St. Helens - wulkan, który wstrząsnął USA

Naukowcy informują, że komora pod wulkanem St. Helens w USA, zaczęła się wypełniać magmą. Świadczy to o zbliżającej się erupcji. Do ostatniej doszło w 1980 roku i była ona jedną z największych w dziejach.

Naukowcy informują, że komora pod wulkanem St. Helens w USA, zaczęła się wypełniać magmą. Świadczy to o zbliżającej się erupcji. Do ostatniej doszło w 1980 roku i była ona jedną z największych w dziejach.

18 maja 1980 roku nastąpiła jedna z największych erupcji wulkanicznych w nowoczesnej historii. Na skutek wybuchu osunęła się cała północna część wulkanu St. Helens w stanie Waszyngton.

 

Było to jedno z największych znanych ludzkości osunięć ziemi. Chmura popiołu, gazów i pyłów w oka mgnieniu zrównała z ziemią setki kilometrów kwadratowych lasu. Zginęło 57 osób.

 

Zniszczeniu wówczas uległo 200-300 metrów wierzchołka, a na wysokości około 2500 metrów powstał nowy krater. Krajobraz wyglądał jak księżycowy, ponieważ wszystko wokół wulkanu było pokryte kilkumetrową warstwą szarego popiołu.

Reklama

 

Z biegiem lat przyroda zaczęła się odradzać i dzisiaj skutki potwornej erupcji prawie nie są zauważalne. Animacja zdjęć satelitarnych z lat 1979-2009 ukazuje jak zmieniała się szata roślinna.

 

Najpierw okolice wulkanu przed erupcją były bujnie zalesione. Po erupcji teren został ogołocony z drzew, jednak po latach przyroda odrodziła się, a zieleń wraca tam, gdzie jej miejsce.

Tak zmieniał się wulkan St. Helens i okolica po erupcji. Dane: NASA.

Jednak wulkanolodzy nie mają dobrych wieści. Drzemka wulkanu nie potrwa długo. Badania poczynione w ostatnich miesiącach wykazują, że komora magmowa na odcinku od 5 do 8 kilometrów pod powierzchnią ziemi, systematycznie wypełnia się nowym materiałem, a ciśnienie w niej rośnie.

 

Naukowcy uspokajają jednak, że wcale nie oznacza to iż wulkan może wybuchnąć w każdej chwili. Choć takie zagrożenie zawsze istnieje, i nie można go bagatelizować, to na razie jednak jego prawdopodobieństwo jest niewielkie.

 

Fot. Lyn Topinka / Wikipedia.

 

Badacze z Amerykańskiej Krajowej Służby Geologicznej (USGS) na bieżąco monitorują deformacje gruntu oraz aktywność sejsmiczną w rejonie wulkanu St. Helens. Jeśli zagrożenie wzrośnie, to niezwłocznie poinformują o tym mieszkańców zagrożonego regionu.

 

Na zbliżające się lato zaplanowane są kompleksowe badania emisji gazów i pola grawitacyjnego, które pomogą naukowcom lepiej przewidywać aktywność wulkanu i zawczasu uprzedzić ludność przez erupcją.

Geekweek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy