Nintendo liderem rynku dzięki kontrolerowi Revolution?

W wywiadzie dla branżowego serwisu informacyjnego Jim Merrick z europejskiego oddziału Nintendo stwierdził, że ujawniony na japońskich targach Tokyo Game Show kontroler do nowej konsoli firmy może całkowicie zmienić obecny stan rynku gier.

Kontroler przypominający wyglądem pilot do telewizora wnosi ze sobą ogromną innowację za sprawą wbudowanych detektorów ruchu, które pozwalają na operowanie przyrządem już poprzez samą zmianę jego położenia w przestrzeni. Kontroler całkowicie zmienia poziom interaktywności gier, pozwalając na bezpośredni udział w nich poprzez np. machanie nim w powietrzu jak mieczem, aby wykonać cięcia widoczne na ekranie telewizyjnym.

"Sporo rozmawialiśmy o rozszerzeniu populacji graczy i przełamaniu pewnych barier i nowy kontroler jest w sporej mierze częścią tego planu" - stwierdza Jim Merrrick, szef marketingu w europejskim oddziale Nintendo. "Mamy poważnych konkurentów i nie zamierzam nic obiecywać, ale to konsola Revolution ma potencjał, aby przedrzeć się do nowych grup graczy, do których wcześniej nie mogliśmy sięgnąć. Dotrze też do najbardziej zagorzałych zwolenników tej rozrywki".

Merrick nie kryje, że Nintendo przewiduje, iż konkurenci będą zainspirowani nowym kontrolerem: "My mamy prawie 20 lat doświadczenia w projektowaniu kontrolerów - projektów, na których oparło swoje istnienie Nintendo. Wpływ na branżę będzie nieunikniony. Nintendo ma zamiar agresywnie strzec swojego pomysłu przed skopiowaniem".

Przedstawiciel Nintendo dodał też, że prace nad kontrolerem są już na ukończeniu: "Zamierzamy wprowadzić jeszcze kilka drobnych poprawek, ale w zasadzie całość jest już gotowa".

Zapytany o obsługę innego sprzętu niż telewizory potwierdził, że urządzenie sprawnie działa z monitorami LCD, telewizorami plazmowymi i projektorami. Dodał również, iż firma nie zamierzała wystawiać się na targach TGS, aby skupić całkowitą uwagę wszystkich na nowym kontrolerze, a nie na liczeniu ilości polygonów tworzących oprawę graficzną gier.

Merrick stwierdził również, że nie pojawienie się grywalnej wersji konsoli Revolution na targach E3 w przyszłym roku byłoby sporą porażką. Odpowiedź tą można traktować jako sugestię, że premiera tego sprzętu może odbyć się szybciej niż myślimy.

Reklama
INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama