Co Francuz może umieścić na YouTubie?

Jeśli wydaje wam się, że "Niezapomniana 18-stka" lub wykłady księdza Natanka to najśmieszniejsze filmiki w sieci, to możecie się zdziwić. Zobaczcie, co francuski komik jest w stanie wymyślić, aby rozbawić widzów swojego kanału.

Francuz Rémi Gaillard, jest 36-letnim komikiem o niecodziennym poczuciu humoru. Rozgłos zyskał w 2002 roku, podczas finału Pucharu Francji. W trakcie gali wieńczącej francuskie mistrzostwa, przebrał się za jednego z piłkarzy i uczestniczył w celebracjach ze zwycięską drużyną. Nierozpoznany przez nikogo, otrzymał gratulacje od samego prezydenta - Jacques'a Chiraca, a następnie rozdawał autografy zebranym fanom.

Gaillard podbudowany tym sukcesem, brał później udział w innych sportowych galach, wydarzeniach publicznych, a nawet spotkaniach polityków. Za każdym razem bez trudu omijał ochronę, pojawiając się w centrum wydarzeń i biorąc w nich aktywny udział.

Reklama

Poza wpraszaniem się na imprezy masowe, komik ma jeszcze parę innych sposobów na dostarczanie absurdalnego humoru. Jednym z nich jest seria krótkometrażowych filmów, na których przebrany za postacie z gier, kina lub świata zwierząt, sieje zamęt w przestrzeni miejskiej. W kostiumie Rocky'ego, Mario bądź kangura, przemierza miasto, wchodząc w interakcje z ludźmi i wprawiając ich w osłupienie.

Zobacz, jak uczestniczyć w finale mistrzostw bez zaproszenia:

Rocky Balboa wiecznie żywy

Historię o pięściarzu Rocky'm - zwykłym chłopaku, który zostaje nagle sławnym bokserem - zna chyba każdy. Z pewnością wielu panów, podczas oglądania filmu utożsamiało się z głównym bohaterem, fantazjując o byciu gwiazdą boksu. Rémi Gaillard poszedł dalej, zamieniając fantazję w rzeczywistość.

Komik ubrany w strój treningowy, z nieodłączonym ręcznikiem na ramieniu, odtwarza sceny z filmu w jednym z francuskich miast. Naśladowca Rocky'ego, rozpoczyna film od truchtu w miejscu na sklepowej ladzie, po czym robi pompki nad nieznajomą kobietą, na pobliskiej plaży. Pięści ćwiczy w masarni. Bez pardonu wchodzi do chłodni i nie zwracając uwagi na pracowników i klientów, zaczyna bić w wielki kawał zamrożonego mięsa, powieszony na haku.

Oczywiście nie mogło zabraknąć także sceny z polewaniem głowy napojem. Rocky przebiegając przez fastfood jak przez uliczkę w parku, wyrywa jednemu z klientów kubek z colą i z charakterystyczną manierą, oblewa się zawartością.

Rocky Balboa jakiego jeszcze nie widziałeś:

Mario wyjeżdża na ulice

Postać Mario powinna być dobrze znana fanom gier komputerowych. Tytuły takie jak "Super Mario Bros" czy "Mario Kart" przeszły na dobre do klasyki gatunku. Opowiadają one o przygodach sympatycznego hydraulika z charakterystycznym wąsem, który stawia sobie za cel odbicie pięknej księżniczki Peach z rąk złego smoka Koopy. Gaillard na jednym ze swoich filmików wciela historię w życie.

Francuz, na wzór wyścigówki "Mario Kart", rusza na ulicę w stroju tytułowego bohatera, prowadząc gokarta. Jak gdyby nigdy nic, uczestniczy w ruchu ulicznym, wyprzedza auta, zmienia pasy i pokonuje kolejne skrzyżowania. Sam fakt jeżdżenia gokartem po ulicy, między innymi autami w stroju postaci z gry komputerowej, nie jest dla komika wystarczająco irracjonalny. Aby podnieść poziom absurdu całego zdarzenia, Gaillard rzuca w inne samochody bananami i żółwimi skorupami. Jest to motyw występujący w grze, jednak chyba nikomu poza autorem filmu nie przyszłoby do głowy, aby zachowywać się tak w rzeczywistości na drodze.

Komik stara się przekroczyć wszelkie granice niedorzeczności, wjeżdżając swoim pojazdem do galerii handlowej, a następnie zaczepiając patrol policji niewybrednym gestem.

Zobacz, jak jeździć gokartem po ulicach Francji:

Winda pełna niespodzianek

Co się ukaże twoim oczom, gdy otworzysz drzwi do windy? W 99% przypadków, będzie to kabina windy, jednak 1% zarezerwowany jest dla niespodzianek przygotowanych przez Remiego Gaillarda.

Francuz najwyraźniej uznał, że winda jest najlepszym miejscem, do dania upustu swojej fantazji i kreatywności. Postanowił zaskoczyć wszystkich mieszkańców pewnego bloku i przygotował coś specjalnego dla osób, które nie mają ochoty męczyć się chodzeniem po schodach. Użytkownicy windy, w zależności od dnia, w którym chcieli z niej skorzystać, za drzwiami mogli zastać: miniaturową sypialnię, rastamańską komorę haszową, uczestników safari, walkę zawodników sumo lub romantyczną kolację w restauracji.

Na szczególną uwagę zasługuje metamorfoza windy, polegająca na przeistoczeniu jej w dyskotekę z lat 70-tych. Oprócz muzyki z tamtych lat, w kabinie była wirująca srebrna kula wraz z kolorowymi światłami. Panowie w windzie ubrani byli zgodne z ówczesnymi trendami, a ich taniec dopełniał całości absurdu.

Zobacz, co może czekać na ciebie za drzwiami windy:

Człowiek-kangur

Tym razem przenosimy się do świata dzikich zwierząt. Czy ktoś z was chciał kiedyś zaznać życia australijskiego kangura? Gaillard oczywiście zapragnął spełnić to nietypowe marzenie, przebierając się za torbacza i skacząc po miejskiej dżungli.

Komik w brązowym futrzanym stroju początkowo skacze po zoo, między innymi zwierzętami udając jedno z nich. Jednak po chwili wydostaje się na wolność przeskakując przez kraty parku. Człowiek-kangur, nieprzerwanie skacząc i wprowadzając zamieszanie, odwiedza Mc Donalda, pobliską plażę, festyn, strzeżony parking, prywatny basen i sklep z zabawkami.

Apogeum zwierzęcego szaleństwa osiąga w środku filmu, kiedy to zaczepia policjanta na służbie, ściągając mu czapkę. Niestety stróż prawa nie okazuje poczucia humoru, powalając przebranego za zwierzę Gaillarda na ziemię. Unieruchomiony człowiek-kangur zostaje skuty. Niestety nie dowiadujemy się, czy za swój specyficzny żart zostaje ukarany.

Poczuj zwierzęcą dzikość australijskiego kangura:

Polski Rémi Gaillard

Pomimo tego, że nie wszyscy wyrażają się z aprobatą o żartach francuskiego komika, jego filmiki zdobywają coraz większą popularność. Każdy z nich został obejrzany po kilkadziesiąt milionów razy. Sława Rémiego Gaillarda dotarła również do Polski i w naszym kraju znalazł się jego naśladowca.

Człowiek tytułujący się SA Wardęga wprowadza irracjonalny humor na naszym rodzimym podwórku. Przebrany za Spidermana wyrusza na ulice Warszawy. Skacze po słupach, wdrapuje się na wysokości i strzela pajęczyną. Ostatnią czynnością doprowadza do szału przechodniów, którzy nie są fanami człowieka-pająka. Tak jak jego francuski idol, za swoje wyczyny zbiera sporo pozytywnych, ale i negatywnych opinii. Jak zapowiada - to dopiero początek i niebawem ujrzymy go w kolejnych wcieleniach, oczywiście płacząc ze śmiechu.

Spiderman odwiedza Warszawę:

Jan Favre

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy