Japońscy audiofile budują własne słupy energetyczne

Audiofile są bardzo ciekawą grupą hobbystów - potrafią oni wydawać na sprzęt do słuchania dziesiątki czy nawet setki tysięcy, a dużą część tego budżetu potrafią pochłaniać kable. Ale japońscy miłośnicy słuchania muzyki poszli o krok dalej - budują oni własne słupy energetyczne.

Audiofile są bardzo ciekawą grupą hobbystów - potrafią oni wydawać na sprzęt do słuchania dziesiątki czy nawet setki tysięcy, a dużą część tego budżetu potrafią pochłaniać kable. Ale japońscy miłośnicy słuchania muzyki poszli o krok dalej - budują oni własne słupy energetyczne.

Audiofile są bardzo ciekawą grupą hobbystów - potrafią oni wydawać na sprzęt do słuchania dziesiątki czy nawet setki tysięcy, a dużą część tego budżetu potrafią pochłaniać kable. Ale japońscy miłośnicy słuchania muzyki poszli o krok dalej - budują oni własne słupy energetyczne.

Jednym z takich ludzi jest Takeo Morita, który obawiając się o niezbyt stabilny przepływ prądu do swojego domu, co mogło wpłynąć, jego zdaniem, na uzyskiwany dźwięk, postawił własny słup energetyczny z oddzielnym transformatorem, dzięki czemu może liczyć na prąd "lepszej jakości".

Reklama

Kosztowało go to ponad milion jenów, a więc prawie 40 tysięcy złotych, ale nie jest on wcale osamotniony. Inni pasjonaci muzyki również podejmują podobne kroki, wydawany jest nawet dla nich magazyn wtajemniczający ich w arkana elektryki.

Cóż, to już wydaje się być lekką przesadą, tym bardziej, że już 8 lat temu w amatorskim eksperymencie udowodniono, że większość audiofilskiej zabawy nie ma większego sensu - miłośnicy słuchania muzyki nie byli w stanie odróżnić dźwięku dostarczanego z kosztownego, profesjonalnego kabla, a tego przesyłanego przez najzwyklejszy, wyprostowany wieszak z drutu.

Źródło: , Zdj.: CC0

Geekweek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy