Reklama

Sprawdzamy iriver H10

Oprócz iPoda i odtwarzaczy Creative, na polskim rynku doskonale radzi sobie jeszcze jedna marka - iriver.

Jak się okazuje, odtwarzacz MP3 może służyć do wielu rzeczy. Na przykład taki iriver H10 (wcześniejsza pisownia - iRiver) spełnia rolę nie tylko playera muzycznego, ale i detonatora ładunku wybuchowego. Tak przynajmniej twierdzą twórcy serialu "24 godziny", którzy w szóstym sezonie tej popularnej serii uczynili z irivera broń masowego rażenia. Tyle anegdot - my nie będziemy używać irivera do detonowania bomb, tylko do słuchania muzyki - mam nadzieję, że czytający ten test postąpią podobnie.

"Najpopularniejsza marka w Polsce?"

Reklama

Jeden z moich kolegów, podczas rozmowy na temat Apple i jego iPoda powiedział: "W Polsce i tak wszyscy mają iriver - to najpopularniejsza marka w naszym kraju". Badań rynku, które potwierdzają to stwierdzenie nie mam, zresztą opinię mojego znajomego należy traktować jako spore uproszczenie. Jedno jest jednak pewne - firma iriver stała się marką tak samo dobrze rozpoznawaną, jak firmy Apple czy Creative. A to już jakieś osiągnięcie.

Produkowane przez Koreańczyków z firmy iriver (część firmy ReignCom) odtwarzacze występują w kilku rodzajach, ja miałem szansę przetestować iriver H10 - odtwarzacz z 20-gigowym dyskiem twardym. Poniżej znajdziecie kilka przemyśleń oraz odpowiedź na to, czy iriver rzeczywiście jest wart komentarza mojego znajomego.

Pierwsze wrażenie

W pudełku, oprócz odtwarzacza, trafimy na słuchawki, futerał z klipsem do paska, kabel USB 2.0, zasilacz i płytę CD z oprogramowaniem do przerzucania multimediów oraz wielojęzyczną instrukcję (samo urządzenie nie ma polskiego menu). Słuchawki są rzeczywiście dobre i bynajmniej nie napiszę tutaj "jak na standardy tego typu urządzeń" - mogę powiedzieć tylko tyle, że używałem ich także do innych odtwarzaczy MP3, co o czymś na pewno świadczy. Natomiast sam futerał przypomina gumową rękawiczkę i raczej nie robi pozytywnego wrażenia. Do instrukcji oraz kabli zarzutów nie mam (niby jakie). Tradycyjnie cieszy mnie, kiedy w zestawie można znaleźć wszystko, co jest potrzebne do użytkowania tego typu urządzeń - niektórzy producenci nadal o tym zapominają.

Skupmy się teraz na playerze. Niestety, widać, że model ten nie opuścił deski kreślarskiej wczoraj - design jest dość standardowy i można spokojnie powiedzieć, że nie pasuje do dzisiejszych standardów. Mimo tego wymiary 2,4 na 0,85 na 4 cali (i waga 164 gramów) mieszczą się w granicach dopuszczaloności. Pozytywne wrażenie robi natomiast wyświetlacz TFT (128 na 160) - jest stosunkowo duży i ma dobrą jakość. W tej kwestii producent dobrze się spisał.

Pozytywne wrażenie robi również sam mechanizm sterowania - oprócz znajdujących się po prawej stronie przycisków Play/Pause oraz przycisków przenoszących nas o jeden track do tyłu i do przodu, najczęściej będziemy używać dotykowego panelu za pomocą którego poruszamy się w górę i w dół po menu. Według mnie, tego typu rozwiązania spisują się lepiej niż niezbyt wygodne "dżojstiki", często stosowane przez niektórych producentów. Kolejny plus dla iriver.

"W praniu"

Podczas testów odtwarzaczy multimedialnych zawsze staram się sprawdzić urządzenie w każdym możliwym środowisku - przecież kupujący ma zamiar chodzić ze swoim iriver, jak zwykło się mawiać, "wszędzie". Podczas mobilnego słuchania muzyki na H10 zbawieniem (oraz przekleństwem) okazuje się być sam rozmiar urządzenia. Przed chwilą napisałem, że H10 mieści się on w granicach dopuszczaloności, jednak czasami bywa on mało poręczny. Natomiast plusem tak sporej konstrukcji jest wytrzymałość - po prostu widać, że w razie jakiegoś upadku, urządzenie na pewno nie ulegnie autodestrukcji. Dość ważna sprawa w przypadku playera MP3.

Baterie podczas ekstensywnego słuchania wytrzymują około 8 godzin. Całkiem dobrze spisują się umieszczone z prawej strony przyciski, umożliwiając wygodne przełączanie między utworami. Tradycyjny w tego typu urządzeniach przycisk Hold pomaga uniknąć problemów, kiedy iriver znajduje się w naszej kieszeni.

Dobrze, przejdźmy do głównego dania, czyli słuchania muzyki. Przede wszystkim iriver H10 nie ma zbyt wielu opcji jeśli chodzi o dodatkowe efekty. Znajdziemy tutaj standardowy korektor dźwięku (Pop, Jazz, Rock - znamy to z praktycznie każdego zestawu Hi-Fi) czy możliwość podbicia basów. Natomiast sama jakość dźwięku jest już praktycznie bez zarzutu - iriver H10 rzeczywiście jest odtwarzaczem stworzonym dla fanów muzyki (nie napiszę audiofili, ponieważ takowi raczej MP3 nie słuchają i mogą się oburzyć). Jakie formaty, oprócz MP3, obsługuje testowany iriver? MPEG 1 Audio, MPEG 2 Audio MPEG 2.5 oraz WMA.

Oprócz muzyki, istnieje jeszcze opcja oglądania zdjęć w formacie JPEG oraz czytania plików TXT. Nie jestem fanem zdjęć w wersji na przenośne odtwarzacze, ale umieszczenie tego typu funkcji należy pochwalić. Co do TXT - traktuje to jako ciekawostkę, chociaż ktoś może sobie zrzucić do irivera jakieś krótkie opowiadanie, albo ściągę z historii.

Nie zabrakło także tunera FM oraz dyktafonu (sprzęt ma wbudowany mikrofon). Niby jest to standard, ale niektórzy regularnie zapominają o firmowym umieszczeniu tego typu udogodnień (bez nazw, ale chodzi o pewien najpopularniejszy na świecie player). Do radia nie mam większych zastrzeżeń, dyktafon natomiast na pewno nie ma jakości przeznaczonego do tego typu funkcji urządzenia, ale i tak należy traktować tę funkcję jako dodatek, nie główny powód zakupu. No właśnie, kupowanie.

Kultowe czy nie?

Tak oto dobrnęliśmy do sakramentalnego czasownika "kupować". Czy iriver H10 powinien znaleźć się w kieszeni osoby szukającej playera MP3? Na pewno potencjalnego klienta odstrasza cena. Myślę, że nie warto kupować testowanej tutaj wersji z 20-gigabajtowym dyskiem. Lepiej wybrać tańszy, mający mniejszy HDD odtwarzacza. Tylko osoby chcące zmieścić całą swoją potężną kolekcję muzyki mogą zastanawiać się nad wersją 20 GB. Mojej skromnej osobie najbardziej przeszkadzał rozmiar playera, no i sam jego wygląd, nie pasujący trochę do dzisiejszych czasów. Jednak o tego typu rzeczach decydują klienci, a fani produktów spod znaku iriver nie zauważają tego typu kwestii, uważając H10 i spółkę za kultowe.

Łukasz Kujawa

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje