Reklama

Wehikuł czasu - zakupy w PRL

- Za komuny było lepiej. Teraz nie da się nic kupić - stwierdziło małżeństwo staruszków, którzy bezskutecznie poszukiwali dla siebie kurtek na wyjazd. - Pani tego teraz nie rozumie, ale wspomni moje słowa - dodał staruszek.

Państwo uśmiechnęli się i odeszli. To wspomnienie z krótkiej kariery sprzedawcy pozostaje do dziś w mojej pamięci. Należę do pokolenia dzisiejszych dwudziestoparolatków, którzy z PRL-em stykali się tylko na lekcji historii albo w opowieściach rodziców, czy dziadków.

Mamy wszystko: monumentalne centra handlowe, produkty międzynarodowych firm, zakupy online, więc czemu mielibyśmy chcieć powrotu do czasów pustych półek? Przenieśmy się na chwilę do czasów PRL-u.

Kartki

Zacznijmy od pieniędzy, bo bez nich, rzecz jasna, zakupy były niemożliwe. Po denominacji polskiej waluty w latach 50. Polacy zmagali się z uporczywym brakiem gotówki. Zakazano posiadania walut obcych, takich jak dolary czy marki.

Reklama

Na liście rzeczy zakazanych znalazły się również złoto oraz platyna. Wyjście z impasu miały dać wydawane obywatelom kartki, które ściśle określały limity na niektóre towary - kartki na mięso, cukier, proszek do prania czy wódkę.

Ogonek


Wyposażeni w walutę, mogliśmy ruszać na zakupy. Zanim jednak stanęliśmy twarzą w twarz ze sprzedawcą, a raczej sprzedawczynią, nasze nerwy zostały poddane próbie wytrzymałości.

Niewątpliwym symbolem PRL-u były kolejki, czule nazywane ogonkami. Tam, gdzie brakowało towarów, a tuż przed końcem Polski Ludowej, było tak wszędzie, stało się w kolejkach, przybierających niekiedy niewyobrażalne rozmiary.

Dla towarów, których termin dostawy znany był z wyprzedzeniem, tworzono listy kolejkowe, mające utrzymywać porządek. Kolejno zapisywano osoby, które w dniu dostawy zgłaszały swoją obecność.

List kolejkowych pilnowały komitety kolejkowe. Długi czas oczekiwania, zmęczenie i niepewność co do dostępności produktu, powodowały, że wśród kolejkowiczów wybuchały sprzeczki, a niekiedy dochodziło do przepychanek czy bijatyk. Jak z kolejkami radziły sobie władze? Sposób znalazły w podwyższaniu i tak już wysokich, cen.

Pani Ekspedientka


Gdy już  wystarczająco strudzeni czekaniem w kolejce dotarliśmy do punktu przeznaczenia, czyli lady sklepowej, czekało na nas kolejne wyzwanie - ekspedientka. Przestrzeń sklepowa niezaprzeczalnie należała do ekspedientek, na których łaskę bądź niełaskę zdany był każdy klient.

Wystarczył jeden nieprzemyślany gest albo słowo, a kupujący mógł otrzymać mniejszy przydział i tak już reglamentowanego dobra, a w najgorszym przypadku - mógł zostać wyrzucony ze sklepu. "Przebłagać" ekspedientkę można było dobrą kawą lub kwiatami, jednak nie zawsze i to pomagało.

PEWEX  i Baltona

Nieco inaczej wyglądały zakupy ówczesnych VIP-ów, czyli członków KC PZPR, a także wojskowych, funkcjonariuszy MO czy Służby Bezpieczeństwa. To przede wszystkim na nich czekały PEWEKSY czy kioski Baltona.

W asortymencie tych sklepów znajdowały się najlepsze produkty krajowe i zagraniczne: odzież (w tym jeansy), alkohole, słodycze, cytrusy, sprzęt agd, zabawki, ale również samochody, materiały budowlane czy narzędzia. To tutaj można było płacić powszechnie zakazanymi dewizami, czyli walutami obcymi.

Zrób to sam

Dzisiaj akronim DIY (ang. do it yourself) jest hasłem przyświecającym kreatywności, w PRL oznaczał konieczność. Czasy socjalizmu z pewnością możemy uznać za rozkwit pomysłowości i zaradności Polaków.

Kiedy brakowało podstawowych produktów, a ceny wciąż rosły i rosły, przerabiano wszystko, co się dało na wszystko, czego brakowało. Wielką popularnością cieszył się program Adama Słodowego "Zrób to sam", w którym prowadzący pokazywał, jak przy użyciu dostępnych pod ręką rzeczy stworzyć zabawki czy proste przedmioty codziennego użytku.

Dowody niebywałej pomysłowości obywateli PRL-u znajdujemy w ówczesnej prasie. Jedna z czytelniczek gazety "Kulisy" chwali się:

"Uszyłam sama ażurowe pończochy. Uszyte są z białej podkoszulki męskiej (w cenie 30 zł), ufarbowanej na kolor brązowy. Szew jest z boku  po wewnętrznej stronie nogi, prawie niewidoczny (szyty ręcznie). Stópki są ze skarpetek. Są bardzo mocne, oczka nie lecą. Założone na gołe nogi, o dziwo grzeją; gdy jest bardzo zimno, można włożyć stylony pod spód. Można również nosić pod nie kolorowe pończochy, np. zielone i otrzymać dwukolorową kratkę. Pończochy budzą zainteresowanie na mieście".

Reklama dźwignią handlu?


Handel w gospodarce wolnorynkowej ma to do siebie, że potrzebuje dobrej reklamy. Czy to oznacza, że w socjalizmie nie było dla niej miejsca? Jeśli ktoś sądzi, że reklama w PRL-u nie istniała, srogo się myli. Peerelowskie komunikaty reklamowe, tak dalekie od współczesnych standardów, rozbawią niejednego dzisiejszego konsumenta.

Wśród haseł znaleźć można prawdziwe perełki. "Nie tylko suknia zdobi człowieka, ale... i ładne zęby. Czyść zęby starannie"[1]- ochoczo nawołuje reklama pasty do zębów. Pojawiają się też nieco bardziej rozbudowane i w poważniejszym tonie, tak jak ta, reklamująca proszek do prania:

"Fabryka Lechia uprzejmie zawiadamia p.t. klientów, że przejęła produkcję proszku do prania IXI, który produkowany jest pod nazwą IXI 65. Udoskonalony proszek IXI 65 nie niszczy rąk, zawiera wybielacze optyczne, jest idealny do prania wszelkich delikatnych tkanin, a przede wszystkim białych koszul non-iron" [2]

Za komuny było lepiej?


Reglamentacja, niekończące się kolejki, nieprzyjaźnie nastawiony personel - aż trudno uwierzyć, że można tęsknić za tymi czasami. Niemniej, PRL wciąż jest przez wielu wspominany z rozżewnieniem, a dowody pomysłowości Polaków w tych niełatwych czasach wywołują szeroki uśmiech. Czy za komuny było lepiej? Odpowiedź wydaje się być prosta, jednak... punkt widzenia zawsze zależy od puntu siedzenia. 

Towary PRL-u

Mimo notorycznego niedoboru, kolekcja towarów z tamtych lat jest całkiem pokaźna, a niektóre produkty do dzisiaj są uważane za kultowe:

- papier toaletowy - dobro niemal luksusowe, tylko szczęśliwcy lub posiadacze kwitów ze skupu makulatury mogli go nabyć;

- relaksy - zimowe buty, Nowotarskie Zakłady Przemysłu Skórzanego Podhale;

- papierosy "Popularne" (wcześniej "Sport") - najtańsze dostępne w Polsce Ludowej papierosy produkowane w Krakowie przez Zakłady Przemysłu Tytoniowego;

- pralka "Frania" - elektryczna pralka wirnikowa, marzenie polskich gospodyń, do dzisiaj do nabycia w sklepach;

- magnetofony i radiomagnetofony Unitra - produkowane przez zakład UNITRA-Lubartów.

Katarzyna Należyta
_____

[1] Kot Wiesław, PRL jak cudnie się żyło! Wydawnictwo Publicat, Poznań 2008 s. 218

[2] Kot Wiesław, PRL jak cudnie się żyło! Wydawnictwo Publicat, Poznań 2008 s. 241


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy