Reklama

Czy za tym stoi rosyjski wywiad? Zagadkowa fala telefonów w sprawie polskich schronów

Tuż po ataku Rosji na Ukrainę w polskich urzędach wojewódzkich i samorządach urzędnicy zaczęli odbierać zagadkowe telefony. Zaniepokojeni "ciekawscy" prosili nie tylko o podanie dokładnej lokalizacji GPS schronów przeciwlotniczych, ale także interesowała ich... odporność betonu na poszczególne rodzaje pocisków i bomb.

To dość osobliwe zjawisko pojawiło się już w dniu ataku Rosji na Ukrainę, czyli 24 lutego. Polscy urzędnicy odpowiedzialni za obronę cywilną w urzędach wojewódzkich czy samorządach nagle zaczęli odbierać telefony od ludzi, którzy byli zaniepokojeni sytuacją i prosili o podanie lokalizacji schronów przeciwlotniczych. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyż wobec dramatycznych wydarzeń za naszą wschodnią granicą takie pytanie jest w pełni uzasadnione. Każdy ma bowiem prawo wiedzieć, gdzie będzie mógł się ukryć, jeśli zagrożenie atakiem Rosji stanie się realne. Jednak te telefony były wyjątkowe i pojawiła się ich prawdziwa fala w tym samym czasie, w różnych miejscach Polski, co wzbudziło podejrzenia polskiej obrony cywilnej. Zagadkowa była zwłaszcza szczegółowość pytań "zatroskanych obywateli", a interesowały ich bardzo konkretne rzeczy.

Reklama

Proszę o lokalizację GPS i grubość betonu!

W Polsce pełną informację o schronach przeciwlotniczych posiada szef Obrony Cywilnej Kraju, ale za ich utrzymanie odpowiadają samorządy. I właśnie urzędnicy samorządowi odpowiedzialni za schrony zaczęli odbierać telefony z podejrzanie szczegółowymi pytaniami.

Odpowiedzi domagano się zgodnie z zagwarantowanym przez prawo dostępem do informacji publicznej, jednak było małe "ale". Zaniepokojeni mieszkańcy pytali o lokalizację schronów, ale... nie chcieli nazw ulic - woleli namiary GPS. Najbardziej niepokojące były jednak pytania o ich wytrzymałość na konkretne rodzaje pocisków. Taka wiedza raczej nie jest potrzebna zwykłemu Kowalskiemu, który chce wiedzieć, gdzie się będzie musiał schronić. W rozmowie z Geekweekiem brygadier Karol Kierzkowski przyznał, że to właśnie ta sprawa zaniepokoiła Obronę Cywilną Kraju, która działa w ramach Komendy Głównej Straży Pożarnej.

Wobec fali zagadkowych telefonów zdecydowano się zalecić Urzędom Wojewódzkim, aby nie podawać zbyt szczegółowych lokalizacji schronów. Zgodnie z prawem obywatel ma oczywiście prawo widzieć o położeniu najbliższego schronu, ale tutaj trzeba brać pod uwagę bezpieczeństwo Polski. Brygadier Kierzkowski tłumaczył, że zawsze istnieje ryzyko, że te dane mogą trafić w niepowołane ręce. - Wyobraźmy sobie, że za wschodnią granicą Rosjanie już mają te dane, konkretnie co do centymetra, czy wręcz milimetra i teraz celują tymi swoimi bombami czy działami w te wszystkie schrony - powiedział w rozmowie z Geekweekiem.

Pytania ciekawskich obywateli czy robota rosyjskich agentów?

W przypadkowość fali telefonów do polskich urzędników w sprawie lokalizacji schronów nie wierzy dr Wojciech Szewko, ekspert Collegium Civitas. W rozmowie z Geekweekiem dr Szewko zwrócił uwagę, że zwykły Kowalski raczej nie interesuje się odpornością schronu na poszczególne typy rakiet. W momencie zagrożenia ta wiedza nie ma aż takiego znaczenia dla mieszkańców szukających schronienia, natomiast jest bezcenna dla rosyjskiego wywiadu wojskowego.

Schrony do przeglądu

Według nieoficjalnych informacji do których dotarł Geekweek, polskie schrony przeciwlotnicze są od kilku tygodni sprawdzane, zwłaszcza przy naszej wschodniej granicy. Na Ukrainie podjęto decyzję, że wobec agresji Rosji każdy nowo budowany budynek będzie obowiązkowo wyposażony w schron. Być może podobnie będzie w Polsce. Jeszcze kilka lat temu taki pomysł w naszym kraju spotkałby się z miażdżącą krytyką. Ale od 24 lutego żyjemy w zupełnie nowej rzeczywistości.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy