Reklama

Młoda artystka tworzy dzieła na… prawdziwych karaluchach

Malarstwo istnieje od zamierzchłym czasów i wydawać by się mogło, że już niemal wszystkie jego kierunki zostały wymyślone. Oczywiście co jakiś czas powstają nowatorskie pomysły zainspirowane znanymi nam wcześniej projektami, jednak pewna Filipinka stworzyła coś zupełnie nowego, a chodzi dokładniej o malowanie dzieł na… prawdziwych karaluchach.

Karaluchy osiągające czasami nawet kilka centymetrów długości są dla większości z nas stworzeniami mocno niepożądanymi. Wszystkożerne owady często zamieszkują we wszelkiego rodzaju pomieszczeniach, z których później ciężko się ich pozbyć.

Dodatkowo wytępienie wspominanych stawonogów utrudnia fakt, że potrafią one w bardzo szybkim tempie się rozmnażać oraz mają wyjątkowa odporność na wszelkiego rodzaju trucizny. Co więcej, mogą one dalej żyć nawet po utracie własnej głowy. Jak więc z nimi walczyć?

Otóż zamiast walczyć możemy po prostu... tworzyć na nich obrazy. Przynajmniej na taki pomysł wpadła pewna młoda artystka pochodząca z jednego z największym miast Filipin - Caloocan. Brenda Delgado, o której mowa, udostępnia swoje dzieła w mediach społecznościowych i trzeba przyznać, że są one jedyne w swoim rodzaju.

Reklama

Spośród twórczości wykonanej na stosunkowo nietypowym rodzaju podłoża, możemy podziwiać między innymi postacie Spidermana, Venoma, Doktora Octopusa, Zielonego Goblina, Electra, SpongeBoba Kanciastoportego, Skalmara Obłynosa, Planktona, Patryka Rozgwiazdy czy Dziewczyny z Perłą, Mona Lisy i Vincenta van Gogha.

Wiele osób chwali prace Filipinki i docenia jej wyjątkowy pomysł na nową formę malarstwa, jednak oczywiście nie może brakować w takim przypadku kontrowersji związanych z okrucieństwem wobec zwierząt.

Większość prac powstaje podobno na martwych już stworzeniach, jednak na niektórych filmach widać poruszające się karaluchy z ozdobionymi odwłokami. Istnieją badania naukowe twierdzące, że owady są w stanie odczuwać ból, więc czy w związku z tym takie zachowanie można uznać za dobre? Odpowiedź zostawiamy do własnej interpretacji.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama