Reklama

Czy to prawdziwa płaszczka? Nie, to dron Manta Ray od DARPA

DARPA poinformowała, że jej program podwodnych dronów wyglądających jak płaszczki wchodzi w kolejną fazę i jest o krok bliżej od realizacji.

Manty to majestatyczne stworzenia, uważane niegdyś za morskie demony - dziś są wzorem dla technologii wojskowych

Jeśli wcześniej nie słyszeliście o programie Manta Ray, to warto wyjaśnić, że chodzi o podwodne drony przypominające płaszczki, które będą oferować daleki zasięg, dużą wytrzymałość i autonomiczne działanie w ramach oceanicznych misji, a wszystko bez jakiejkolwiek pomocy człowieka w zakresie ładowania, utrzymania i logistyki. 

DARPA poinformowała właśnie, że projekt wchodzi w drugą fazę, a weźmie w niej udział dwóch wykonawców - Northrop Grumman Systems Corporation i Martin Defense Group, z których każdy zbuduje swoją wersję demonstracyjną drona. Wybór z pewnością nie jest przypadkowy, bo oba koncerny to giganci od dawna działający na rynku międzynarodowym i zajmujący się technologią wojskową.

Reklama

DARPA wybrała wykonawców projektu Manta Ray

Nie da się jednak ukryć, że zadanie jest tym razem bardzo trudne - drony muszą być maksymalnie samowystarczalne i to na dodatek w niesamowicie wymagającym podwodnym środowisku. Producenci muszą zadbać o to, żeby były w stanie samodzielnie monitorować akumulatory i zadbać o ich naładowanie - najpewniej za pomocą energii pozyskiwanej z prądów morskich, bo trudno wyobrazić sobie, żeby nagle przerywały misję będąc daleko od “bazy".

Co więcej, muszą zostać wyposażone w szereg czujników umożliwiających unikanie przeszkód, które czekać będą na każdym kroku - drony mogą przecież zaplątać się w wodorosty, zostać uszkodzone przez skały czy koralowca, a także utknąć w szczelinach.

Do tego operować będą w słonej wodzie, która jest w stanie zniszczyć większość materiałów, więc potrzebują wyjątkowo odpornej obudowy, a także systemów samoczyszczenia, bo łatwo sobie wyobrazić, że “coś" będzie chciało przyczepić się do ich powierzchni i na niej zamieszkać.

I samo to jest już dużym wyzwaniem, nawet w przypadku urządzeń sterowanych przez człowieka, a Manta Ray celuje przecież w autonomiczne rozwiązania, które będą jeszcze odpowiadać za nawigację, kontakt z bazą czy przechowywanie i transportowanie cennych ładunków, a najlepiej byłoby, gdyby były przy tym trudno wykrywalne - chodzi przecież o technologię wojskową. Mówiąc krótko, Northrop Grumman Systems Corporation i Martin Defense Group mają co robić, a my nie możemy się już doczekać efektów!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy