Reklama

Jak żyje się w kontenerowym miasteczku dla uchodźców? Mieszkańcy opowiadają

Chociaż kontenery mieszkalne, a szczególnie budowane z nich osiedla socjalne, wciąż wzbudzają wiele kontrowersji, to jednocześnie stały się nieodłącznym elementem wszystkich kryzysów, jakich doświadczamy od lat - mieszkaniowego, pandemicznego czy migracyjnego.

Chociaż kontenery mieszkalne, a szczególnie budowane z nich osiedla socjalne, wciąż wzbudzają wiele kontrowersji, to jednocześnie stały się nieodłącznym elementem wszystkich kryzysów, jakich doświadczamy od lat - mieszkaniowego, pandemicznego czy migracyjnego.
Życie w modułowym miasteczku we Lwowie nie jest łatwe, ale nikt nie narzeka /Mykola Tys/SOPA Images/LightRocket /Getty Images

W Ukrainie ich widok przestał dziwić już w 2015 roku, kiedy to na skutek agresji rosyjskiej w obwodach charkowskim, dniepropietrowskim i zaporoskim powstało aż siedem zbudowanych z kontenerów miasteczek. I choć miały być tymczasowe, bo większość z nich nie nadaje się do długoterminowego zamieszkania, to w dużej części z nich wciąż pozostają migranci, czasem z wyboru, innym razem z konieczności - we wrześniu ubiegłego roku nadal mieszkało w nich ponad 1300 osób.

Kontenery mieszkalne ratunkiem dla migrantów?

Kolejna inwazja Rosji ponownie zmusiła Ukrainę do sięgnięcia po to rozwiązanie, tym razem na zachodzie kraju - na początku kwietnia przy pomocy władz naszego kraju ruszyła budowa modułowego osiedla we Lwowie. W miejskim parku stanęło w sumie 88 kontenerów, w których zakwaterowano 350 osób, a kolejne, w innych dzielnicach miasta, mają przyjąć migrantów jeszcze w tym miesiącu. Bo choć duża część przebywających tu Ukraińców miała możliwość wyjechania za granicę, to nie każdy chce z niej skorzystać:

Życie w pudełku. Czego się spodziewać?

Reklama

Pomysłodawcy zapewniają, że ich celem było stworzenie przytulnego tymczasowego domu dla migrantów, którzy zmuszeni byli uciekać przed wojną. Dlatego też każdy kontener jest umeblowany (dwa łóżka piętrowe z kompletem pościeli, dwie szafki z półkami, jeden stół i dwa krzesła), ogrzewany i oświetlony, a do tego przeznaczony dla max 4 osób, by uniknąć zatłoczenia.

Wciąż mamy jednak do czynienia z prostymi kontenerami, które samodzielnie nie są w stanie zapewnić w pełni normalnych warunków życiowych. 

W prywatnych kontenerach nie ma łazienek, bo doprowadzenie kanalizacji w tych warunkach jest niemożliwe, dlatego mieszkańcy korzystają ze specjalnych wspólnych kontenerów z toaletami, prysznicami i umywalkami, które służą również do zmywania naczyń i prania ręcznego, bo na miejscu nie ma pralek.

Brakuje też innego wyposażenia, jak kuchenki elektryczne (mieszkańcy raz dziennie mogą liczyć na gorące posiłki zapewnione przez służby miejskie), czajniki czy inne sprzęty domowe, które ze względu na obawy związane z przeciążeniem sieci znajdują się tylko w dzielonym kontenerze jadalnianym.

Pomimo tych oczywistych niedogodności trudno jednak znaleźć kogoś, kto narzeka na nowy dom tymczasowy. Szczególnie że na miejscu mogą liczyć nie tylko na pomoc humanitarną z całej Europy, ale i specjalistyczną pomoc dla swoich dzieci, które widziały więcej przemocy i śmierci niż powinny, a tu - pomimo coraz częstszych syren przeciwlotniczych - czują się bezpiecznie. 

Dzieci są zachwycone atrakcjami odbywającymi się w stojącym na miejscu namiocie UNICEF, gdzie zajmuje się nimi również psycholog oraz możliwością spacerów po parku.

Pozostaje tylko pytanie, co dalej? Władze Lwowa zapewniają, że jeżeli zajdzie taka potrzeba, mieszkańcy miasteczka kontenerowego będą mogli spędzić w nim kolejną jesień i zimę, choć nie jest to scenariusz idealny.

Pokoje są wprawdzie ogrzewane, ale kontenery nie zostały zaprojektowane z myślą o długoterminowym mieszkaniu, co z czasem może rodzić problemy. Wydaje się jednak, że sami migranci też chcą jak najszybciej stanąć na nogi i zacząć nowe życie, dając kolejny przykład ukraińskiej niezłomności:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy