Reklama

Leczenie radem sposobem na wszelkie dolegliwości? Lekarze "troszeczkę" się pomylili

W 1898 roku Maria Skłodowska-Curie wraz z mężem odkryła nieznany wcześniej pierwiastek, który dziś znamy jako rad. Niewielu z nas zdaje sobie jednak sprawę, że przez lata wykorzystywano go jako remedium na wszelkie dolegliwości, a o jego skuteczności poświadczali ówcześni lekarze. Dziś wiemy, że picie wody z radem czy jedzenie radioaktywnej czekolady nie jest najlepszym pomysłem.

18 lipca 1898 Maria Skłodowska-Curie wraz z mężem, Piotrem, donieśli o odkryciu nowego pierwiastka - polonu. Jeszcze w tym samym roku, 26 grudnia, powtórzyli oni swój sukces, odkrywając kolejny pierwiastek - rad. Za tę pracę w 1912 roku Polce przyznano Nagrodę Nobla, dzięki czemu zapisała się ona w historii jako pierwsza podwójna laureatka i do dziś jedyna kobieta, która otrzymała wyróżnienie dwukrotnie.

Oczywiście wspomnianą historię wszyscy doskonale znamy. Natomiast większość z nas zapewne nie słyszało o dalszych losach radu i jego olbrzymiej popularności w pierwszej połowie XX wieku. Wówczas miała miejsce powszechna komercjalizacja tego pierwiastka, która dla wielu skończyła się doprawdy tragicznie.

Reklama

Uzdrawiająca moc promieniowania

Po odkryciu promieniowania wiele osób wierzyło, że dopiero co poznana magiczna siła musi być wyjątkowo potężna i najpewniej posiada ona zdolności uzdrawiające. Warto zaznaczyć, że nie były to pojedyncze opinie, a podobne zdanie mieli nawet ówcześni lekarze. Nic więc dziwnego, że każdy chciał mieć z nią styczność.

W drugiej dekadzie ubiegłego stulecia odkryto zdecydowanie wydajniejsze sposoby pozyskiwania radu od tych znanych wcześniej. Dzięki temu pierwiastek stał się tańszy i łatwiej dostępny, co w połączeniu z powszechną wówczas opinią o jego leczniczych właściwościach, wywołało prawdziwy boom na rad.

Dodawano więc go dosłownie wszędzie. Mieszkańcy mogli zakupić wodę radową, promieniotwórcze kosmetyki, radioaktywne naczynia, atomowe zabawki czy nawet odmładzającą czekoladę z radem. Z perspektywy czasu brzmi to przerażająco.

- Twoje zęby będą świecić promieniotwórczym blaskiem - głosiła reklamy pasty do zębów.

Radioaktywne dzbany

W latach dwudziestych XX wieku jednym z modniejszych i pożądanych produktów były radioaktywne dzbanki na wodę. Naczynia wykonane zostały z tworzywa zawierającego rad, dzięki czemu ciecz znajdująca się w nich zyskiwała właściwości odmładzające.

Oczywiście, jak to bywa w marketingu, zdarzały się osoby chcące wcisnąć nieświadomym klientom gorsze zamienniki, które nie były aż tak promieniotwórcze jak zapewniano. W związku z tym postanowiono temu zaradzić.

Amerykańskie Stowarzyszenie Medyczne określiło normy, które muszą spełniać naczynia. Chodziło o minimalne promieniowanie, które musi wytwarzać dzban, aby został przez nie zatwierdzony.

Uradowani handlarze

W pewnym momencie zorientowano się, że rad wcale nie jest taki dobry jak się kiedyś wydawało. W 1932 roku doszło do śmierci niejakiego Ebena Byersa, która odbiła się szerokim echem w Stanach Zjednoczonych. Zmarł on przez przedawkowanie Radithoru, czyli "leczniczej" wody z radem.

Co ciekawe, William Bailey, twórca Radithoru, 17 lat później podzielił los swojego pacjenta, a przyczyną jego śmierci było promieniowanie. Pomimo powszechnej już w tamtym czasie opinii na temat szkodliwości radu, handlarze dalej sprzedawali radioaktywne produkty.

Przykładowo w latach pięćdziesiątych na półkach sklepowych leżał przeznaczony dla dzieci zestaw "laboratorium energii atomowej". Zawierał on kilka próbek uranu i zachęcał maluchów do poszukiwania radioaktywnego pierwiastka na własną rękę. 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: rad | promieniowanie | radioaktywność | Maria Skłodowska-Curie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy