Fukushima stała się cmentarzyskiem robotów

Dziś obchodzimy 6. rocznicę najbardziej katastrofalnego w skutkach trzęsienia ziemi i tsunami, które nawiedziły Japonię w całej spisanej historii. Kataklizmy pozbawiły życia ponad 20 tysięcy ludzi, na zawsze zmieniły linię brzegową kraju i doprowadziły do największej katastrofy jądrowej...

Dziś obchodzimy 6. rocznicę najbardziej katastrofalnego w skutkach trzęsienia ziemi i tsunami, które nawiedziły Japonię w całej spisanej historii. Kataklizmy pozbawiły życia ponad 20 tysięcy ludzi, na zawsze zmieniły linię brzegową kraju i doprowadziły do największej katastrofy jądrowej...

Dziś obchodzimy 6. rocznicę najbardziej katastrofalnego w skutkach trzęsienia ziemi i tsunami, które nawiedziły Japonię w całej spisanej historii. Kataklizmy pozbawiły życia ponad 20 tysięcy ludzi, na zawsze zmieniły linię brzegową kraju i doprowadziły do największej katastrofy jądrowej w XXI wieku, pozostawiając po sobie miasta duchów.

Po sześciu latach Japonia wciąż nie może otrząsnąć się po tych tragicznych wydarzeniach. Najbardziej beznadziejna sytuacja panuje oczywiście w elektrowni jądrowej Fukushima I. TEPCO, czyli firma obsługująca elektrownię, nie jest w stanie poradzić sobie z opanowaniem sytuacji w aż trzech reaktorach. We wszystkich stopił się rdzeń i nastąpił wyciek paliwa jądrowego.

Reklama

W tej chwili w reaktorze nr. 2 poziom promieniowanie pokazuje nawet 300 Sv/h. W pozostałych reaktorach sytuacja jest podobna. Eksperci są przerażeni, tym bardziej, że trzeba tutaj zaznaczyć, że dawka 1 Siwerta może doprowadzić do wystąpienia choroby popromiennej, natomiast przyjęcie od 4 do 8 Sv na raz jest zabójcze.

Inżynierowie z Tokyo Electric Power Company współpracują już z największymi firmami technologicznymi w kraju. Wspólnymi siłami intensywnie pracują oni nad budową coraz to bardziej wytrzymalszych robotów, dzięki którym będzie można dokonać bardzo ważnych pomiarów na obszarze gdzie znajdowały się reaktory.

Niestety, wysłano do tej pory już blisko dziesięć robotów i wszystkie utracono. Stało się to z powodu panujących w zgliszczach reaktorów bardzo wysokiej temperatury i silnego promieniowania. Fukushima powoli staje się więc cmentarzyskiem robotów.

Japończycy nie ukrywają, że w tej chwili ani oni, ani reszta świata nie dysponuje technologiami, z pomocą których udałoby się zbudować maszyny zdolne do wielogodzinnej eksploracji całego obszaru.

Przygotowania do wysłania nowego robota od Hitachi.

Jednocześnie proszą oni inżynierów z całe planety o pomoc. No cóż, jeśli najbardziej rozwinięty technologicznie kraj na Ziemi jest bezsilny, to jest naprawdę źle. To pokazuje nam, jak potwornie niebezpieczne mogą być skutki nieoczekiwanej utraty kontroli nad technologią jądrową.

Przypomnijmy, że ostatni wysłany robot o nazwie Scorpion do reaktora nr. 2 na swojej drodze napotkał na przeszkody i nie mógł kontynuować swojej pracy. Zanim zakończył pomiary, wykonał zdjęcia stopionego paliwa uranowego i zanotował promieniowanie na poziomie aż 580 Sv/h.

Naukowcy myślą, że stopiły się kolejne pręty z uranem i wypaliły one dziurę w osłonie bezpieczeństwa. Dlatego odnotowano tak ogromny wzrost promieniowania. Do tej pory uważano, że paliwo radioaktywne nie jest w stanie się stamtąd wydostać, jednak teraz wiemy już, że jest inaczej.

Obecnie naukowcy szykują kolejnego robota o nazwie PMORPH. Powstał on we współpracy z firmą Hitachi, a jego zadaniem będzie przeprowadzenie pomiarów i wykonanie zdjęć paliwa oraz skażonej wody w reaktorze nr. 1.

Jeśli uda się pokonać przeszkody, zebrać dane z głębi zniszczonych reaktorów i opracować roboty zdolne do przetrwania w takich ekstremalnych warunkach, to wkrótce będzie można usunąć część materiału radioaktywnego i zacząć prace oczyszczające obszar, które już teraz wyceniane są na 30 miliardów Euro.

Władze miały plan zakładający usunięcie ważących ponad 540 ton prętów paliwowych i oczyszczenie elektrowni do roku 2018. Niestety, teraz gdy napotkano na kolejne problemy, wiemy już, że ten termin nie zostanie dotrzymany.

Nieudana misja robota od Toshiby do zgliszczy reaktora nr. 2.

Japoński rząd oszacował w ubiegłym roku koszt likwidacji uszkodzonej części elektrowni w Fukushimie aż na 180 miliardów dolarów. Eksperci uważają jednak, że ostateczny koszt może jeszcze wzrosnąć o nawet 50-80 miliardów dolarów.

Kraj Kwitnącej Wiśni po największej katastrofie jądrowej w XXI wieku wyłączył wszystkie 54 reaktory energetyczne i przeszedł na kopalne źródła energii (węgiel i gaz LNG). Japoński Instytut Gospodarki Energetycznej (IEEJ) ocenia, że do katastrofy w Fukushimie energetyka jądrowa pozwoliła Japonii zaoszczędzić 276 miliardów USD, a to z uwagi na brak konieczności zakupu surowców energetycznych za granicą.

Tymczasem koszty sprowadzania ich po katastrofie i rosnące wydatki na ograniczenie jej skutków spowodują, że do 2020 skonsumowane zostanie około 3/4 tych oszczędności, a całkiem prawdopodobne, że nawet wszystkie. To z kolei pokazuje, że Japonia nic nie uzyskała z porzucenia paliw kopalnych na rzecz energetyki jądrowej.

Co najważniejsze, w trakcie i po uderzeniu tsunami, do wód Oceanu Spokojnego przedostały się również ogromne ilości substancji promieniotwórczych, które na przestrzeni kolejnych miesięcy rozprzestrzeniły się po całym Pacyfiku. Na zachodnich wybrzeżach Stanów Zjednoczonych i Kanady znajdowano całe masy śniętych ryb. Przeprowadzane badania wskazały jednoznacznie, że powodem tego zjawiska było napromieniowanie. Naukowcy szacują, że skażeniu uległa 1/3 powierzchni światowych oceanów.

Musimy mieć też świadomość, że jeśli dojdzie do kolejnego potężnego trzęsienia ziemi i uderzenia fal tsunami, na co elektrownia w Fukushimie nie jest odpowiednio przygotowana, skutki dla Kraju Kwitnącej Wiśni i całego świata mogą być opłakane.

Źródło:  / Fot. TEPCO

Geekweek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy