Reklama

Ruiny Czarnobyla wkrótce mogą zostać Obiektem Światowego Dziedzictwa

Czas w ukraińskiej Prypeci dosłownie stanął w miejscu po wybuchu elektrowni atomowej w 1986 roku, i choć była to jedna z największych znanych nam katastrof, o której lepiej byłoby nie pamiętać, to w rzeczywistości musimy o niej pamiętać.

Jak możemy przeczytać w celach UNESCO, organizacja udziela pomocy przy zachowaniu, rozszerzaniu i rozpowszechnianiu wiedzy, czuwając nad zachowaniem i ochroną światowej spuścizny książek, dzieł sztuki, zabytków historii i nauki oraz zalecając zainteresowanym narodom podpisanie odpowiednich konwencji międzynarodowych. Nigdzie nie jest więc napisane, że obiekty wprowadzane na listę światowego dziedzictwa muszą się nam dobrze kojarzyć, a katastrofa w Czarnobylu z pewnością była ważnym wydarzeniem, na podstawie którego powinniśmy się uczyć, a trudno o lepszy pomnik historii niż opuszczony do dziś Prypeć. 

Reklama

Dlatego też ponad 30 lat po wydarzeniach, które zmusiły tysiące osób do ewakuacji i pochłonęły wiele ofiar, lokalne władze postanowiły wystąpić do UNESCO z wnioskiem o oficjalny status. Szczególnie że Prypeć, gdzie dzika przyroda przejmuje kontrolę nad sowieckimi blokami, sklepami i budynkami urzędowymi, jest obecnie celem wielu wycieczek, więc z pewnością warto unormować jego sytuację.

Dlatego też władze postanowiły złożyć stosowny wniosek, by umieścić Czarnobyl na liście światowego dziedzictwa, gdzie znajdują się takie miejsca, jak choćby indyjski Taj Mahal czy angielski Stonehenge. Również dlatego, że liczą na przypływ turystów, a co za tym idzie również pieniędzy, które mogłyby posłużyć do konserwacji starzejących się budynków, bo jak szacują specjaliści praktycznie wszystkie wymagają pewnych prac.

Warto tu podkreślić, że w samym tylko ubiegłym roku miejsce to odwiedziło ponad 124 tysiące osób, z czego 100 tysięcy pochodziło z zagranicy, które chciały na własne oczy zobaczyć to, co pokazywał głośny serial Czarnobyl. Trudno więc wyobrazić sobie lepszy czas, by to miejsce pamięci w końcu doczekało się właściwego traktowania i jeszcze przez długie lata przypominało o tym, że z elektrowniami jądrowymi nie ma żartów.

Źródło: GeekWeek.pl/sciencealert

Geekweek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy