Reklama

Wróżbita Maciej: Zazdroszczą mi, bo dużo zarabiam

Można zaryzykować stwierdzenie, że większość Polaków chociaż raz w życiu widziała go na ekranie swojego telewizora. Powtarzane podczas programu na żywo zdanie "Pani wie o czym ja mówię" - to bez wątpienia jego znak rozpoznawczy. Z wróżbitą Maciejem spotkaliśmy się, by porozmawiać m.in. o pieniądzach, jakie zarabia się na stawianiu kart, poważnym konflikcie z kolegą po fachu i prostytutce, której wróżba pociągnęła za sobą pewne konsekwencje...

Jak to się stało, że został pan wróżbitą?

Wróżbita Maciej: Mając siedemnaście lat poszedłem z moją świętej pamięci mamą do wróżki. Ten świat ezoteryki tak bardzo mnie zaintrygował, że poczułem ogromną potrzebę poznania go bliżej. Kupiłem klasyczne karty i zacząłem działać. Sporządzałem wiele notatek i z każdym kolejnym rozdaniem miałem coraz większą wprawę i wiedzę na ten temat. Później przyszedł czas na tarota i runy.

To dosyć nietypowe zajęcie jak dla nastolatka. Pana koledzy szli po szkole pograć w piłkę, a pan zamykał się w domu i wróżył?

Reklama

To jest tzw. pojęcie duszy starej, a ja właśnie nią jestem. Każdy ma swoje zainteresowania. Jeden lubi czytać książki, ktoś inny woli pisać wiersze. Co ciekawe - ja także jestem poetą, bo wydałem swój tomik. Tak naprawdę nie uzewnętrzniałem się z moim wróżbiarstwem. Niespecjalnie się tym chwaliłem. Na studiach kładłem karty swoim znajomym i nikt z tego nie szydził.

Wróżbiarstwo to męski zawód?

To dzięki mnie ten zawód stał się popularny wśród mężczyzn, bo nie ma co ukrywać, że jestem jego popularyzatorem. Kiedyś chodziło się do wróżki, ale dzisiaj w lawinowym tempie przybywa wróżbitów. Absolutnie nie można powiedzieć, że jest to typowo kobiecy zawód. Przecież intuicję posiada zarówno płeć piękna, jak i ta brzydsza. Trzeba ją tylko odpowiednio rozwijać.

Co należy zrobić, by zostać wróżbitą? Wykształcenie ma w ogóle jakieś znaczenie?

Na pewno trzeba się urodzić osobą ze specyficzną intuicją. Wykształcenie można nabyć uczęszczając do szkoły psychotronicznej. Ale ja takiej szkoły nie skończyłem, bo uważam, że bez niej także można posiąść odpowiednią wiedzę. Kwalifikacje zdobywa się przede wszystkim przez doświadczenie. Tutaj najważniejsze są dwie rzeczy: kładzenie kart i ich opanowanie. Co należy zrobić, żeby zostać wróżbitą? Wróżbitą trzeba być w środku. Ponadto ważne jest poznanie teorii, którą ja przyswoiłem dzięki odpowiedniemu wyczuciu, wspomnianej intuicji.

Oczywiście można wykuć na blachę wszystkie karty i z nich czytać, ale mija się to z celem. Trzeba mieć odpowiednie wyczucie. Ja słynę z tego, że ludzie mi przytakują, kiedy mówię im, co widzę w kartach. Doskonale potrafię je interpretować.

Kiedy pan postanowił, że wróżbiarstwo będzie zawodem, z którego będzie się pan utrzymywał? Bo z wykształcenia jest pan protetykiem...

Krótko po maturze stwierdziłem, że chcę iść tą drogą. Ale pan źle to nazwał, bo sugeruje pan, że wybrałem wróżbiarstwo tylko i wyłącznie z powodu pieniędzy. Nigdy w ten sposób do tego nie podchodziłem. Co więcej - dzisiaj także nie uprawiam wróżbiarstwa stricte dla kasy.

Gdyby z wróżbiarstwa nie dało się żyć, to pewnie dziś zajmowałby się pan czymś innym...

Ależ oczywiście, że tak. Wszystko zależy od fachowości i popularności. Jest masę wróżek, które za wizytę biorą 40 złotych i nie stać ich na opłacenie rachunków. Natomiast ja jestem bardzo dobry, mam wielu klientów i w związku z tym dobrze zarabiam. Należy także pamiętać, że prowadzę swoje programy w TVN, TVN7, Tele5, ITV. Ostatnio musiałem nawet zrezygnować z dziesięciu propozycji telewizyjnych, bo brakowało mi czasu.  W miesiącu prowadzę kilkadziesiąt programów, więc sam pan widzi, że się nie nudzę. Nie wróżę dla pieniędzy. Wróżę, bo to moja pasja i uwielbiam to robić. Mogę się tylko cieszyć, że ta moja pasja pozwala mi zarabiać.

Czy zaglądając w karty zarobi pan więcej niż zaglądając komuś w zęby?

Technik dentystyczny także zarabia dobre pieniądze. Przeciętna wróżka zarabia tyle, ile przeciętny protetyk.

Ale pan nie jest przeciętną wróżką. Wróżbitę Macieja kojarzy bardzo dużo ludzi.

Oczywiście ma pan rację. Przyznam nieskromnie, że to dzięki mnie rozwinęły się telewizyjne programy ezoteryczne. To moja zasługa, że zaczęły być one interesujące dla widza. Gdybym się ludziom nie podobał, to wróżbity Macieja już dawno by nie było. Jestem popularny, więc przekłada się to na moją sytuację materialną. Ale proszę mi wierzyć, że nie patrzę na swoją pracę przez pryzmat pieniędzy. Wiem, że się powtarzam, ale tak właśnie jest. Gdybym był pazerny na kasę, to siedziałbym w telewizji od rana do nocy i napychał kieszenie banknotami.

Nie boi się pan, że moda na ezoterykę w końcu przeminie? Co wtedy?

Nie wydaje mi się, by ten boom tak szybko minął. Rzekłbym, że to nawet nie jest moda na ezoterykę, ale przede wszystkim moda na wróżbitę Macieja. Ja też mogę panu powiedzieć, że być może dziennikarstwo kiedyś się skończy. I co wtedy? Co pan będzie robił? Nie ma sensu myśleć w ten sposób.

Chodzi mi bardziej o to, czy ma pan jakiś inny pomysł na siebie.

Nie mam. Wróżbiarstwo jest moją drogą życiową i nie widzę siebie w innym zawodzie. Wróżbita Maciej będzie kiedyś stary, brzydki i garbaty, ale to nie oznacza, że zrezygnuje z tego fachu. Ja to kocham i czuję powołanie. Ludzie do mnie wracają, bo moje wróżby się sprawdzają. Zatem jeśli moja praca ma sens i jest skuteczna, to nie sądzę, żebym nagle musiał się imać czegoś innego.

Czuje się pan celebrytą?

Nie.

Nie ma pan obawy, że w końcu trafi pan na czołówki serwisów plotkarskich i media zaczną się interesować prywatnym życiem wróżbity Macieja?

Nikomu nie pozwolę przekroczyć pewnej granicy.

Wiele znanych osób tak mówiło...

Byłbym hipokrytą, gdybym powiedział, że nie lubię mediów, telewizji, popularności i tego splendoru. Potrafię przyznać, że to miłe, gdy dobrze się o mnie mówi. Ludzie, którzy pracują w telewizji i którzy twierdzą, że nie oczekują rozgłosu - po prostu kłamią. Nie uważam się za celebrytę. Być może inni mnie za takiego mają. Proszę wziąć poprawkę na to, że ta nieskromność wróżbity Macieja z telewizji ma niewiele wspólnego z tym prawdziwym, prywatnym Maciejem. W rzeczywistości jestem zwykłym, normalnym człowiekiem. Natomiast mój zawód ma to do siebie, że muszę  w stu procentach wykorzystać każdą minutę mojego programu. Każde wejście na antenę traktuję tak, jakby było moim ostatnim.

Prowadzenie programu na żywo wymaga dużego wysiłku fizycznego i psychicznego?

Oczywiście. Czasami bywa i tak, że dzień zaczynam o szóstej rano, a pracę kończę o 4... nad ranem. Zatem jest to ogromny wysiłek fizyczny. Potencjalny widz może powiedzieć, że takim gadaniem do kamery i tasowaniem kart nie można się zmęczyć. Proszę mi wierzyć, że można. I to bardzo! Przecież nie mogę ziewać na wizji. Wszyscy oczekują ode mnie, że będę gadał sensownie. Nikogo nie obchodzi, że jest środek nocy, a ja już kilkanaście godzin spędziłem w pracy.

Ludzie zaczepiają pana na ulicy?

Ja zazwyczaj przemieszczam się po mieście samochodem, ale faktem jest, że poznają mnie wszędzie. Ludzie proszą o autograf, chcą zrobić sobie ze mną zdjęcie. Takich sytuacji jest bardzo dużo. Ale po ulicach się nie kręcę ze względu na swoje bezpieczeństwo.

Obawia się pan czegoś?

Nie chodzi o to, że się obawiam... Wie pan... ludzie są różni. Po co ktoś ma mnie zaczepiać i marudzić. Raczej unikam interakcji, bo bym chyba zwariował, gdybym miał sobie z wszystkimi robić zdjęcia.

Zdarzały się panu jakieś nieprzyjemne sytuacje?

Nikt mi jeszcze nie groził i nie obrażał mnie. Ludzie podchodzą do mnie z sympatią. Ale nie ma co ukrywać, że spotykam się często z ogromną zazdrością.

Podobno koledzy po fachu panu zazdroszczą...

Zgadza się. Pan by lubił człowieka, który ma tylu klientów i którego wróżby się sprawdzają? Dla reszty wróżbitów jestem niewygodnym przeciwnikiem, bo wyprzedziłem ich wszystkich o kilka długości. Oni zazdroszczą mi tego, że potrafię mówić o czyjeś przeszłości i jestem w tym nieomylny. Moje koleżanki i koledzy nie lubią mnie, bo jestem dobry w tym co robię. Utrudniam im karierę. W każdej telewizji miałem najlepsze statystyki. Zatem czym jest podyktowana ta zazdrość i zawiść?! Przede wszystkim pieniędzmi! Koledzy po fachu zazdroszczą mi kasy! Ale to już nie mój problem. Przecież nie będę przed nikim ukrywał mojego daru i umiejętności. Oni nie rozumieją tego, że jak ktoś goni za pieniędzmi, to ich nie będzie miał. Ja nie gonię, bo nie jestem materialistą. To jest moja pasja i dlatego dobrze zarabiam.

Wystąpił pan kiedyś w programie kabaretowym. Ma pan dystans do całej tej otoczki związanej z magią i wróżeniem?

Nie do otoczki, ale do siebie. Gdybym był mdły i niepopularny, to kabaret "Czesuaf" nie sparodiowałby mnie. Mam do siebie duży dystans, ale do tego co robię, podchodzę z należytą powagą. Gdyby tak nie było, to byłbym nieautentyczny. Oznaczałoby to, że jestem oszustem. A ja nie wciskam ludziom kitu. Przecież nie wykonuję działań ezoterycznych, które nie są autentyczne - typu uzdrawianie, bioenergoterapia i podawanie liczb lotto. To są pierdoły, w które absolutnie nie wierzę. Zajmuję się kartami, które mogą udowodnić, iż potrafię zobaczyć czyjeś życie.

Co pan czuje oglądając swoich kolegów? Pierwszy lepszy przykład to wróżbita David, który na wizji jest bardzo ekspresyjny i często można odnieść wrażenie, że ten pan znajduje się w jakimś zupełnie innym świecie. Czy to nie jest już lekka przesada?

Jak jeszcze pracowałem w Kosmica TV, to ten człowiek w ogóle nie istniał, bo wszyscy dzwonili przede wszystkim do mnie. Natomiast kiedy na swoje życzenie odszedłem z tej telewizji, to wróżbita David nagle został pierwszoplanową postacią, bo nie miał już konkurenta - czyli mnie. I co się okazało? Otóż ten pan zaczął się do mnie upodabniać pod względem ubioru. Tak jak ja zaczął nosić sygnet na palcu prawej ręki, zegarek, tak samo zaczął rozpinać koszulę. Mało tego - zawiesił na szyi taki sam krzyżyk. Przecież to jest śmieszne! Nie uważam, by znał się na tym, co robi. On nie jest autorytetem, bo nie ma pojęcia o kartach tarota.

W Kosmica TV była taka wróżka Dorota Haładyn, która zajmowała się uzdrawianiem drzewa genealogicznego. Dzwoniło do niej mnóstwo ludzi! I co zrobił wróżbita David, kiedy się o tym dowiedział? Zaczął nagle uzdrawiać! Wmawiał widzom, że jest uzdrowicielem, bo zauważył, że może na tym zarobić.

Wielu jest oszustów, którzy zarabiają na ludzkiej naiwności?

Mnóstwo! Klienci nabierają się na "cudowne" uzdrawianie przez ekran telewizora. Dla ezoteryków ta naiwność to prawdziwe żniwa, bo zarabiają na tym pieniądze. Ja wyznaję zasadę, że takie nabieranie klientów działa na krótką metę. Oszukiwaniem niczego się nie osiągnie.

Panu także można zarzucić oszustwo. Jak się pan będzie bronił?

(śmiech) Proszę pana! Niech pan porówna mój program telewizyjny z programem wróżbity Davida! Zobaczy pan, kto jest autentyczny, a kto tylko udaje. Ja potrafię mówić o tym co było, jest i będzie. A jak sprawdzić, że nie oszukuję? Proszę posłuchać ludzi, którzy do mnie dzwonią i mówią, że moja wróżba się sprawdziła. W ostatnim programie powiedziałem pewnej kobiecie, że jej córka w lutym poroniła, a ta kobieta płacząc powiedziała, że to prawda. Takich dowodów na moją autentyczność jest mnóstwo. Wystarczy obejrzeć któryś z moich programów. Mam tę zdolność widzenia rzeczy, które już się wydarzyły. Oczywiście łatwiej jest mówić o przyszłości. No bo każdy może powiedzieć o tym, co będzie. Pan także może zamknąć oczy i oznajmić, że widzi trzy aniołki.

W środowisku naukowym wróżbiarstwo uchodzi za pseudonaukę. Jak pan się do tego odniesie?

No Matko Boska... każdy może wierzyć w to, co chce. Ja nikogo do niczego nie zmuszam. Naukowcy mogą twierdzić, że dany atom coś spowoduje, ale to nie oznacza, że ja mam w to uwierzyć.

W jednym z wywiadów przyznał się pan do bycia Katolikiem. Natomiast Kościół mówi o tym, że wszystkie formy wróżbiarstwa są sprzeczne z jego nauką. Zatem pana zawód kłóci się z pana religią.

A pan nie popełnia grzechów? Przecież każdy z nas to robi.

Ale pan to robi świadomie i jeszcze bierze za to pieniądze.

A ludzie uprawiający seks przedmałżeński nie robią tego świadomie? Poza tym jaki jest ten mój grzech? Czy ja kogoś zabijam? Krzywdzę kogoś? Absolutnie nie! To raczej osoby, które korzystają z moich usług ten grzech popełniają.

Czy rozmawiał pan na ten temat z jakimś duchownym?

(śmiech) Proszę pana! Z moich usług korzystał proboszcz parafii z dużego miasta! Przyszedł do mnie, żebym postawił mu karty i pokazywał nawet swoje zdjęcie z Janem Pawłem II. Ale nie powiem o jakie miasto chodzi, bo nie chcę robić proboszczowi problemów (śmiech). Swego czasu odwiedzał mnie także pewien młody ksiądz. Trafiła się także pani, która powiedziała: "Panie Macieju, pan stawia te karty, bo ja za chwilę muszę iść się z tego wyspowiadać". Dla mnie to tylko dowód na to, że religia nie ma tu nic do rzeczy. Oczywiście znajdą się fanatycy, którzy będą to negować. Ale na dobrą sprawę co im do tego?! Czy oni dają mi pieniądze, że są tak oburzeni? Ja tak samo mogę mieć do kogoś pretensje, że w Polsce jest za dużo kościołów. Tylko po co mam to robić?

Dużo ciekawych osób pana odwiedza? Może jacyś politycy, gwiazdy show biznesu?

Nie mogę o tym mówić.

To niech pan chociaż powie o swoim najdziwniejszym kliencie.

(Chwila zastanowienia) Prostytutka! Powiem więcej - jej wróżba się sprawdziła i zaczęły mnie nawiedzać prostytutki! Mówię poważnie! Mało tego - pamiętam majtki tej pani, bo usiadła w taki sposób, że uniosła nogi i siłą rzeczy widziałem jej zielone majteczki. Sam pan widzi, że przychodzą różni ludzie z różnych środowisk i z różnymi problemami. Nikomu nie mogę odmówić wróżby. Chociaż... ostatnio z moich usług korzystała osoba chora psychicznie. W takich ekstremalnych sytuacjach musze uważać na to, co mówię.

A po co ludzie przychodzą do wróżbitów? Skoro ktoś ma problem, to chyba lepiej iść do psychologa...

Psycholog może powiedzieć, jak rozwiązać dany problem i ewentualnie pocieszyć. A ja nie jestem od pocieszania i głaskania po głowie. Wróżbita Maciej jest od przewidywania. Wróżbita po części jest także psychologiem, ale w żadnym wypadku nie może zastąpić pomocy medycznej. Chcę, żeby to było jasne: wróżbita nie zastąpi psychologa.

Zmieńmy nieco temat. Przyjąłby pan zaproszenie do programu Kuby Wojewódzkiego? Pytam o to dlatego, bo powiedział pan kiedyś, że Wojewódzki jest chamem.

I nie wycofuję się z tego. Nie śmieszą mnie jego żarty i uważam, że jest to człowiek żenujący. Każdy ma prawo do swojego zdania. O mnie także ktoś może powiedzieć, że wróżbita Maciej jest gburem. Ile osób, tyle opinii. Ale co ciekawe - Wojewódzki odniósł się do mnie w pewnym tygodniku. Widocznie wróżbita Maciej bardzo go zabolał. Widzi pan jaki jestem popularny (śmiech). Doszły mnie słuchy, że wspominał o mnie w swoim programie. Widocznie chodzę mu po głowie. Kto wie... może kiedyś usiądę u niego na kanapie. Zobaczymy.

Czyli jednak przyjąłby pan zaproszenie i nie obawiał się konfrontacji. W zasadzie to dla pana dobra reklama...

Ale jaka konfrontacja? Podszedłbym do tego na luzie i z dużą ironią. Wojewódzki zapraszał mnie już do swojego programu w Radiu Eska Rock. Nie skorzystałem z zaproszenia, bo jestem pewien, że Pan Kuba podważałby moje kompetencje i szydziłby ze mnie. Uważam to za nonsens.

Wywiad ukaże się w serwisie Facet INTERIA.PL, więc muszę o to zapytać: czy wróżbicie łatwiej jest poderwać kobietę?

Na pewno tak. Kobiety lubią wróżbitów. Myślę, że przyciąga je wrażliwość i emocjonalność, które w nas dostrzegają. Bardzo wiele kobiet traktuje mnie jak przyjaciela. Śmiem twierdzić, że łatwiej mi przyciągnąć kobietę niż przeciętnemu Kowalskiemu. Nie ma się co oszukiwać - kobiety lgną do znanych facetów. Występuję w telewizji, więc coś o tym wiem. Ale proszę mi wierzyć, że nie wykorzystuję tego zbyt często (śmiech). Mam grono fanek, które pokazują mi, że coś tam do mnie czują. Kiedy mieszkałem jeszcze w Wałbrzychu, to przyjechała do mnie pewna pani ze Śląska tylko po to, by wręczyć mi bombonierkę.

Pan sobie wróży?

Oczywiście, że tak. Robię to codziennie. Jestem od tego uzależniony.

Po co?

Chcę się dowiedzieć, czy np. mój program w telewizji będzie udany. Wybrałem się kiedyś na urlop do Turcji i przed wyjazdem postawiłem sobie karty. Wyszła mi karta waleta kielichów, co oznacza nowe znajomości. Myślę sobie: a pewnie poznam jakiś Polaków. Ale walet kielichów oznacza także stopy! W ogóle o tym nie pomyślałem! Proszę sobie wyobrazić, że idąc któregoś wieczoru po ulicy wpadłem jedną nogą w nieprzykryty kanał i skaleczyłem się tak, że leciała krew. Pomyślałem sobie: no tak... walet kielichów! Ale poważniejsze rzeczy także się sprawdzają. Mojej świętej pamięci mamie przepowiedziałem chorobę. Sprawdzają się rzeczy złe i dobre. A po co to robię? Tym sposobem sprawdzam skuteczność i wiarygodność moich kart. I chyba również dla rozrywki, by wypełnić swój czas.

Ostatnie pytanie. Może pan wywróżyć, czy ten wywiad będzie się dobrze "klikał"?

Tak! Bez dwóch zdań będzie miał bardzo dużo odsłon!

Rozmawiał:

Łukasz Piątek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy