Reklama

Tajemnice Toplitzsee (cz. 2)

Wybierzmy się w Alpy austriackie w rejon Salzkammergut, na brzeg leżącego 80 km na wschód od Salzburga jeziora Toplitz. To tam na przełomie kwietnia i maja 1945 r. miał dotrzeć konwój kilku ciężarówek wiozących tajemniczy ładunek.

Którejś wiosennej nocy esesmani wpadli do wioski Gössl, leżącej najbliżej jeziora Toplitz. Z łóżek wyciągnęli dwóch chłopów, którym kazano natychmiast zaprzęgać konie do wozów. Wkrótce podjechały one do wojskowych ciężarówek załadowanych drewnianymi skrzyniami różnej wielkości. - Skrzynie były z jasnego drewna, a przez cienkie szpary można było dostrzec, że wewnątrz znajdują się metalowe ściany - wspominała w 2000 r. Ida Weissenbacher, świadek tamtych wydarzeń. Chłopi i esesmani przeładowali część skrzyń na furmanki. Ruszyły one w kierunku jeziora Toplitz, drogą zbyt wąską dla samochodów ciężarowych. Kiedy furmanki tam dotarły, na chłopów i esesmanów czekała już duża tratwa (według innej wersji - mały stateczek), na którą przeniesiono skrzynie. "Całą noc jeździli tam i z powrotem, aż zwieźli nad jezioro wszystkie skrzynie. W bladym świetle poranka obserwowali, jak załoga stateczku wrzuca je do wody" - czytamy w książce Rolanda Kalteneggera "Operacja Twierdza Alpejska".

Reklama

Doskonała kryjówka

- Jezioro Toplitz leży na wysokości 718 metrów nad poziomem morza - mówi mieszkający w Niemczech Dariusz Garba. - Jest ono, co sam sprawdziłem, dostępne tylko od południowego zachodu na długości około 300 metrów, chociaż Toplitzsee ma 1920 metrów długości i maksymalną szerokość 388 metrów. Resztę linii brzegowej zajmują strome skały i gęste lasy. Największa zaś głębokość jeziora wynosi 103 metry. I właśnie z dna tego jeziora w 1959 roku ekipa najlepszych wtedy specjalistów od poszukiwań podwodnych, zorganizowana przez redakcję niemieckiego tygodnika "Stern", wydobyła ponad 20 skrzyń, w których znajdowały się fałszywe funty szterlingi i jakieś dokumenty. Gdy akcja rozwijała się w najlepsze, a ekipa liczyła na kolejne odkrycia, jej szef Wolfgang Löhde otrzymał telegram następującej treści: "Rozwiązuję ze skutkiem natychmiastowym umowę. Nie czuję się związany z pracą nad jeziorem Toplitz. Nannen". Henri Nannen był wówczas redaktorem naczelnym "Sterna". Kto zmusił Nannena do wysłania tego telegramu?

Strażnicy skarbu nadal go strzegą

Przerwania poszukiwań domagali się dawni towarzysze Ernsta Kaltenbrunnera i Waltera Schellenberga z Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy, którzy po wojnie zrobili w RFN i Austrii błyskotliwe kariery. Władze austriackie, które zrazu ochraniały akcję ekipy Löhdego, z godziny na godzinę zmieniły front. Wprawdzie austriacka policja bezpieczeństwa zabrała wydobyte skrzynie, bo taka była umowa, ale Austriacy nie zezwolili już na kontynuowanie poszukiwań. Skrzyń ze sfałszowanymi funtami ukryć się nie dało, ale Austriacy nie poinformowali opinii publicznej, co naprawdę było w dwóch ciężkich skrzyniach wydobytych z dna jeziora jako ostatnie. W końcu - latem 1980 roku - okazano grupce dziennikarzy niemieckich kilkukilogramową paczkę papierów, które okazały się wielce niekompletną dokumentacją z przebiegu "Operacji Bernhard".

Tajna stacja Kriegsmarine w Alpach

Gdy w Sachsenhausen na dobre ruszała produkcja fałszywych banknotów, paszportów, a nawet znaczków pocztowych, późną wiosną 1943 roku dowództwo Kriegsmarine podjęło decyzję o utworzeniu w rejonie sąsiadujących ze sobą jezior Grundl i Toplitz tajnej stacji doświadczalnej marynarki wojennej. Skierowani doń naukowcy i inżynierowie kilku specjalności otrzymali zadanie skonstruowania nowoczesnej, jak na owe czasy, broni podwodnej. Broni, która zapewni flocie niemieckiej znaczną przewagę nad przeciwnikiem. Oba alpejskie jeziora wybrano nie tylko ze względu na ich znaczną głębokość, ale i słabo zaludnioną okolicę, co w dużym stopniu gwarantowało tajność całego przedsięwzięcia. Kierujący jego pracami doktorzy Hans Keller i Hermann Determann dwoili się i troili, by Kriegsmarine rychło otrzymała potężne miny głębinowe i nowoczesne torpedy. Te ostatnie zdążono jeszcze zademonstrować grupie oficerów z dowództwa Kriegsmarine i nazistowskim prominentom na czele z gauleiterem NSDAP okręgu Oberdonau Augustem Eigruberem. Gauleiter po pokazie nie ukrywał radości: "To było cudowne, moi panowie. Natychmiast osobiście zamelduję o tym Führerowi. To będzie punkt zwrotny w wojnie".

Czas zatarł wszelkie ślady

- Po obiektach stacji doświadczalnej Kriegsmarine - mówi Dariusz Garba, który podczas letnich wakacji w 1994 roku odwiedził rejon Salzkammergut - nie pozostało wiele śladów. Nadal widoczne były resztki fundamentów laboratorium i baraków roboczych. Nie istnieje już bunkier amunicyjny i domek leśny, gdzie mieszkali naukowcy. Sztolnie o długości 8-10 metrów, w których miano składować materiały pędne, jeśli rzeczywiście je tu wykuto, zostały wysadzone w powietrze lub dobrze je zamaskowano i tylko w jednym miejscu można zobaczyć coś, co może być śladem po wejściu do jednej ze sztolni. Natomiast podwodne lub podziemne bunkry, o których od czasu do czasu głośno jest w prasie niemieckiej i austriackiej, są wytworem fantazji dziennikarzy i poszukiwaczy skarbów. Ich istnienia nie potwierdzają ludzie, którzy byli zatrudnieni w stacji doświadczalnej.

Wielkie nadzieje związane ze skarbem

18 maja 2000 roku o godzinie 3.49 nad ranem Polska Agencja Prasowa nadała do krajowych redakcji gazet, radia i telewizji depeszę następującej treści: "Konsorcjum złożone z amerykańskiej sieci telewizyjnej CBS, Centrum Szymona Wiesenthala w Los Angeles oraz firmy >Oceaneering<, badającej dna oceanów, rozpoczyna w czerwcu poszukiwania na dnie jeziora Toplitz". To jezioro - czytamy dalej - było "przedmiotem zainteresowania nazistów, którzy prowadzili na nim próby z tajną bronią, a w końcu wojny zatopili kilkadziesiąt tajemniczych skrzyń. Od tego czasu pojawiają się coraz to nowe teorie i legendy na temat tajemnic i skarbów znajdujących się na dnie jeziora. Dotychczasowe wyprawy w głębiny pozwoliły znaleźć jedynie znaczne ilości broni, min, a także potężny transport świetnie sfałszowanych funtów szterlingów, za pomocą których naziści chcieli zdezorganizować w czasie wojny gospodarkę brytyjską". W dalszej części PAP-owskiej depeszy czytamy: "Nowe, systematyczne badania, które prowadzi firma >Oceaneering<, badająca między innymi wcześniej na dnie Atlantyku wrak >Titanica< i szczątki promu kosmicznego >Challenger<, mają ostatecznie wyjaśnić tajemnicę jeziora. Sponsorzy spodziewają się m. in. odkrycia numerów kont, na których naziści umieścili olbrzymie sumy zrabowane ofiarom Holokaustu, znalezienia tajnych akt hitlerowskich służb specjalnych, a być może również rezerw złota Trzeciej Rzeszy". Kilka miesięcy wcześniej tę samą akcję na Toplitzsee zapowiedział niemiecki dziennik "Die Welt" (28.I.2000), ale nigdy i nigdzie nie natrafiłem na informację o konkretnych rezultatach amerykańskich poszukiwań, bo - na co wszystko wskazuje - ich nie było?

Co jeszcze może leżeć na dnie Toplitzsee?

Dziewięć lat później, 20.IV.2009 roku "Tages Anzeiger" pisał, że do rozwikłania tajemnicy tego alpejskiego jeziora przymierza się 77-letni Amerykanin Norman Scott z dwudziestoosobową ekipą i małą łodzią podwodną. "Nasze poszukiwania (w archiwach - przyp. L.A.) definitywnie wskazują, że jezioro to było wykorzystywane jako nazistowski skarbiec" - powiedział ten światowej sławy poszukiwacz skarbów. A inni dodają, że w wodach Toplitzsee zatopiono m.in. skarby Skorzeny'ego, Własowa, wspomnianego gauleitera Eigrubera, który miał wrzucić metalową kasetkę z brylantami, no i - a jakże! - skarb III Rzeszy, czyli rezerwy niemieckiego złota, z których część Amerykanie odnaleźli w okolicach Mittenwaldu koło Garmisch-Partenkirchen, a resztę utopili właśnie w interesującym nas jeziorze. Jeśli już o skarbach mowa, to dodajmy, że liczne dobra kultury, w tym także zrabowane w Polsce, Amerykanie odkryli w podziemnych wyrobiskach kopalni soli w Altaussee, kilkanaście kilometrów na zachód od jeziora Toplitz. Ale to już inna historia.

Legenda mrożąca krew w żyłach

Toplitzsee płetwonurkowie penetrowali na długo przed wspomnianą akcją zorganizowaną przez "Sterna". Najprawdopodobniej niczego nie znaleźli, ale penetracje te najwyraźniej kogoś zaniepokoiły. Wkrótce zaczęto znajdować potwornie zmasakrowane zwłoki samotnych płetwonurków i poszukiwaczy. Liczbę tych ofiar kilkakrotnie pomnożyła legenda towarzysząca tajemnicom jeziora Toplitz, ale faktem jest, że ofiary były. Anonimowi sprawcy jednemu z poszukiwaczy wyrwali serce, żołądek i płuca, włożyli je do plecaka i wraz z okaleczonym ciałem podrzucili w pobliżu gospody. Innemu obcięto głowę, a jeszcze innemu wyrwano język, wyłupiono oczy, a w brzuch wbito śledzie do mocowania namiotów. Turyści, którzy po wodach tajemniczego jeziora odbywają rejsy spacerowymi łodziami, nie obawiają się żadnego niebezpieczeństwa. W 1984 roku płetwonurkowie armii austriackiej wydobyli stąd ostatnie - jak twierdzili - miny. I tylko niektórzy turyści zastanawiają się, co nadal kryją głębiny Toplitzsee.

Leszek Adamczewski, współpraca: Dariusz Garba

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL