Reklama

Bracia Minkiewiczowie: W WILQ nigdy nie przesadziliśmy

Stworzyli "jedną z pięciu najśmieszniejszych rzeczy na świecie", ale stronią od pokazywania twarzy. Na całe szczęście udało mi się ich namówić na więcej niż kilka słów. Z Bartkiem i Tomkiem Minkiewiczami porozmawiałem nie tylko o ich najsłynniejszym dziele - komiksie "Wilq" - ale także o branży, zwariowanym poczuciu humoru, żółwiu Maciusiu i nadchodzącym wielkimi krokami serialu o superbohaterze z Opola.

Nowy Jork ma drużynę Avengers, fikcyjne Gotham City Batmana, a Opole... Wilqa - kurduplowatego herosa, który nie zawsze czerpie przyjemność z ratowania swojego miasta. Stworzony przez braci Minkiewiczów superbohater doczekał się aż 23 albumów o swoich przygodach i od lat cieszy się nieustającą popularnością wśród polskich czytelników. Komiks ten charakteryzuje nie tylko postać głównego bohatera, ale również specyficzna kreska, absurdalny humor i przekleństwa. Dużo, dużo przekleństw.

Michał Ostasz, Interia: Dlaczego Wilqu nie może być normalnym superbohaterem?

Bartek Minkiewicz: - Jakby był normalny, to nie miałby racji bytu. Tych normalnych herosów jest całe mnóstwo. To pastisz. Im mniej jest normalny, tym jest to ciekawszy. Zakładamy, że ludzie znają konwencję komiksów superbohaterskich. Nasze żarty budujemy na przewracaniu rządzących nimi reguł do góry nogami.

Jak zaczęła się wasza przygoda z komiksem?

Tomek Minkiewicz: - Jak wszystkich ludzi, którzy mają tyle samo lat co my - Kajko i Kokosze, Tytusy, Thorgale.

Bartek: - Mama kupiła nam kiedyś "Świat Młodych". Tam na ostatniej stronie był fragment przygód Kajko i Kokosza, dosłownie jedna strona i to zupełnie wyrwana z kontekstu. Pamiętam, że czytałem to w kółko. Zupełnie nie rozumiałem o co tam chodziło, ale ta zagadka mnie fascynowała. A potem jak powiedział Tomek - Tytusy, Thorgale, komiksy Baranowskiego.

Tomek: - Te ostatnie okazały się bardzo inspirujące!

Bartek: - Komiksy wciągały przez przygodę. W świecie Thorgala aż chciało się zanurzyć, a w dziełach Baranowskiego była ta dodatkowa warstwa humoru.

Reklama

A jak zaczęliście rysować własne plansze? Pamiętacie?

Bartek: - Dużo rysowaliśmy. Zaczęliśmy naśladować komiksy zapełniając podobnymi rysunkami szkolne zeszyty. Było to odtwórcze, ale ta zabawa nas rozwinęła. Komiks w ogóle pozostał zabawą. Tak naprawdę ta faza nigdy się nie dla nas nie skończyła. Nie jest tak, że wstajemy rano i idziemy pracować przy komiksie. To hobby robione po godzinach.

Kiedy zapadła decyzja o tym, aby spróbować opublikować wasze prace?

Tomek: - W momencie, w którym wybraliśmy krakowską Akademię Sztuk Pięknych wiedzieliśmy, że będziemy mieli coś wspólnego z szeroko pojętą działalnością artystyczną, ale chyba obaj nie sądziliśmy, że kiedyś będziemy na komiksach zarabiać pieniądze.

Bartek: - Na roku spotkałem Krzysztofa Tkaczyka, który był jedną z ważniejszych osób w krakowskim światku komiksowym i to właśnie on rozpalił we mnie miłość do komiksu na nowo. Myślałem, że na ASP odpocznę sobie od tej formy, zajmę się wysoką sztuką. Tak mi przynajmniej poradzili na egzaminie wstępnym. Stało się jednak inaczej. Razem z Krzyśkiem rysowaliśmy i zawoziliśmy prace na konkursy i wystawy na konwentach. Pierwsze publikacje pojawiły się właśnie w pismach okołokonwentowych. Próbowaliśmy też wysyłać je do gazet - z lepszym i gorszym skutkiem.

- Wilqa robiłem dla jaj, a sam próbowałem iść w kierunku realistycznego komiksu, bogato rysowanego i w kolorze. To miały być poważne historie. Jednakże to właśnie dwie lub trzy historie o Wilqu wysłaliśmy do "Produktu" (kultowego magazynu komiksowego wydawanego w latach 1999 - 2004 r. - red.). Byliśmy zadowoleni, że trafiły na jego łamy, a jak już dostaliśmy odzew, że się podobają, to już w ogóle wpadliśmy w szał. To był pretekst, aby rysować go dalej. Wilqu na dobre zadomowił się w "Produkcie". Zaczęliśmy myśleć o własnym wydawnictwie... W ogóle to zapomniałem dodać, że "Wilq" powstał w liceum. Były to rysunkowe żarty, często chamskie i grubiańskie, z naszych szkolnych koleżanek i kolegów. Wilqu na początku nie był superbohaterem. Na ten pomysł wpadliśmy dopiero później.

Jak teraz pracujecie nad waszym komiksem? Wymyślacie wszystko razem?

Bartek: - Nigdy się nie widujemy. W ogóle to z bratem widzę się na żywo pierwszy raz od 5 lat. (śmiech)

Tomek: - Ja mam najfajniejszą robotę. Spisuję pomysły - często w formie scenariuszy, ale raczej w postaci "okołoscenariuszowej" jako luźne wątki. Wysyłam je Bartkowi i... mam spokój. Przynajmniej do momentu aż komiks będzie wydrukowany, a ja go będę mógł przeczytać. W międzyczasie oczywiście wymieniamy się pomysłami...

Bartek: - ...przez telefon!

Tomek: - Tak, przez telefon. Ale nie ma raczej jednej koncepcji. Rozwijamy je osobno.

Bartek: - Tomek wysyła mi swoje scenariusze, a ja je interpretuję rysunkami. Często dodaję coś od siebie. Wymyślanie i rysowanie "Wilqa" jest bardzo intuicyjne. Założyliśmy sobie, że ten komiks będzie miał taką "chuligańską" strukturę. Pozwalamy sobie na anarchię.

Tomek: - Sami też wydajemy te historie. Mając własne wydawnictwo mamy ogromną swobodę. Nie musimy wydawać kolejnego albumu na określony termin.

Bartek: - Komiksy leżą u mnie w garażu. Często sam robię wysyłkę idąc po prostu na pocztę. Kręci się to bardzo... XIX-wiecznie.

Od samego początku robicie "Wilqa" razem?

Tomek: - Zaczęło się od wspomnianych rysunków Bartka z czasów licealnych. Dopiero kiedy wszystko zaczęło się rozrastać, brat zaproponował mi, abym od czasu do czasu rzucił jakimś pomysłem. Ja mam do niego pełne zaufanie - żadna z jego decyzji odnośnie komiksu nie była zła. Bartek ma też ostatnie słowo odnośnie zawartości każdego albumu. Zdarzyło się tak, że bodajże w numerze 16. nie było nic mojego...

Bartek: - Ale za to ten z Gondorem (album numer 20, który mieliśmy przyjemność recenzować - red.) był cały twój!

Często pojawiają się w sieci wasze humorystyczne obrazki. Co jest dla was łatwiejsze do wymyślenia: przygody Wilqa, czy też "shorty" oparte na jednym żarcie?

Tomek: - Ja mam spostrzeżenie, że łatwiej wymyśla mi się dłuższe historie. Często mam pomysł na żart, którego nie mam jak skrócić. Często muszę czytelnika podprowadzić do śmiesznej puenty.

Bartek: - "Wilqa" się rysuje wtedy, kiedy ma się pomysł. Te krótkie rzeczy robimy na termin. Mamy kilku klientów, którzy zamawiają u nas rysunki. Na dzień, dwa przed deadlinem - o ile nic się nie wymyśliło - zaczyna pojawiać się stres. Trudno jest wymyślić coś śmiesznego na zawołanie. Raz w tygodniu wysyłam żarty do Tygodnika Powszechnego. Strasznie się z tym morduję i prawie zawsze robię to na minuty przed końcowym terminem. "Wilq" jest z kolei samą przyjemnością. Jak mam wolną chwilę to rysuję.

Wilqu nie ma żadnych hamulców i nie uznaje żadnych świętości. Czy nie mieliście kiedyś refleksji, że z czymś przesadziliście?

Bartek: - Nie. Ktoś tylko zwrócił mi uwagę, że przegiąłem, ale się z nim nie zgodziłem. W 7. numerze dodawaliśmy vlepki, które można było gdzieś sobie przykleić. Było na nich hasło "Jak często puszczałaby się twoja matka, gdyby mogła? Raz w tygodniu, dwa razy w tygodniu, trzy razy w tygodniu." Mój znajomy stwierdził, że przesadziliśmy. Wyprzedziliśmy swoje czasy, teraz przeszłoby to bez echa.

Tomek: - Ostrzegamy, że w komiksie jest sporo żartów tylko dla dorosłych i że jest on wypchany po brzegi wulgaryzmami. Chociaż zdarzyło się tak, że odezwali się do nas jacyś miłośnicy zwierząt. Nie pamiętam o co chodziło dokładnie, ale dotyczyło to albumu, w którym ginęły dzieci i były najazdy nazistów oraz orgie. Chyba zginął też jakiś pies - i to wkurzyło tych ludzi najbardziej.

Bartek: - Ktoś nas też oskarżył, że Wilq to komiks homofobiczny, bo bohaterowie wyzywali się od "pedałów". A po odcinku, w którym pojawił się Carotino - Marchewkowy Pederasta tylko się zaogniło.

Tomek: - Ale to była bardzo sympatyczna postać...

Bartek: - ...tyle, że na końcu zostaje zastrzelony. (śmiech) Jedno oskarżenie na tyle zeszytów - chyba nie jest tak źle.

Powiedzieliście kiedyś, że główne postacie występujące w komiksach z serii "Wilq" są wzorowane na waszych znajomych. Naprawdę znacie prawdziwego Wilqa i Alc-Mana?

Bartek: - To są moi koledzy i koleżanki ze szkoły, z II Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Konopnickiej w Opolu. Wszyscy byli bardzo sympatyczni i niesamowicie się zżyliśmy. Ja w ogóle funkcjonowałem w szkole jako dyżurny szyderca. Kiedy "Wilq" dostał drugie życie pod koniec studiów, to zdecydowałem się przenieść cały ten inwentarz. Nie zmieniałem postaci, stwierdziłem, że będą dla czytelników jeszcze bardziej interesujące. Tak jak śmieszyły kiedyś jedną grupę, tak teraz bawią tych nieznających pierwotnego kontekstu. Udało się.

Tomek: - Chyba wszyscy cieszą się, że unieśmiertelniłeś ich na łamach komiksu.

Bartek: - Postacie zaczęły trochę żyć własnym życiem, wyszły już tych licealnych ram.

Muszę o to zapytać - czy żółw Maciuś, którego ma komiksowy Wilq też istniał naprawdę?


Bartek: - Tak, mój kolega Michał - który jest pierwowzorem postaci Wilqa - miał żółwia o takim imieniu.

A samo Opole, które przedstawiacie w komiksie?

Tomek: - Używamy prawdziwych nazw. Górka śmierci, osiedle ZWM i tak dalej. Ale to tylko ozdoby, tła dla opowiadanych historii.

Bartek: - Dodatkowo nazwy ościennych miejscowości: Osowiec, Ozimek, Chmielowice - kojarzą się z tą Polską lokalną. Wszyscy superbohaterowie działają w kosmosie, albo jakichś megalopolis. W najgorszym razie w Nowym Jorku. A Wilqu musi jechać do Mysłowic - takie jest jego życie.

Skąd bierze się wasza skromność? Działacie nie tylko na polu komiksowym, samego "Wilqa" wydajecie z powodzeniem od ponad dekady. Przychodząc na spotkanie z wami musiałem się domyślać który z was to Tomek, a który to Bartek.

Tomek: - Niektórzy promują swoje dzieła własną osobą, ale my nie czulibyśmy się z tym dobrze,

Bartek: - Jak ktoś nie ma jakiegoś waloru, to maskuje to samym sobą. My mamy takie walory...

Tomek: - ...że nie pokazujemy siebie! (śmiech)

Bartek: - No nie lubimy tego po prostu. Nawet unikamy jeżdżenia na spotkania. Oczywiście są one megasympatyczne, ale raczej od nich stronimy. Nie dajemy też naszych zdjęć, tak się umówiliśmy z bratem. Naszą wizytówką jest "Wilq" lub coś, co jest rysowane moją kreską. To taka nasza identyfikacja wizualna.

Tomek: - I to działa. Ludzie wiedzą, że za żarty obrazkowe na Facebooku jesteśmy odpowiedzialni właśnie my, nawet jeśli nie ma na nich Wilqa.

Bartek: - Może to mało nowoczesne, ale ma sens i jest skuteczne.

Powiedzieliście, że "Wilqa" robicie w wolnym czasie, dla zabawy. A czy z tworzenia komiksów da się w Polsce wyżyć?

Tomek: - Jeśli myśli się o tym, aby wydawać je tylko w Polsce, to nie. Chcąc robić karierę w tej branży trzeba pracować na Zachodzie. Teraz da się robić wszystko zdalnie, więc jest to możliwe.

Bartek: - Może student mógłby się utrzymać, ale też nie bardzo.

Tomek: - Rozwiązaniem jest wyjście poza komiks, na przykład zrobienie animacji. W naszym przypadku bez pracy w reklamie strasznie byśmy biedowali.

Obaj pracujecie w tej branży?

Bartek: - Dla mnie to podstawowa praca.

Tomek: - Ja trochę z doskoku. Wcześniej tak, ale teraz wciągnąłem się z ilustratorstwo. Moim dziełem jest między innymi Mapa Przyszłości - graficzna książka dla dzieci, którą zrobiłem dla wydawnictwa Nasza Księgarnia. Zacząłem też więcej pisać - oczywiście mowa o literaturze dla najmłodszych.

"Wilq" nie jest dla ciebie sposobem na ucieczkę?

Tomek: - Przy "Wilq" mogę bawić się konwencjami. Na akademii robiłem dyplom z książek dla dzieci. Potem od tego odszedłem. Wróciłem dopiero wtedy, kiedy urodziła mi się córka. Uwielbiam to, że jednego dnia siedzę nad bajkami (więcej prac autora możesz zobaczyć na jego blogu - red.), a drugiego zamykam drzwi i mam prawdziwą jazdę bez trzymanki, bo wymyślam "Wilqa". (śmiech)

Jak oceniacie współczesny rynek komiksowy w Polsce? Z jednej strony półki uginają się od przeróżnych wydawnictw, ale z drugiej nie ma już czasopism branżowych, a mainstream dalej zdaje się mieć komiksowych twórców gdzieś.

Bartek: - Wydaje mi się, że to dalej nisza.

Tomek: - Trochę tak, trochę nie. Komiks ostał się w księgarniach. Młodzi ludzie sięgają po komiksy, a sama branża się profesjonalizuje. Wcześniej wszystko było na wariackich papierach. Ludzie nie znali się na ich wydawaniu i sprzedaży. Teraz jest wydawnictw, które komiks traktują serio. Raczej idzie to w dobrą stronę, chociaż nigdy nie będzie to tak popularne jak na zachodzie, na przykład we Francji.

Bartek: - Może się profesjonalizuje, ale nie będzie powszechne. Dawno temu usłyszałem, że kiedyś dzieci sięgały po komiksy. Dzisiaj sięgają po iPada. Jak ktoś się wciągnie, to raczej przypadkiem. Ale to dosłownie ułamek.

Tomek: - Moim zdaniem komiksy zastępują książki. Zobaczcie, że w sklepach są całe półki zawalone mangą.

Bartek: - Ale manga to zupełnie inna bajka. Jak ktoś czyta mangi, to czyta mangi. Nie przechodzi na "normalne" komiksy. Tyle. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie.

Co z waszym wielkim projektem, czyli serialem o przygodach Wilqa? W temacie panuje podejrzana cisza...

Bartek: - Dzieje się! Ale strasznie było dużo przy tym roboty. Umowy, finanse, producenci...

Tomek: - Wolimy mówić o tym, co jest, nie o tym, co będzie. Nauczeni doświadczeniem ze świata komiksu, gdzie często przesuwaliśmy premiery albumów, wolimy działać w ten sposób.

Bartek: - Niektórzy aż huczeli na temat projektów, z których ostatecznie nic nie wyszło. Dla nas byłby to wstyd.

Tomek: - Trwają zaawansowane prace. W tym roku oddajemy odcinki producentowi. Jednakże nie wiemy, kiedy zostaną one wyemitowane.

Bartek: - Producent trzyma nas krótko za mordę - i to dobrze. Sam zespół też jest świetny. Leszek Nowicki, który jest drugim reżyserem i osobą odpowiedzialną za animacje, jest genialny.

Tomek: - Jest to cały sztab ludzi, którzy mają niesamowicie dużo roboty. To coś innego niż nasza dwójka siedząca nad pojedynczym albumem.

Bartek: - Od czasów pierwszej krótkometrażówki z Wilqiem w roli głównej sporo się nauczyliśmy. Teraz wiemy jak dobrze przenieść ten klimat z plansz komiksu do animacji. Z Leszkiem współpracowaliśmy zresztą przy kilku innych produkcjach - o dziwo dla dzieci - i to dobrze wróży na przyszłość. Mamy już opracowane pewne mechanizmy i sobie ufamy.

Tomek: - Leszek zresztą "siedzi" w tym humorze. Możemy mu zaufać, bo czuje klimat.

Czy scenariusze poszczególnych odcinków serialu będą zupełnie świeże, czy to adaptacje historii z wydanych już albumów?

Bartek: - To rodzaj adaptacji. Będą oczywiście odpowiednio wzbogacone.

Tomek: - Nie będą to adaptacje 1:1.

Bartek: - Chcemy, aby były autonomiczne. Chcieliśmy wykorzystać żarty i pomysły, z których byliśmy wyjątkowo zadowoleni. Tak jak mówiłem - komiks to nisza. Teraz mamy szansę dotrzeć do znacznie większej liczby odbiorców.

Serial to obecnie wasze oczko w głowie, ale chyba nie rezygnujecie z papierowego "Wilqa"?

Bartek: - Nie! Teraz wydaliśmy numer 23. (przeczytaj naszą recenzję - red.), ale serial zaczyna pożerać coraz więcej czasu. Chcemy w tym roku wydać jeszcze jeden album zbiorczy i to w kolorze. Niedawno ukazał się taki z historiami z numerów 9-11, teraz wypadałoby zrobić kompilację 12-15. Celujemy w grudzień, ale nie wiemy jak będzie wyglądała sytuacja z serialem. Może okazać się, że po prostu zabraknie nam czasu. Na kolejny numer w tym roku raczej nie ma co liczyć. Mamy scenariusze - i to nawet na cały zeszyt. Tyle, że zrobienie albumu pochłania masę czasu. To jest XIX w. Najpierw rysuje się ołówkiem, poprawia pisakiem, potem się gumuje i wreszcie skanuje. Tak to chyba człowiek pierwotny rysował komiksy! (śmiech)

Czyli na spin-offy poświęcone bohaterom Wilqa raczej nie ma co liczyć?

Tomek:-  My tak w ogóle nie myślimy o komiksie. U nas dana postać pojawia się, bo jest potrzebna do konkretnego żartu.

Bartek: - Tworzymy od szczegółu do ogółu. Wymyślamy bohatera, zastanawiamy się, czy będzie on z Opola, czy też z innego miasta i co ma wspólnego z Wilqiem. Nie piszemy na zasadzie "w przyszłym roku wprowadzimy do komiksu nową postać". To tak nie działa. Czasami postacie poboczne dostają historie, w których to one grają pierwsze skrzypce. Tak na przykład było z komisarzem Gondorem w numerze 20. Ale "Wilq" to nie komiks formatu Batmana, który ma miliony fanów na całym świecie i można do niego dokładać wieloodcinkowe historie innych bohaterów.

Tomek: - Zbiór postaci występujących w "Wilq" jest tak ze sobą związany, że one właściwie nie działają w pojedynkę.

Bartek: - To de facto jeden bohater. Bez siebie byliby mało ciekawi.

Tomek:-  Wilqu najchętniej siedziałby cały dzień na kanapie. To Alc-Man napędza całą akcję.

Bartek: - Nawet przy pracy nad serialem okazało się, że najważniejsze jest znalezienie odpowiedniego aktora, który podłoży głos Alc-Manowi. Ta postać właściwie jest narratorem i ma najwięcej kwestii.

Tomek: - Ma właściwie tyle tekstu, ile wszystkie inne postacie razem wzięte!

Wasze prace są regularnie publikowane w sieci. Czy Facebook i inne portale internetowe przysłużyły się do popularności Wilqa?

Tomek: - Samego "Wilqa" nie, autorów też nie. Ale samej kreski jak najbardziej.

Bartek: - Przysłużyło się też finansowo.

Tomek: - Zauważyli nas potencjalni zleceniodawcy.

Bartek: - Raz na tydzień, raz na dwa tygodnie jesteśmy pytani o to, czy czegoś byśmy nie narysowali i za ile. Bez Facebooka by tego nie było. Ale sprzedaż "Wilq"a pozostaje na tym samym poziomie, twardo się trzyma na tej samej pozycji.

Macie jakiś projekt marzeń?

Tomek: - Dla mnie realizacja serialu już jest spełnieniem marzeń. Pamiętam jak przy 5. lub 6. numerze marzyliśmy o realizacji filmu. To było oderwane od rzeczywistości, a jednak się spełniło.

Bartek: - Następny poziom to już chyba Hollywood. Produkcja filmowa z aktorami. Mógłbym "narysować" kolejnego Bonda, albo zrobić serial - taki amerykański, z prawdziwego zdarzenia. Wszystko jest możliwe - może to kwestia paru lat.

Chyba spodobała wam się ta branża...

Bartek: - Nie sama branża, ale sposób na opowiadanie historii.

Tomek: - Zasięg. Byliśmy przyzwyczajeni, że dotrzemy maksymalnie do 6 tysięcy osób. Teraz będzie to znacznie więcej osób.

Bartek: - Komiks to trochę film dla ubogich. Nie potrzebuje oświetleniowca, scenografa, wózkarzy i kamer. Autor robi wszystko sam. Ma to urok po przejściu na drugą stronę, czyli pracę nad filmem. Dla mnie było to spełnienie marzeń. I fajna zabawa.

Czegoś życzyć komiksiarzom?

Bartek: - My jesteśmy specyficznymi komiksiarzami. Chyba czasu... O, potrzebuję opiekunki do dziecka z prawem jazdy! Jak ktoś zna kogoś takiego, niech się do mnie zgłosi. W ten sposób zaoszczędziłbym 2-3 godziny z każdej doby. Na razie oszczędzam je na spaniu...

Tomek: - A mi możesz życzyć Cywilizacji VI. W grudniu premiera. Wmawiam sobie, że poczekam na przecenę, ale nie ma szans - muszę w nią zagrać tak szybko, jak to tylko możliwe.

Rozmawiał Michał Ostasz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy