Reklama

Jak się żyje 700 metrów pod ziemią

5 sierpnia 2010 roku w chilijskiej kopalni San Esteban, położonej niedaleko miasta Copiapo, ponad 800 km od Santiago, stolicy Chile, zawalił się chodnik. Na zmianie pracowało wtedy 33 górników.

Przez 17 dni mężczyźni nie dawali znaku życia, a członkowie ekipy ratunkowej przygotowywali rodziny górników na najgorsze.

22 sierpnia okazało się jednak, że mężczyźni żyją. Ratownicy, którzy wprowadzili do wnętrza kopalni przewód mający zarejestrować to, co dzieje się na głębokości 688 metrów, potwierdzili, że dostali od górników wiadomość.

- Robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żeby ich uratować. I na końcu okazało się, że się nam udało - powiedział AP Rodrigo Carreno, jeden z kopiących otwór, którym nadeszła dobra wiadomość.

Chile płacze z radości

Publicznie przeczytał ją Sebastian Pinera, prezydent Chile. 36-letni górnik Mario Gomez napisał: "Jest nas tutaj 33. Wszyscy mamy się dobrze i jesteśmy zdrowi". Na odwrocie kartki znajdowała się wiadomość do żony Gomeza, Lilii Ramirez. Przebywający na głębokości niespełna 700 metrów mężczyzna zapewnił żonę o swojej miłości.

- Kiedy minister powiedział, że mąż przesłał mi wiadomość, nie mogłam w to uwierzyć - powiedziała Lila Ramirez, której słowa zacytował Federico Quilodran, dziennikarz agencji Associated Press. - Wiem, że mój mąż jest silnym i doświadczonym górnikiem, ale kiedy będzie już po wszystkim - koniec z górnictwem - dodała.

Reklama

- Dziś całe Chile płacze z radości - zakończył swoje przemówienie prezydent Pinera. Wszystkie chilijskie stacje telewizyjne i radiowe przerwały emisję programu, żeby poinformować o nawiązaniu kontaktu. Cieszyli się nie tylko członkowie rodzin górników, ale też zupełnie obcy ludzie. Największe światowe media, w tym amerykański "New York Times", hiszpański "El Pais", argentyński "La Nación", stacja BBC i agencja Reutersa poinformowały o wydarzeniu.

- Jestem szczęśliwa, bardzo szczęśliwa - powtarzała córka Gomeza. - Po raz pierwszy od wypadku będę mogła spokojnie spać - cieszyła się.

Zobacz film:

Dwie łyżki tuńczyka dziennie

Górnicy, którzy pracowali w San Esteban, kopalni miedzi i złota, przeżyli m.in. dzięki temu, że udało im się zachować spokój. Na czele grupy stanął 54-letni Luis Urzua. Każdego dnia mężczyźni żywili się dwiema łyżkami tuńczyka, kilkoma kęsami krakersów i brzoskwini oraz mlekiem. Racjami żywności, przeznaczonymi na dwa dni, dysponowali tak oszczędnie, że po 17 dniach nadal mieli resztki jedzenia.

Nie po raz pierwszy w historii górnikom udało się przeżyć tak długo pod ziemią (w 1983 roku w Chinach mężczyźni przetrwali 23 dni, w 2009, również w Chinach, 25), jednak po raz pierwszy od początku było wiadomo, że akcja wydobywania pracowników kopalni może potrwać nawet kilka miesięcy.

Rodziny czekają na powierzchni

Po nawiązaniu kontaktu ratownikom udało się wydrążyć kolejne dwa otwory. Jednym podawane jest powietrze, drugim lekarstwa i jedzenie, trzeci służy do komunikacji. Już kilka godzin po pierwszym kontakcie rodziny zasypanych mogły przesłać im listy.

- Napisałam do niego, żeby był cierpliwy, że jesteśmy tutaj na górze i czekamy - zdradziła treść listu Lila Ramirez. - Napisałam, żeby się nie martwił i żeby zachował spokój - dodała.

Żona Gomeza, podobnie jak rodziny innych górników, nie zamierzają oddalać się od kopalni. Rozbili prowizoryczny obóz, gdzie cały czas modlą się o swoich mężczyzn.

- Nigdzie nie pójdziemy dopóki ostatni górnik nie zostanie wydobyty - powiedziała Maria Segovia - jest tam 33 górników, a jeden z nich to mój brat.

Górnicy mogą rozmawiać z rodzinami codziennie. W piątki i w soboty organizowane są video-rozmowy, które trwają 8 minut.

Jim Carrey na depresję

Członkowie ekipy ratunkowej, która obejmuje obecnie ponad 300 osób, w tym psychologów z NASA, mających doświadczenie w pracy z osobami przebywającymi dłuższy czas w kosmosie, dbają o to, by górnicy wydostali się na powierzchnię w jak najlepszej formie.

Polska Agencja Prasowa opublikowała grafik mężczyzn, z którego wynika, że niemal każda minuta podziemnego życia jest dokładnie zaplanowana. Górnicy zostali podzieleni na 3 jedenastoosobowe zespoły, które pracują na zmianę. Część pracuje przy oczyszczaniu chodnika, część pilnuje drożności tuneli. Pozostały czas spędzają na oglądaniu telewizji (filmy są starannie dopierane przez psychologów tak, by nie powodować spadków nastroju - są to głównie komedie, m.in. "Maska" z Jimem Carreyem), rozmowach i modlitwie. Kilku górników poprosiło o zesłanie odtwarzaczy mp3 i gier video, jednak ich życzenie nie zostało spełnione.

- Jeśli będą mieli słuchawki na uszach, nie usłyszą, jak ktoś zawoła o pomoc albo będzie chciał ich ostrzec - wyjaśniał PAP główny psychiatra ekipy ratunkowej Alberto Iturra Benavides . - Muszą być teraz razem.

Ratownicy spełnili za to inne marzenie górników, zsyłając im papierosy.

Zaręczyny pod powierzchnią

Psycholodzy podkreślają, że za dobry stan górników odpowiadają przede wszystkim ich rodziny. 14 września jeden z uwięzionych, Ariel Tiscona, został ojcem. Jego nowonarodzona córka została ochrzczona imieniem Esperanza (hiszp. Nadzieja). Stacja BBC poinformowała również, że inny mężczyzna, Claudio Yanez Lagos, oświadczył się i został przyjęty. Jego narzeczona, Cristina, kilka miesięcy wcześniej odrzuciła propozycję małżeństwa, jednak "okoliczności sprawiły, że zechciała pokazać Claudio, że zawsze będzie przy nim".

Wsparcie dla zasypanych górników nadchodzi z różnych stron świata, w tym także z Polski. Jak poinformowała Agata Grzelińska, dziennikarka "Gazety Wrocławskiej", polscy górnicy z kopalni Lubin napisali do swoich chilijskich kolegów list, w którym życzą im szybkiego powrotu do rodzin i zapewniają o nieustającej modlitwie do św. Barbary, patronki górników, "(która) już niedługo pozwoli Wam być tam, gdzie na wirchu słoneczko lśni, żonka się krząta, syneczek śpi."

Kapsuła na ratunek

Początkowo wydawało się, że mężczyźni mogą pozostać w kopalni nawet do grudnia. Jednak kilka dniu temu dziennik "El Mercurio" (powołujący się na opinie wysoko postawione osoby w chilijskim rządzie), poinformował, że "istnieje duże prawdopodobieństwo zakończenia akacji ratunkowej przed wyjazdem prezydenta Sebastiana Pinery do Europy". Prezydent wyrusza w podróż 15 października. Rewelacji tych nie potwierdził co prawda Laurence Golborne, minister górnictwa, jednak wiadomo, że pierwsze próby wydobycia górników mogą nastąpić już niebawem.

Mężczyźni mają wydostać się na powierzchnię w stalowych kapsułach o wysokości 3 metrów i 50 cm średnicy, zaopatrzonych w zapasy tlenu, mające wystarczyć na 90 minut. Sam proces wyciągania kapsuły ma trwać 15-20 minut. W razie trudności, jak informuje PAP, dno kapsuły można otworzyć tak, by opuścić górnika powrotem na dół na linie.

Narodziny gwiazd

Górnicy pozostają nadal ponad 700 metrów pod ziemią, jednak stacje telewizyjne (m.in. Discovery Channel i HBO), już szykują się do nakręcenia dokumentów o wydarzeniu, a dziennikarze tabloidów dzwonią do rodzin uwięzionych, proponując tysiące dolarów za pierwszy wywiad.

Jak podaje piszący dla "Washington Post" Jonathan Franklin, górnicy będą przygotowywani do tego, że stali się bohaterami. Mężczyzn będą szkolić psycholog Alberto Iturra i dziennikarz radiowy Alejandro Pino, którzy nauczą uwięzionych odpowiadać na pytania, prosić o wyjaśnienie niezrozumiałych kwestii i zręcznie pomijać bolesne, bądź trudne kwestie.

Tymczasem górnicy, niezdający sobie sprawy ze swojej sławy, oczekują na wydobycie. Agencja AFP donosi, że martwią się nie tylko swoim obecnym położeniem, ale tym, że być może ich kopalnia zostanie zamknięta, a oni stracą pracę.

Katarzyna Pruszkowska na podstawie PAP, AP, AFP

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: prezydent | agencja | Chile | pod ziemią | górnicy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy