Naprawdę duże... wsparcie

Żyrinowski bronił demokracji, ale uwagę fotoreporterów przykuł ktoś inny - pani, która swą piersią ogrzewała małego pieska.

Kim jest tajemnicza moskwianka? Agencja AFP podaje, że przyszła na manifestację wspierać ultranacjonalistycznego polityka, który 23 stycznia protestował pod ambasadą Wielkiej Brytanii. Nasz rodzimy PAP komentuje: "odwracająca uwagę kobieta przechodzi obok lidera ultranacjonalistycznej Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji"...

Tego dnia w Moskwie temperatura powietrza cały czas utrzymywała się poniżej zera. Tym bardziej należy docenić fakt, że tajemnicza moskwianka wychodząc na spacer nie pozwoliła zmarznąć małemu pieskowi i wzięła go pod kurtkę.

Tymczasem Żyrinowski wygłaszał przemówienia. - Nasza flota ma ćwiczenia na północnym Atlantyku, więc każdy w Brytanii powinien pamiętać, że ten się śmieje, kto się śmieje ostatni - mówił. - Największym wrogiem demokracji jest Wielka Brytania" - dodawał. Obwinił Brytyjczyków o wszystko, co się da, od Rewolucji Październikowej po II wojnę światową.

Reklama

Ale na koniec wyraził wolę podania Brytyjczykom pomocnej dłoni. - Gdy ich wyspa w wyniku efektu cieplarnianego zatonie pod powierzchnią oceanu, pozwolimy Brytyjczykom osiedlić się gdzieś za Uralem i uczyć nasze dzieci angielskiego - mówił.

Coż, Żyrinowski się starał. Gdyby nie moskwianka, pewnie to on byłby gwiazdą przedstawienia.

ML

INTERIA.PL/AFP/PAP
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy