Reklama

Motyl i Globus: Silne kraje, które utraciły dostęp do morza. Czy na zawsze?

Efektem słynnego traktatu w Trianon była jedna z najbardziej spektakularnych strat terytoriów w dziejach Europy. Mowa oczywiście o Węgrach, którzy... na dodatek utracili też dostęp do morza. O tej ale i o dwóch innych historiach związanych z utratą (ale nie chodzi o rzekę na Mazowszu) będzie w tym odcinku cyklu “Motyl i Globus".

Przez Andy nad ocean

Boliwia, jeden z zaledwie dwóch południowoamerykańskich krajów śródlądowych, co prawda ma dostęp do Jeziora Titicaca - rekordowo wysoko położonego dużego jeziora, posiadającego swoją flotę, ale nie do Pacyfiku. Drugi kraj tego typu: Paragwaj przynajmniej (podobnie jak Mołdawia) ma dostęp do morza i oceanu dzięki portowi śródlądowym w Caacupe-mí i Terport na żeglownych rzekach Parana oraz Paragwaj. Boliwia natomiast na zachodzie ma... jeden z najwyższych łańcuchów górskich świata a następnie Pustynię Atacama. Ale, choć mało kto pamięta, to jeszcze 120 lat temu należało do Boliwii. Kraju jak najbardziej... nadmorskiego.

Reklama

Jednak w wyniku przegranej Wojny Pacyficznej sojuszu Boliwii i Peru przeciwko Chile - tzw. “Wojny o Saletrę", jedno i drugie państwo utraciło te terytoria. Dla Peru to była geograficzna drobnostka, dla Boliwii - odcięcie od morza na zawsze.

Kluczowym miastem tych obszarów jest Arica. Wyjątkowo starym jak na ten fragment Ameryki Południowej, bo mającym prawie 500 lat. Po chwili była ona głównym portem eksportowym boliwijskiego srebra pochodzącego z Potosí, które wówczas posiadało największą na świecie kopalnię srebra . W ten sposób Arica odegrała kluczową rolę jako jeden z wiodących portów całego Imperium Hiszpańskiego i wielokrotnie była najeżdżana przez piratów.

Choć już w latach 60-tych Boliwia rozpoczęła starania o to by przyznać jej choćby drobny korytarz, łączący ją z oceanem - coś jak Bośnia i Hercegowina, która ma Neum albo Demokratyczna Republika Konga połączona ujściem rzeki Kongo z Atlantykiem. Niestety, współczesna Arica i okolice jest zbyt cenna dla Chile. Istniała tu chilijska strefa ekonomiczna, powstał szereg fabryk motoryzacyjnych. Jedyne, co udało się wynegocjować boliwijczykom to własny port morski, wolnocłowy i tranzytowy z połączeniem kolejowym przez Andy do La Paz.

Co roku obsługuje on sporo bo 120 tys. tylko boliwijskich kontenerów. Druga boliwijska stolica, Sucre, bliżej ma do portu w Antofagasta, ale tam o dostęp do morza Boliwia nie prosi. To logiczne.

Co ciekawe niektórzy kojarzą Aricę być może z gry Battlefield: Bad Company 2, gdzie był... areną walk na jednej z dużych map.

Charyzmatyczny prezydent Boliwii Evo Morales domaga się przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości negocjacji z Chile w sprawie weryfikacji granic, licząc na to, że jego kraj odzyska dostęp do Oceanu Spokojnego. Argumentem są dla niego między innymi imperialistyczne i kapitalistyczne struktury właścicielskie chilijskich portów, zabraniające dostępu do oceanu narodowi boliwijskiemu.

Natomiast, skoro w historii lepiej żyło się Boliwii z Peru to czemu by nie... No właśnie... Gdzieś w 2010 roku kraj podpisał ze swoim drugim sąsiadem umowę na przyznanie Boliwii niewielkiego odcinka wybrzeża w okolicach miejscowości Ilo, ale bez posiadania własnych nieruchomości w strefie. Czyli formalnie najem długoterminowy. Co oczywiście mocno ożywiło i zmieniło tą małą, rybacką kiedyś wioskę.

I jeszcze na koniec. Skoro na zachód Boliwia geomorfologicznie rośnie, unosi się na ogromne wysokości a na wschodzie opada, bo to nizina, to może... warto spojrzeć tam. Otóż wspomniana rzeka Paragwaj jest na tyle potężna i żeglowna, że Boliwia zainwestowała we własny rzeczny port Gravatal, z którego również statki mogą z wykorzystaniem tej rzeki płynąć aż do Buenos Aires i estuarium La Platy. Przy czym przyznacie, że dla handlu z Azji czy Ameryką Płn droga taka byłaby nieopłacalna. Zupełnie na około.

Cesarstwo, które oddało Morze Czerwone

Zapewne wiele osób spodziewało się tu i tego kraju. I dobrze, bo cierpiąca obecnie wewnętrzny krwawy konflikt na linii Oromo-Tigrajowie Etiopia całkiem dobrze sobie radziła, rozwijała gospodarkę, aspirowała do afrykańskiej czołówki gospodarek i była nawet dobrym klientem np. dla polskich ciągników. Ale jest też spektakularnym przykładem chyba największego kraju w nowożytnej historii, który utracił kontakt z morzem. I to w wyniku wojny.

Mam tu na myśli Erytreę, której 912 km granica z tym krajem jest de facto murem, jaki postawiono pomiędzy Etiopią a Morzem Czerwonym niecałe 30 lat temu. Erytrea w wielkim skrócie była częścią Królestwa Aksum, potem Etiopii, aż do średniowiecza. Co ciekawe mieścił się tu jeden z pierwszych klasztorów i meczetów w Afryce. Ale systematycznie oddalała się od tego chrześcijańskiego kraju z powodu wpływów arabskich, potem tureckich, włoskich.

Częścią Etiopii, najpierw jako autonomia a potem prowincja, stała się po II WŚ. Dzięki lobbingowi i decyzjom Wielkiej Brytanii i USA. Jednakże odrębność Erytrejczyków szybko pchnęła ich do wojny o niepodległość. Działania partyzanckie rozpoczęły się już od lat 60-tych pod dowództwem Hamida Idrisa Awate. Okazało się, że wojny długiej, wyniszczającej ale... o dziwo zakończonej wygraną z potężniejszą Etiopią. Na dodatek wspieraną przez poważny kontyngent generalicji z krajów bloku komunistycznego (m.in. Kuby)

Po referendum w 1993 roku powstało niepodległe państwo. Miesiąc później... Etiopia uznała nowe państwo. Zupełnie swobodnie, samodzielnie uznała... swoje całkowite odcięcie się od morza. Dla mnie jest to jedna z najbardziej spektakularnych i zaskakujących kapitulacji w dziejach. Spójrzmy na mapę.

Ten wąski pas lądu, który otrzymała Erytrea ma zaledwie 50 - 60km a nie 500-600 jak w północnej części Chile. Ale jest to jeszcze bardziej niegościnny, suchy, piekielny obszar niż Atacama. Nie ma się za bardzo o co bić.

Natomiast drugim zaskakującym faktem jest że współczesna armia Erytrei należy do największych w Afryce. Nawet pozwala sobie na coraz częstsze interwencje w targanej konfliktem wewnętrznym Etiopiii.

Erytrea, choć jedno z najbiedniejszych i najbardziej totalitarnych miejsc na świecie, była od dawna cennym kąskiem dla wielu. Stąd właśnie zakusy Włochów, wcześniej Osmanów. Była de facto środkiem trasy statków pomiędzy Europą a portami Zatoki Perskiej, służyła więc do nawęglania statków. Jej obecny port morski, Asab, był też głównym portem Etiopii sprzed wojny. Współcześnie jest skromnym cichym rybackim portem, którego być może czeka głośna przyszłość ale już nie za sprawą Etiopii ani nawet ubożejącej Erytrei tylko Zjednoczonym Emiratom Arabskim, które na 30 lat wydzierżawiły możliwość bazowania tu okrętów wojennych i wojsk, co wiąże się z geopolityczną strategią tego kraju na otoczenie Jemenu i Cieśniny Adeńskiej.

 Czy Etiopia w takim razie znalazła Alternatywę? Szczęściem i wybawieniem dla tego kraju okazuje się inny sąsiad, ale nie pogrążony w chaosie Somalia lecz Dżibuti.

Ten mikro kraj, którego gospodarka opiera się na boksytach, obsłudze baz wojskowych (np. Francji, Chin) oraz właśnie portach przeładunkowych, udostępnił swoje terytorium dla dość starej linii kolejowej Adis-Ababa-Dżibuti, działającej do dziś.

Ale to nie ona stanowi korytarz dla towarów tego kraju, lecz jednak drogi kołowe i nowa nitka kolejowa, pierwsza zelektryfikowana w Afryce, zbudowana przez chińskich inwestorów i prowadząca do wybudowanego we wschodniej części tego kraju nowego Port Of Dżibuti-Doraleh. Nie mówiąc już, że Chiny budują również drugi port Dżibuti - Damerjog. Jak ważne jest to miejsce dla tego potężnego kraju jak Etiopia? Bardzo. Siedemdziesiąt procent ładunku w porcie jest wysyłanych do lub z Etiopii, co stanowi ponad 95 proc. handlu zagranicznego samej Etiopii bez dostępu do morza. Czy jednak nie oznacza to, że w pewnym sensie ten pierwszy chrześcijański kraj świata uzależnia swój handel morski nie tylko od Dżibuti ale też od... Chin?

Gdyby Węgrzy mieli Adriatyk

Rijeka czyli Fiume to jeden z najbardziej międzynarodowych i rozchwytywanych portów morskich świata. Wenecka, włoska, jugosłowiańska, chorwacka, austriacka... Przez pewien czas nawet neutralna lub niezależna. Ale nam tu zależy akurat, że przez pewien czas była węgierska. Przy administracyjnym podziale Austro-Węgier tereny dzisiejszej Chorwacji przypadły koronie węgierskiej.

Miastem rządził węgierski gubernator z węgierskimi urzędami i przedstawicielstwami. Co ciekawe Węgrzy nie nadali Rijece swojej węgierskiej nazwy. Zostało Fiume. To tym bardziej dziwne, bo tłumaczenie było dość proste: Rijeka - po chorwacku "rzeka". Fiume - po włosku “rzeka". Folyó - to natomiast "rzeka" po węgiersku. Ale zostawmy to.

Czy Węgrzy rozwijali jakoś “swoje" portowe miasto? Owszem, mówi się, że Rijeka miała swój “Złoty Wiek" za Węgrów i właściwie za nich stała się głównym portem, którego dobre zarządzanie Węgrzy chcieli używać w celach propagandowych. András Lajos wybudował tu teatr - jeden z największych w Europie. W 1882 r. powstała w Rijece jedna z pierwszych w Europie rafinerii ropy naftowej. Ale nader wszystko wybudowali nowy, większy port, którego głównym inżynierem był Antal Hajnal. Madziarzy byli dumni, że mieli pełnoprawny port morski. Pierwszy parowiec wypłynął z niego w już 1871 roku a na początku XX wieku koncern Ganz Tanza Danubius zbudował tu stocznie, która do 1918 roku wyprodukowała aż 61 okrętów wojennych. Jego najbardziej godnym uwagi zakładem jest fabryka torped założona w 1875 roku . Tu też cumowała duma węgierskiej marynarki (choć formalnie oczywiście austro-węgierskiej) czyli okręt wojenny o nazwie Szent Istvan (Święty Stefan)

Niepokoje na linii Włosi-Chorwaci-Węgrzy oczywiście nasiliły się w czasie  I WŚ. Zwłaszcza po opuszczeniu przez Włochy koalicji. Finalnie Węgrzy nie obronili Fiume. 28 października 1918 r. ostatni gubernator węgierskiego okręgu i węgierska policja państwowa opuścili miasto. samochodami i koleją. I tu też ciekawostka, bo mimo wielkich trudności udało się wybudować linię przez niegościnne góry Dynarskie z Zagrzebia i Karlovaca.

I tym samym Królestwo Węgier na zawsze utraciło dostęp do Adriatyku, co mogło boleć tak samo jak utrata Transylwanii. Przy czym, tu czyli nad Adriatykiem, do końca swoich dni Węgrzy stanowili mały ułamek ludności miejskiej - może 20-30 proc.. przy dominacji Chorwatów i Włochów. Zupełnie inaczej, niż w utraconych ziemiach na rzecz Rumunii. Co więcej, Węgry po Trianon jest to przykład kraju, który od morza został oddzielony współcześnie nie jednym a aż dwoma krajami. Słowenią i Chorwacją - Wcześniej Jugosławią czy Królestwem SHS.

Czy współczesne Węgry mają port morski? Odpowiedź brzmi: Niby tak. Do morskiej obsługi Węgier wykorzystywany jest port w Hamburgu. 85 proc. morskich ładunków, które docierają docelowo na Węgry wyjeżdża w kontenerach z portu w Hamburgu i następnie koleją nad Dunaj. Węgrzy posiadają trzy całkiem spore porty śródlądowe w Győr-Gönyű, Budapeszcie i Baja, z których statki mogą płynąć w dół Dunaju i dalej na akweny morskie. Ale to tylko 5 do 6 proc. węgierskiego handlu wielkogabarytowego via morza...

Czytam newsa z roku 2019 z branżowego portalu portalmorski.pl, który informuje, że “Węgry zbudują w Trieście port morski dla węgierskich przedsiębiorstw - poinformował w piątek minister spraw zagranicznych i handlu tego kraju Peter Szijjarto na wspólnej konferencji prasowej w Trieście z ministrem spraw wewnętrznych Włoch Matteo Salvinim. Szijjarto oświadczył, że porozumienie w tej sprawie zostało podpisane w piątek. Jak powiedział, Węgry za 31 mln euro kupiły w porcie w Trieście teren o powierzchni 32 ha z 300-metrowym dostępem do morza w ramach 60-letniej koncesji."

Przytoczona wiadomość wydaje się geograficznie bardzo logiczna, bo w linii prostej pomiędzy granicą Węgier a Triestem jest tylko 227 km a pomiędzy Węgrami a Morzem Czarnym w najkrótszym miejscu... ponad 600 km.

Miałeś chamie złoty róg - w domyśle port ;)
Ostał Ci się jeno sznur — wagonów i ciężarówek do portu u sąsiada

Taką lekką modyfikacją znanej literackiej sentencji żegnam się z wami zapraszając już teraz na kolejne odcinki geograficzno-historycznych ciekawostek z mapami w rolach głównych.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy