Reklama

Polak w Abwehrze, czyli kulisy wojny szpiegów

Jego zagadkowe losy prowadziły przez meandry największych tajemnic polskiej konspiracji i bezlitosnej walki prowadzonej z Gestapo. Oto druga część historii kapitana Władysław Boczonia, ps. "Pantera".

Wczesnym rankiem, na jeden z peronów Dworca Głównego we Wrocławiu, wtoczył się pociąg z Krakowa - stolicy Generalnej Guberni. Wysiadł z niego mężczyzna z elegancką walizką, który niespiesznie podążył do kamienicy przy Neue Taschenstrasse 21. Tu właśnie, w niewielkim pensjonacie prowadzonym przez Magdę Battke, mieścił się punkt kontaktowy niemieckiego wywiadu wojskowego.

Przeczytaj część pierwszą historii kapitana Boczonia

Próba wejścia w szeregi wroga

Mężczyzna został serdecznie powitany przez gospodynię i zaproszony do salonu, gdzie przy gorącej herbacie miał oczekiwać na przyjazd szefa wrocławskiej Abwehry - mjr Fabiana. Kapitan Władysław Boczoń, od kilku tygodni zaprzysiężony członek Komendy Obrońców Polski, ps. "Pantera", przygotowywał się do tej rozmowy bardzo starannie. Rozpoczynała się najbardziej niebezpieczna gra, jaką mógł podjąć oficer wywiadu - próba wejścia w szeregi wroga.

Reklama

Po krótkim telefonie i kilkunastominutowym oczekiwaniu, w salonie zjawili się oficerowie mjr Fabian i kpt Hoffman, którzy nie ukrywali zadowolenia z faktu, iż "dr Richard Wagner" - pod tym nazwiskiem oficjalnie miał występować Boczoń - zjawił się zgodnie z umową we Wrocławiu. Przez następne godziny Boczoń konferował z szefem wrocławskiej placówki, prezentując niewiele mijający się z prawdą drobiazgowy i fachowo przygotowany raport obrazujący sytuację w Generalnej Guberni - nastroje społeczne, oburzenie na terror Gestapo, i powszechną chęć oporu, jaką przejawiali Polacy.

"Kaleczący fach rzeźnicy"

Szczególne zaciekawienie wzbudził numer podziemnej gazetki wydanej przez KOP pt. "Polska Żyje". Wkrótce mężczyźni udali się do jednej z lepszych restauracji na obiad i kieliszek czegoś mocniejszego. Major Fabian wydawał się być usatysfakcjonowany, jego plan - pozyskania do współpracy bardzo dobrego fachowca, oficera służby czynnej i swojego przedwojennego przeciwnika - realizował się po jego myśli.

On sam, wykształcony prawnik, bardzo wcześnie związany z wywiadem, uważał się za profesjonalistę w odróżnieniu od "kaleczących" fach rzeźników z SS i Gestapo. Niemcy na samym wstępie zastrzegli, że nie chcą kolejnego V-manna (niem. Vertrauensmann - człowiek zaufany), czyli zwykłego agenta. Interesuje ich raczej wykorzystanie wiedzy i dorobku polskiego oficera, który świadomie podejmie z nimi ścisłą współpracę, w dalszym ciągu opracowując raporty dotyczące sytuacji w Polsce, poszukując jednocześnie kontaktu z innymi oficerami Oddziału II.

Abwehra cierpliwie czekała...

W dalszej kolejności dr Wagner miał objąć kierownictwo jednej z mniejszych placówek Abwehry. Boczoń poprosił o kilkutygodniową zwłokę, podkreślając przy tym, że jest specjalistą od pracy w terenie, ze szczególnym wskazaniem kontrwywiadu. Oficerowie Abwehry oferowali mu sporo swobody, dokumenty, pieniądze i praktycznie wolną rękę.

Z Prezydium Policji wydano mu paszport o numerze 93/40, na nazwisko Toni'ego Barcklay'a oraz specjalną przepustkę. Następnego dnia "świeżo upieczony" pracownik niemieckiego wywiadu wyruszył z Wrocławia z zadaniem zorganizowania własnego źródła informacji, szlifowania języka niemieckiego i nawiązania jakiegokolwiek kontaktu z polskim podziemiem. W ciągu najdalej dwóch miesięcy miał porozumieć się z centralą we Wrocławiu, gdzie będzie czekać na niego konkretna propozycja przydziału. Abwehra cierpliwie czekała...

Odpowiedni wybór majora Fabiana

Dwa miesiące później, do drzwi pensjonatu Frau Battke ponownie zadzwonił "drogi dr Wagner", na którego czekał jego "ulubiony" pokój. Polski oficer przybył z sensacyjnymi wynikami swojej pracy. Przede wszystkim udało mu się wstąpić do jednej z organizacji, gdzie objął pewne funkcje w kontrwywiadzie. Przywiózł fragmenty regulaminów i dokumentów wytworzonych przez organizację, przygotował również kolejny raport dotyczący sytuacji w okupowanej Polsce.

Do Abwehry popłynęły strumieniem odpowiednio spreparowane informacje. Również takie, które doprowadziły do aresztowania "polskiej agentki" występującej pod fałszywym nazwiskiem Helena Przygoda. Była to faktycznie przedwojenna współpracowniczka Oddziału II, która jednak została przewerbowana przez Gestapo i doprowadziła do wsypania wielu polskich konspiratorów z Ostrowa Wielkopolskiego. Dostarczone przez Boczonia dowody "współpracy" Przygody z podziemiem wystarczyły do wysłania jej do obozu w Ravensbrück. W efekcie Boczoń, jako dr Richard Wagner, miał być traktowany jako oficer Abwehry, pozwolono mu również kontynuować pracę w terenie. Od tej pory do Wrocławia regularnie zaczęły napływać sumienne raporty, które utwierdzały mjr Fabiana o odpowiednim wyborze.

Przeczytaj część pierwszą historii kapitana Boczonia

Wydawać by się mogło, że utrzymanie legendy autentycznego pracownika Abwehry, jednocześnie nie dekonspirując żadnej z podziemnych organizacji jest praktycznie niemożliwe. I prawdopodobnie jeden człowiek nie byłby w stanie tego osiągnąć, jednak kapitan Boczoń nie działał sam. Dwa miesiące spędzone poza Wrocławiem minęły mu bardzo pracowicie. Nie rozmijał się zbytnio z prawdą twierdząc, że nawiązał kontakt z kontrwywiadem jednej z polskich organizacji podziemnych. Jednak Abwehra byłaby "nieco" zaskoczona, gdyby poznała prawdziwy charakter tych kontaktów.

W ciągu ośmiu tygodni "Pantera" rozpoczął organizowanie od podstaw potężnej centrali kontrwywiadu na rejon Krakowa pod kryptonimem "Niezapominajka" oraz sieci rezydentur kontrwywiadu i wywiadu: w Poznaniu, Katowicach, Bielsku, Tarnowie, Zakopanem i Nowym Sączu. Siatki, tworzone przez następne miesiące, powstawały zgodnie z najlepszymi przedwojennymi procedurami Oddziału II.

Wpadła tylko jedna osoba

Szefowi Władysławowi Boczoniowi, który przyjął kolejny pseudonim "Wiktor", podległa tzw. I linia, kierowników poszczególnych rezydentur, którzy z kolei organizowali II linię złożoną z agentów i informatorów nieznanych bezpośrednio centrali. Ich organizacja i umiejętny sposób prowadzenia spowodowały, że oprócz poznańskiej placówki dotrwały one nienaruszone do czasu połączenia się Komendy Obrońców Polski ze Związkiem Walki Zbrojnej. A już zupełnym ewenementem w historii polskiego podziemia pozostawała placówka S. 3 w Zakopanem (kierowana bezpośrednio przez "Sępa" dr. Tadeusza Boczonia, brata "Pantery"), która była jego "oczkiem" w głowie. Z prawie 80-osobowej prężnie działającej placówki, podczas całej okupacji tylko jedna osoba została przypadkowo aresztowana i zginęła zastrzelona w krakowskim Gestapo!

Przez kolejne miesiące 1940 i 41 roku "Pantera" działał bardzo intensywnie, utrzymując jednocześnie kontakty z kierownictwem Abwehrstelle przy dowództwie Wehrmachtu w Krakowie. Wykorzystywał przy tym bardzo często silną konkurencję narastającą między niemieckim wywiadem wojskowym a tajną policją państwową. Wiele z przekazywanych Abwehrze materiałów pochodziło wprost z siedziby krakowskiego Gestapo, gdzie znalazło się kilku dobrze zakamuflowanych polskich informatorów, m.in. zatrudniony w charakterze tłumacza, przedwojenny podoficer WP i współpracownik szefa poznańskiej ekspozytury wywiadu mjr Żychonia.

Oskarżony i ścięty

Te kolosalne możliwości kapitan Boczoń wykorzystywał bardzo umiejętnie, często likwidując niemiecką agenturę rękami jej konkurencji. Jednym z dziesiątków przykładów takich operacji była sprawa niejakiego Edwina Orlikowskiego ps. "Zawada", który przez długi czas był kierownikiem kasyna w Poznaniu, następnie związany z fabryką Focke Wulfa Werk 9. Był to dawny agent Oddziału II. Zwerbowany przez Niemców doprowadził do wielu aresztowań na terenie Poznania. Dosyć skomplikowana gra, jaką sterował Boczoń, wykorzystując przy tym członków siatki z Poznania, doprowadziła do tego, że dostarczył on wrocławskiej Abwehrze niezbitych dowodów (m.in. planów niemieckiego myśliwca, do których miał dostęp Orlikowski), na które "natknął" się przy okazji rozpracowywania polskiego podziemia. Dowody były tak fachowo i wiarygodnie spreparowane, że niemiecki agent został rozstrzelany w Forcie VII w Poznaniu, a związany z nim oficer Gestapo Untersturmführer SS Köster Willy - oskarżony o zdradę i ścięty po wyroku sądu wojskowego w Dreźnie.

Zadanie o wielkiej wadze

Przez dwa lata "Pantera" balansował na cienkiej linii, grając rolę dr. Richarda Wagnera, przekazując pod ps. "Wiktor" KG KOP, a od pewnego momentu Związkowi Walki Zbrojnej wiele materiałów o charakterze wywiadowczym. Organizował likwidację konfidentów i wiele spektakularnych akcji dywersyjnych, w których brał osobiście udział. Zasługują one jednak na odrębne opracowania.

Ostatecznie, dzięki ogromnemu zaufaniu jakim obdarzali go oficerowie z Wrocławia, z którymi nawiązał już mniej formalne przyjacielskie kontakty zaproponowano mu pewne zadanie.

Latem 1942 roku został wezwany do punktu kontaktowego Gestapo na ulicy Katowickiej 58 w Krakowie. Oczekiwali tam na niego dwaj mężczyźni w mundurach Siecherdienst - Służby Bezpieczeństwa SS: Hauptsturmführer dr Alfred Spielker i Untersturmführer Alfred Otto. Dr Richard Wagner z wrocławskiej Abwehry został rekomendowany przez Wrocław do objęcia kierownictwa nad operacją, "o najwyższej wadze dla bezpieczeństwa III Rzeszy, prowadzoną przez specjalną jednostkę z Warszawy".

Kapitan Boczoń po krótkim wahaniu wyraził zgodę, za kilka dni miał stawić się w Warszawie do dyspozycji Sonderkommando IV AS i jej szefa Alfreda Spielkera. Tam miał znaleźć się w centrum najbardziej niebezpiecznej niemieckiej prowokacji z jaką musiało zmierzyć się polskie podziemie.

CDN.

Łukasz Orlicki

Przeczytaj część pierwszą historii kapitana Boczonia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy