Reklama

Sonda DART uderzy w asteroidę Dimorphos! NASA nie boi się konsekwencji...

Misja DART zbliża się do nieuchronnej katastrofy. Sonda uderzy w asteroidę, aby przetestować możliwości obronne ludzkości przez zagrożeniami z kosmosu. Mimo że na wyniki tego eksperymentu będziemy musieli jeszcze poczekać, naukowcy są zgodni co do jednego – ochrona Ziemi wymagała będzie współpracy ponad podziałami.

DART (Double Asteroid Redirection Test) jest sondą kosmiczną, która przypomniała o sobie pod koniec sierpnia. Naukowcy wysłali ją w przestrzeń kosmiczną w jednym celu - katastrofa. Sonda zmierza w stronę asteroidy Didymos, by uderzyć w jego satelitę, Dimorphosa. Impakt zaplanowano na nadchodzącą noc, a wszystko w słusznym celu.

Ziemia wymaga sprawnego systemu obronnego przed zagrożeniami z kosmosu. Niestety mimo wielu lat rozwoju technologicznego, nie udało się opracować jeszcze niczego, co byłoby w tym aspekcie skuteczne. Rodzi to liczne obawy o nasze bezpieczeństwo. Jedną z wielu koncepcji, która potencjalnie mogłaby nas uratować przed zagrożeniem z kosmosu, może okazać się sonda DART.

Reklama

To tylko próba

Rozpędzona do ponad 24 tys. km/h sonda ma za zadanie trafić w satelitę asteroidy, znajdującego się około 10,8 mln kilometrów od Ziemi. Uderzenie powinno w odczuwalny sposób zmodyfikować orbitę 160-metrowego Dimorphosa.

To trochę, jak próba trafienia ziarnkiem maku wystrzelonym z Lizbony w ośmiocentymetrową tarczę umieszczoną w Central Parku w Nowym Jorku. Na szczęście obserwacje wskazują, że wszystko idzie zgodnie z planem.

O skutkach tego oszałamiającego wyczynu dowiemy się dopiero 27 września po 1:14 czasu polskiego. Naukowcy mają zamiar doprowadzić do jednoprocentowej modyfikacji orbity Dimorphos, co stanowiłoby obiecujący wynik dla przyszłych podobnych misji, a te bez wątpienia nastąpią.

Koncepcje misji szukających zagrożenia

Naukowcy są obecnie skoncentrowani na poszukiwaniu i śledzeniu niewielkich asteroid, które nie osiągają rozmiarów większych niż kilometr średnicy. Z obserwacji wynika, że tego typu obiekty zdecydowanie częściej wpadają w atmosferę Ziemi i mogą stanowić regionalne zagrożenie. Demonstracją tego zagrożenia okazał się meteor Czelabiński, który niepostrzeżenie wybuchł nad terytorium Rosji w 2013 roku.

W celu skuteczniejszego identyfikowania zagrożenia z kosmosu, agencje kosmiczne dwoją się i troją nad opracowywaniem nowych rozwiązań technologicznych. NASA pracuje nad satelitą NEO Surveyor, która będzie monitorowała kosmos w podczerwieni, wykrywając szczególnie te najciemniejsze asteroidy. ESA z kolei rozwija koncepcję teleskopu kosmicznego NEOMIR, który będzie wypatrywał obiekty nadchodzące do nas z kierunków zbyt bliskich Słońcu, aby je można było wypatrzyć z Ziemi.

USA bohaterem narodów

Jeśli cokolwiek znajdzie się na kursie kolizyjnym z Ziemią, to NASA bierze odpowiedzialność za decyzję o tym, co powinno się robić w dalszej kolejności. W tym celu w 2016 roku ustanowiono Biuro Koordynacji Obrony Planetarnej (PDCO), które będzie współpracowało z Departamentem Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Federalną Agencją Zarządzania Kryzysowego (FEMA).

Na arenie międzynarodowej NASA będzie zajmowała się koordynacją dalszych działań we współpracy z Biurem Obrony Planetarnej ESA oraz Grupą Doradczą ds. Planowania Misji Kosmicznych wspieraną przez ONZ. Wiele zatem wskazuje na to, że Stany Zjednoczone chcą potwierdzić, przedstawiany w filmach science-fiction, obraz obrońcy narodów przed zagrożeniem z kosmosu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy