Reklama

Najwięksi generałowie II wojny

W czasie II wojny Wielka Brytania, USA i Niemcy wydały po jednym dowódcy sił lądowych, który wyróżniał się spośród innych. Montgomery, Patton i Rommel byli - w swoim przekonaniu, ale też w ocenie współczesnych - największymi generałami tego konfliktu.

Wszyscy trzej byli aroganccy, szukali rozgłosu i mieli wady, ale przede wszystkim odznaczali się geniuszem w dowodzeniu ludźmi i niezrównanym entuzjazmem do walki. Wszyscy osiągali spektakularne sukcesy na polu bitwy.

Każdy patrzył na wojnę przez pryzmat własnych ambicji i rywalizacji z innymi. Erwin Rommel był jedynym niemieckim generałem znanym z nazwiska w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, i to zanim jeszcze większość ludzi usłyszała o Bernardzie Montgomerym i George'u Pattonie. Ci dwaj musieli z nim współzawodniczyć, aby żołnierze - zaufawszy ich nieprzeciętnym osobowościom - mogli podjąć próbę pokonania go na polach bitewnych.

Reklama

Walcząc o miejsce na czołówkach gazet, obaj sojusznicy okazywali jednak wrogość nie tylko wobec nieprzyjaciela, lecz także wobec siebie nawzajem. Rommel, świadom, że ich armie przewyższają jego wojska liczebnie i pod względem wyposażenia, nie tracił jednak pewności, że pokona ich obu dzięki swoim większym umiejętnościom taktycznym...

Wszyscy potrafili kąsać

(...). Montgomery, Patton i Rommel przyszli na świat w różnych latach, między rokiem 1885 a 1891, ale w tym samym miesiącu - w listopadzie. Wszyscy trzej byli zodiakalnymi Skorpionami. I wszyscy trzej potrafili kąsać.

Montgomery był drobnym mężczyzną o piskliwym głosie, ale wygląd zewnętrzny dawał mylne wyobrażenie o jego ego. Był przekonany, że on jeden wie, jak się prowadzi wojnę, i traktował swoich przełożonych z pogardą. Patrzył z góry nawet na Churchilla.

Zwycięstwo Montgomery'ego pod El-Alamein nad do tej pory niepokonanym Rommlem zainspirowało brytyjską prasę do porównania go z Wellingtonem. Bynajmniej mu to nie przeszkadzało. Król Jerzy VI, który odwiedził go w Afryce Północnej, powiedział ponoć, że cieszy się, iż Montgomery nie ubiega się o jego "posadę".

Montgomery prowadził siły brytyjskie w czasie inwazji na Sycylię i napisał drugą, ostateczną wersję planu inwazji D-Day. W jej trakcie dowodził wszystkimi wojskami lądowymi, próbując raz jeszcze przechytrzyć Rommla, który kierował obroną wybrzeża.

Patton to facet z...

Patton ze względu na swój zapał do walki otrzymał przydomek "Old Blood and Guts" (ang. "krew i flaki", w wolnym tłumaczeniu "facet z jajami"), a generał Eisenhower żartował, że przypuszczalnie nie zdejmuje on hełmu, nawet kładąc się spać. Wiadomo, że wszędzie nosił ze sobą colta z rękojeścią z kości słoniowej i przybierał, jak sam to określał, "minę wojownika", gdy miał wygłosić którąś ze swoich nieprzyzwoitych i bluźnierczych przemów do żołnierzy.

Pod jego komendą amerykańscy żołnierze odnieśli swoje pierwsze zwycięstwo w Afryce Północnej. Dowodził siłami amerykańskimi w czasie inwazji na Sycylię.

Po D-Day przełamał niemiecką obronę w Normandii i jako jedyny dowódca aliancki zdołał przeprowadzić coś na wzór blitzkriegu Rommla. Gdy jego kolumny pancerne pędziły w stronę Renu, przechwalał się, że wejdzie do Berlina jako pierwszy i osobiście zastrzeli "tego sukinsyna Adolfa Hitlera".

To nie jest nadczłowiek

Kiedy Hitler przekazał Rommlowi komendę nad Deutsches Afrika Korps, zacięta twarz niemieckiego dowódcy i jego czapka z goglami stały się symbolem wojny na pustyni. Zepchnął Brytyjczyków z powrotem pod El-Alamein, pokonał Amerykanów na przełęczy Kasserine i został nazwany "Wüstenfuchs" ("Lisem Pustyni") ze względu na niewiarygodną błyskotliwość taktyki bitewnej.

Generał Auchinleck uznał za konieczne powiedzieć swojej pokonanej brytyjskiej armii, że "Rommel to nie nadczłowiek... byłoby niepożądane, aby nasi żołnierze przypisywali mu nadprzyrodzone moce".

Po klęsce i wyparciu wojsk niemieckich z Afryki Północnej przez Montgomery'ego, Rommel został mianowany dowódcą obrony francuskiego wybrzeża. Planował odeprzeć inwazję aliantów i wygrać wojnę dla Niemiec.

Szacunek dla przeciwnika

Montgomery i Patton traktowali bitwę z Rommlem jako osobistą rozgrywkę. Monty posłużył się metaforą z kortu tenisowego: "Czułem, że wygrałem pierwszy gem, przy serwisie Rommla. Następnym razem ja będę serwował, a wynik będzie jeden - zero".

Patton porównał tę rywalizację do turnieju rycerskiego, gdzie rolę koni grały czołgi: "Obie armie mogłyby się nam przypatrywać. Ja strzelałbym do niego, on do mnie. Gdybym go zabił, zostałbym mistrzem. Ameryka wygrałaby wojnę".

Obydwaj mieli największy respekt dla swojego przeciwnika. Monty trzymał w swoim wozie dowodzenia portret Rommla, a Patton studiował jego książkę o taktyce wojennej.

Rommel odwzajemniał te komplementy: "Montgomery nigdy nie popełnił poważnego błędu strategicznego [...], [a] armia Pattona dokonała najbardziej zadziwiającego wyczynu podczas wojny ruchomej".

Wyspa za mała dla generałów

Sojusznicy Montgomery i Patton darzyli Rommla szacunkiem, za to całym sercem nienawidzili siebie nawzajem. Monty powiedział swoim oficerom sztabowym, że Patton to "ordynarny miłośnik wojny", w przeciwieństwie do niego samego pozbawiony inteligencji militarnej. Patton nazwał Monty'ego "małym, zarozumiałym Angolem" i przechwalał się, że może "w każdej chwili pokonać w walce tego małego pierdołę".

Kiedy obaj zostali rzuceni na Sycylię, gdzie każdy dowodził wojskami swojego kraju, wyspa okazała się za mała dla dwóch tak wielkich osobowości i o przebiegu kampanii decydowała bardziej walka między nimi niż starcia z wrogiem.

Gdy zderzyli się ze sobą ponownie w Normandii, rywalizując o to, który pierwszy przełamie obronę Rommla, zwycięstwo aliantów stanęło pod znakiem zapytania. Natarcie Monty'ego straciło rozpęd, a Patton, który przełamał obronę, stwierdził, że teraz będzie musiał "pomóc temu małpiszonowi zachować twarz". Monty zaplanował uderzenie w głąb lądu i gdy się ścigali, kto pierwszy przekroczy Ren, domagał się przeniesienia do swojej armii ludzi i paliwa z armii Pattona.

Clausewitz a kobiece wdzięki

(...) Zanim stanęli na polu bitwy, Montgomery, Patton i Rommel studiowali taktykę wojenną i znali dzieło Carla von Clausewitza "O wojnie". Zostało ono opublikowane po raz pierwszy w 1812 roku, ale wciąż stanowiło lekturę obowiązkową dla przyszłych dowódców wojskowych, gdy Monty studiował w Royal Military College w Sandhurst, Patton w amerykańskiej Akademii Wojskowej w West Point, a Rommel w Königliche Kriegsschule (Królewskiej Szkole Wojskowej) w Gdańsku.

Patton miał tę książkę ze sobą w czasie miesiąca miodowego w Londynie w 1910 roku i prawdopodobnie zaniedbywał dla niej swoją młodą żonę, która wytknęła mu, że woli Clausewitza od jej wdzięków.

Clausewitz dowodził, że w każdej sytuacji bitewnej dowódca wojskowy musi wybrać między "najodważniejszym" i "najostrożniejszym" rozwiązaniem, i ostrzegał, iż "jeszcze żaden przywódca wojskowy nie stał się wielki, nie będąc odważnym".

Więcej niż odwaga

Gdyby dane mu było obserwować drugą wojnę światową, mógłby podać za przykład Rommla z jego Fingerspitzengefühl (instynktowną, natychmiastową reakcją na sytuacje na polu bitwy) i talentem do prowadzenia wojny błyskawicznej, a także Pattona, jedynego alianckiego dowódcę, który dorównał Rommlowi w jego koronnej konkurencji i stosował się do dewizy: "L'audace, l'audace, l'audace - tout jour [sic] l'audace" (fr. odwaga, odwaga, zawsze odwaga).

Montgomery uczynił podstawą swojej strategii bitewnej "ostrożność" i od niej uzależnił swoje zwycięstwa. Tylko jego niebywały talent do Materialschlacht (niem. powolnego gromadzenia przed nawiązaniem walki sił i zaopatrzenia w celu zapewnienia sobie przewagi) mógł pokonać Rommla pod El-Alamein i na wybrzeżu Normandii. O wielkości dowódcy decydują więc chyba bardziej złożone czynniki, niż wyobrażał sobie Clausewitz.

Na przykładzie Rommla i Pattona (świetnie dopasowanych pod względem odwagi) i Monty'ego (mistrza ostrożności) możemy zobaczyć, jak te dwa style dowodzenia spotkały się w rozstrzygających kampaniach drugiej wojny światowej...

Terry Brighton

Powyższy tekst jest fragmentem książki Terry'ego Brightona pt.: "Gry wojenne. Patton, Monty, Rommel", która ukazał się nakładem Wydawnictwa Znak.

Tytuł i śródtytuły pochodzą od INTERIA.PL.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy