Reklama

Pomógł Korei Północnej z kryptowalutami, grozi mu wiele lat więzienia

Pewien amerykański obywatel nie myślał chyba o konsekwencjach swoich działań, kiedy zdecydował się pomóc Korei Północnej w wejściu na rynek kryptowalut, ale amerykańskie prawo jest bezlitosne.

Virgil Griffith, amerykański obywatel singapurskiego pochodzenia i naukowiec Ethereum Foundation, został uznany winnym doradzania Korei Północnej w zakresie kryptowalut. Mężczyzna przyznał się do spiskowania w celu pogwałcenia International Emergency Economic Powers Act i teraz musi się liczyć z karą pomiędzy 63 a 78 miesięcy więzienia - wyrok w tej sprawie zapadnie 18 stycznia. Jak informuje Departament Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych, Virgil Griffith już w 2018 roku przygotował plan dostarczania usług z zakresu kryptowalut dla wybranych mieszkańców Korei Północnej, opracowując i fundując na miejscu niezbędną infrastrukturę. 

Reklama

Przy okazji dowiadujemy się, że mężczyzna był w pełni świadomy tego, że w ten sposób pomaga wrogiemu państwu uniknąć amerykańskich sankcji. Co więcej, mężczyzna udał się w 2019 roku do Korei Północnej, żeby wziąć udział w konferencji na temat kryptowalut i blockchain, pomimo że Departament Stanu odmówił mu pozwolenia na ten wyjazd, jako że ten naruszyłby obowiązujący ban na “eksport dóbr, usług i technologii”. Mężczyzna postawił jednak na swoim i jak sugeruje Departament Sprawiedliwości, dostarczył tym samym „KRLD instrukcje jak używać technologii blockchain i kryptowalut do prania pieniędzy i unikania sankcji, a także jak technologia blockchain typu inteligentne kontrakty może być wykorzystywana na korzyść KRLD, choćby w negocjacjach z USA w zakresie broni jądrowej”. 

Virgil Griffith ogłosił także plany zrzeczenia się amerykańskiego obywatelstwa, żeby kupić obywatelstwo innego kraju oraz próbował rekrutować do swoich planów innych amerykańskich obywateli, którzy lataliby do Korei Północnej i świadczyli podobne usługi. Mężczyzna długo jednak nie cieszył się swoimi planami i biznesem, bo został aresztowany i teraz musi liczyć się z konsekwencjami swoich działań. Maksymalna możliwa kara to nawet 20 lat, ale Griffith zdecydował się na ugodę, więc za kratami spędzi maksymalnie 6 i pół roku.

Czy było warto? Trudno powiedzieć, bo nie wiemy jakie pieniądze zarobił i czy udało mu się je ukryć (ale jako że uczył innych prania pieniędzy, to zapewne nie musimy się o to „obawiać”), ale jedno jest pewne - po odbyciu kary więzienia raczej nie ma co liczyć na zatrudnienie w zawodzie, a mówimy o osobie z doktoratem w zakresie neuronauki teoretycznej.

Źródło: GeekWeek.pl/justice.gov

Geekweek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy