Reklama

Te sny zapowiadały dramat w Himalajach… Niezwykłe okoliczności śmierci Jerzego Kukuczki

Do dziś jest uważany za geniusza wspinaczki wysokogórskiej! Jego przyjaciele i bliscy wspominają, jak niezwykłe wydarzenia działy się w nocy, w czasie której odpadł od południowej ściany Lhotse. W Katowicach niebawem ruszy budowa Centrum Himalaizmu im. Jerzego Kukuczki, a my wracamy do tej tajemniczej historii.

Góry były jego największą pasją i to one odebrały mu życie. Jerzy Kukuczka był taternikiem, alpinistą i himalaistą, który w Polsce nie miał sobie równych w zdobywaniu ośmiotysięczników. Jako drugi człowiek na Ziemi zdobył Koronę Himalajów i Karakorum - wszystkie 14 głównych szczytów o wysokości ponad 8 tysięcy metrów. Zginął 24 października 1989 podczas wejścia na Lhotse, czwarty co do wysokości szczyt Ziemi leżący na granicy Nepalu i Chin.

Każdy, kto widział jak wspina się Jerzy Kukuczka mówił, że po prostu ten Ślązak się do tego urodził. Bez problemu pokonywał nawet najbardziej strome ściany i to w stylu alpejskim, czyli zabierając ze sobą minimalną ilość sprzętu. Znany był z odwagi i silnej woli. W 1987 roku był u szczytu sławy. Na 11 najwyższych szczytów naszej planety wszedł zupełnie nowymi drogami, trzy po raz pierwszy zdobył zimą, w tym jeden samotnie. Zdobycie "Korony Himalajów i Karakorum" zajęło mu 7 lat, 11 miesięcy i 14 dni. Przyjaciele namawiali go, aby zrezygnował z kolejnych wspinaczek w Himalajach, ale Kukuczka nie chciał nawet o tym słyszeć.

Reklama

''Od śmierci w dolinach zachowaj nas, Panie'' - zwykł mawiać do swoich przyjaciół nawiązując do popularnej modlitwy. Te niepokojące słowa okazały się dla niego prorocze. Niewiele osób wie, jak bardzo niezwykłe wydarzenia towarzyszyły jego śmierci. Ostrzeżenie o tragedii himalaisty jego bliscy i przyjaciele otrzymali... w snach.

W himalaizmie osiągnął prawie wszystko, ale Jerzy Kukuczka wciąż marzył o zdobyciu szczytu Lhotse (wysokość 8516 m n.p.m.) tak zwaną południową ścianą. Chciał to zrobić w ten sposób jako pierwszy człowiek na świecie. 

Przez wiele lat nie mógł znaleźć partnera do tak ryzykownej wspinaczki, aż wreszcie zgodził się towarzyszyć mu znakomity himalaista Ryszard Pawłowski. Był 24 października 1989 roku, kiedy obaj wspinacze pokonywali niebezpieczny odcinek ściany. W pewnym momencie Pawłowski zobaczył, że Kukuczka ma kłopoty. Opowiedział o tym w filmie dokumentalnym "Paciorki Himalajskiego Różańca".

W tym samym czasie w bazie u podnóża Lhotse wysiłki obu himalaistów śledzili ich koledzy z zespołu. Jednym z nich był Ryszard Warecki, który kiedy szczyt pogrążył się w ciemnościach położył się spać do namiotu. I właśnie wtedy miał niezwykły sen, który okazał się zwiastunem zapowiadającym zbliżającą się tragedię.

W namiocie obok spała Elżbieta Piętak, autorka filmów górskich. I ona także opowiedziała o niezwykłym śnie z Jerzym Kukuczką, który miała w tym samym czasie, co jej kolega w namiocie obok.

Jednak najbardziej niezwykłe wydarzenie miało miejsce w domu Jerzego Kukuczki w Katowicach. O czwartej nad ranem z krzykiem obudził się jego młodszy syn, Wojtek Kukuczka. To była dokładnie ta godzina, kiedy rozgrywał się dramat na południowej ścianie Lhotse. Według relacji żony Jerzego Kukuczki chłopczyk krzyczał, że we śnie razem z tatą próbował wciskać przycisk "Alarm!", ale winda nie chciała się zatrzymać.

Niezwykłe jest to, że te wszystkie sny z udziałem Jerzego Kukuczki miało tyle osób i to tej samej nocy o tej samej godzinie, o której wydarzyła się tragedia na Lhotse. Czy wobec tego można mówić o przypadku? Mogło to przecież być ostrzeżenie, które w literaturze światowej zajmującej się "życiem po śmierci" nazywane jest "zwiastunem śmierci we śnie".  

Już wkrótce wszyscy miłośnicy gór będą mogli spotykać się w Centrum Himalaizmu im. Jerzego Kukuczki. Powstanie w Bogucicach, w pobliżu domu, w którym mieszkał geniusz polskiej wspinaczki wysokogórskiej. Budowa ma zakończyć się w 2025 roku.

AUTOR TEKSTU: Robert Bernatowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy