują proces starzenia się organizmu, pierwsze tego objawy pojawiają się zazwyczaj po czterdziestce. Ale u łodzian, którzy o siebie nie dbali, poziom testosteronu był niższy już po trzydziestym roku życia!

Żonaci żyją dłużej

Mężczyzn powinno się też uczulać na pierwsze objawy raka jądra. Nowotwór ten atakuje głównie młodych, w wieku 20-45 lat, a szczyt zachorowań przypada na mniej więcej trzydziesty trzeci rok życia. Podobnie jak w przypadku innych nowotworów i tego można zwalczyć, jeśli pacjent wcześnie zgłosi się do lekarza. Alarmującym objawem jest każde powiększenie lub zmiany w jednym z jąder. Łatwo je wyczuć pod palcami, nawet zobaczyć gołym okiem. Polacy, także ich partnerki, przeważnie to bagatelizują. Szukają pomocy najczęściej dopiero, gdy całe jądro jest zajęte i grożą przerzuty do węzłów chłonnych. - Nas, lekarzy, dziwi fakt, że pacjenci deklarują brak poczucia choroby. Bardzo wyraźnie rozgraniczają swoje "ja" i swój organizm. Przyczynia się do tego na pewno fałszywe poczucie wstydu i brak edukacji. Młodych chłopców i mężczyzn należałoby uczyć samobadania jąder i zwracania uwagi na zmiany w organizmie - mówi prof. Kula. Takie uwrażliwienie może uratować im życie. Choć to u kobiet wykrywa się najwięcej czerniaków, na raka skóry częściej umierają mężczyźni. Powód: lekceważą znamiona, a nawet rany, a wizytę u dermatologa wciąż uznają za niemęską.

Wyniki ankiet wśród mieszkańców UE pokazują też, że Polacy mają więcej oporów niż np. mężczyźni z południa Europy, by zrobić kolonoskopię. To badanie jelita grubego, zalecane przeważnie od 50. roku życia, pomaga wykryć groźne polipy, zanim przekształcą się one w nowotwór. Unikanie badań, tłusta dieta i brak ruchu sprawiają, że rak jelita grubego jest jednym z najczęstszych zabójców mężczyzn po pięćdziesiątce. Na szczęście, zauważa prof. Kula, polscy pacjenci zaczynają dbać o prostatę i dziś łatwiej niż parę lat temu namówić ich na badanie. Coroczne kontrole należy zacząć po pięćdziesiątce, ale do urologa trzeba się wybrać wcześniej, jeśli pojawią się problemy z oddawaniem moczu.

Czy mężczyźni zaczną bardziej o siebie dbać? Do tej pory polegali w tym na partnerkach: żonaci są zdrowsi i statystycznie żyją dłużej niż single, rozwodnicy i wdowcy. Znaczących różnic nie ma między mężatkami a kobietami żyjącymi w pojedynkę. Jest jednak szansa, że na tym polu panowie wybiją się na samodzielność. Z najnowszych badań naukowców z Michigan State University wynika wprawdzie, że wśród Amerykanów najlepszą formą nadal cieszą się żonaci, ale pod względem zdrowotnych parametrów doganiają ich już single. Biorą zdrowie w swoje ręce. Lepiej jedzą, pilnują wagi, robią kontrolne badania. Oby tak dalej!

Aleksandra Stelmach

P jak profilaktyka

Kilka prostych badań pomoże się upewnić, że z kondycją mężczyzny wszystko jest w porządku. Co sprawdzać i jak często, podpowiada prof. Krzysztof Kula, szef Katedry Andrologii i Endokrynologii Płodności UM w Łodzi.

Dwa razy w roku

Chodzić na kontrolę do dentysty.

Zmierzyć ciśnienie krwi. Najlepiej, by wynosiło ono 120/80 mmHg, a najwyżej 135/85 mmHg. Zważyć się i sprawdzić swój indeks masy ciała, czyli BMI. Powinien być w granicach 19-25 punktów. Indeks oblicza się, dzieląc masę ciała w kilogramach przez wzrost w metrach podniesiony do kwadratu. Zmierzyć sobie obwód w pasie. Dopuszczalny wynik to maksymalnie 102 cm, choć według ostrzejszych kryteriów najwyżej 92 cm.

Raz w roku

Od dwudziestego roku życia badać poziom cholesterolu (nie powinien przekraczać 200 mg/dl) oraz trójglicerydów we krwi: optymalne wartości dla mężczyzn to 50-150 mg/dl. Szczepić się przeciw grypie.

Badać prostatę u urologa po przekroczeniu pięćdziesiątki.

Raz na pięć lat

Prześwietlić klatkę piersiową, zwłaszcza w przypadku palaczy.

Raz na dziesięć lat

Po przekroczeniu pięćdziesiątego roku życia zrobić badanie jelita grubego, czyli kolonoskopię. Badanie jest refundowane w ramach ubezpieczenia zdrowotnego.

Twój Styl
Dowiedz się więcej na temat: objawy | statystyki | kłopoty | kula

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy