Reklama

Kup pan turecką viagrę

Na tureckim bazarze nieważna jest wiara - tu odbywa się teatrum sprzedaży, z aktorami wielu panów i statystami.

Tętniące życiem bazary i targowiska tureckim, jak te najsłynniejsze w Istambule, obsługujące tysiące turystów dziennie. Wielu Polaków bywa w Turcji, ociera się o islam z powodów handlowych tras i jako wczasowicze na Riwierze Tureckiej.

Widzą kobiety z zakrytymi twarzami lub włosami, w długich szatach, poruszające się grupami albo w towarzystwie mężczyzny. Słyszą nawoływania muezzinów do modlitw 5 razy dziennie, nie mają dostępu do wieprzowiny - tyle są w stanie zauważyć w pierwszym momencie. I więcej nie chcą zwykle wiedzieć. Spotykają Turcję i muzułmanów kolorowych, krzykliwych, głośnych, ale też serdecznych, ciepłych, otwartych na turystów.

Reklama

Na największym bazarze w Istambule, Kapali Carsi czy Bazarze Egipskim właściciele butików, stoisk, sklepików głośno zapraszają, prawie wciągają do środka, częstują słodyczami, jakże innymi od naszych, wszelakimi sortami orzeszków, owoców, małmazji orientalnych. Natychmiast pojawia się czaj, ostatnio o smaku jabłkowym jako turystyczny magnes, by zostali dłużej i coś kupili. I próbować, testować, bez końca, ale ileż można w końcu tych orzeszków w siebie wrzucić?

- Najgorzej z punktu widzenia właściciela "geszeftu" być na początku gigantycznego bazaru, zaraz za wejściem, karmisz turystów, opowiadasz kobietom, bez względu prawie na ich wygląd, że są najpiękniejsze, urocze i niepowtarzalne, a one i tak kupią dalej, gdzieś w środku, czy pod koniec bazaru! No i tam już klienci jedzą mniej, bo na początku zostali nakarmieni! - narzeka Denis, 25 latek, jak twierdzi w niezłym niemieckim, studiował w Mannheim, potem wrócił, by pomagać w rodzinnym interesie.

Faktycznie, handluje świetnie, kiedy się dowiedział, że jestem z Polski, roztoczył świeże wspomnienia z miłości do Polki, kilka zdań uszykowanych dla Polaków, no i każdy jest zadowolony. Rodzinny interes obserwowałam przez kilka godzin spędzonych tam na zakupach i rozmowach, pośród tłumku niemiecko, anglojęzycznych gości, nie zabrakło Polaków.

Jak to robią w Turcji

W szczycie pojawiania się turystów jest i 8 osób, pilnujących, podających, zachęcających, zagadujących, podsuwających a to esencję paczuli, a to kwiat jaśminu, zapach, którym zostałam uraczona w nadmiarze, odtąd alergicznie reaguję na wszelkie jaśminowe wariacje. - Zamieszanie, radość handlowania, jesteś w środku i nie masz szans nie kupić, kiedy dostaniesz herbatkę, kupujesz nawet kilka gramów przypraw, których mnogość i świeży zapach oszałamiają, czujesz zobowiązanie - śmieje się Ilona z Niemiec.

Psychologię sprzedaży wyuczoną, wyssaną z mlekiem matki, i wysączoną z "czajem" w męskim kręgu Denis i koledzy mają doskonale opanowaną! Handel to zajęcie dla utalentowanych jednostek, tacy są liderami, reszta krąży, dogląda, nawet się nie odzywa. Hierarchia jest dość jasna - Denis na czele, reszta na niego pracuje.

Uroczy, wielkooki brunecik, rozmiękczający pięknymi oczami o długich rzęsach serca niewieście, by elokwentnie dojść do portfeli męskich. Doradza, tańczy niemal wokół czekających na swoją kolej dam, które przysiadają na podsuwanym krzesełku, próbują kawioru, którym się chwali w sekrecie, podsuwa coraz to nowe smaki i próbki. - Wiesz, że powinnaś się targować, handlować, oni też tę grę znają, więc się targujemy, śmiejemy, przyjmujemy ukłony, uściski rąk, zaproszenia na następne zakupy. Możemy zostawić siatki, by ich nie dźwigać, jeden z kuzynów Denisa dopilnuje ich na zapleczu. Wiesz, na koniec dostajesz prezent, raz herbatkę, raz woreczek z daktylami, tymi najświeższymi, tylko dla specjalnych gości! - śmieje się Ilona Yenal.

- Uwielbiam to, ale wolę chodzić z mężem, który jest konkretny, nie daje się "uwieść" gierkom, które działają na kobiety, ten cały teatr sprzedaży jest sam w sobie urokliwy, choć czasem okazuje się, ze masz dwa razy więcej w siatce a rachunek zaskakuje! Wtedy krzesełko albo łyk "czaju" jest konieczny - dodaje turystka z Berlina.

Turecka viagra

Hitem bazaru, poza tradycyjnymi słodkościami i feerią aromatów ziół i przypraw jest turecka viagra. "Możesz to robić 5 razy dziennie!" zachęcają plansze domowej roboty. Panowie udają, że nie widzą, panie chichoczą, zatrzymują się i pytają czy jest gwarancja na "5 razy"? I kupują, kupują, a to pyszna zakąska. Suszone aromatyczne pomidory to naturalna turecka viagra. Zachęcam, pyszne. A czy skuteczne? Po zakupie pomidorów o specjalnej mocy, rozmarzone pary kierują wzrok na stroje i ozdoby, jak z "Baśni 1000 i 1 nocy", lśniące, złocone, półprzezroczyste dla kobiet, brzęczące cekinami i ozdobami, zwłaszcza przy tańcu brzucha.

Panowie być może myślą, że jedna żona to trochę mało, że harem całkiem niegłupi pomysł... I tu mogą pochwalić islam za otwartość w tej kwestii, zaraz jednak jedna-jedyna żona prosząca o zapłacenie kolejnego rachunku każe przyznać, że czasem i jedna to za dużo.

Beata Dżon

MWMedia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy